Internet to najlepsze miejsce, by przestrzec innych przed nieuczciwym przedsiębiorcą. Jednak nazbyt złośliwe komentarze mogą uderzyć rykoszetem w ich autora.
ikona lupy />
Granice krytyki / Dziennik Gazeta Prawna
– Krytyka w sieci jest niewątpliwie potrzebna, jej informacyjny charakter bywa zbawienny na przykład w relacjach konsumenckich. Skuteczna krytyka musi być jednak obiektywna i pozbawiona emocjonalnego, ocennego charakteru – podkreśla Jakub Kralka, prawnik, autor bloga TechLaw.pl. Podobne wnioski płyną z wyroku, którego uzasadnienie opublikował niedawno Sąd Apelacyjny w Warszawie.
Pozew złożyła firma zajmująca się pozycjonowaniem stron internetowych. Oferuje ona klientom trzymiesięczny darmowy okres próbny. Po nim, jeśli nie nastąpi wypowiedzenie umowy, w sposób automatyczny przekształca umowę w płatną. Tak też się stało w przypadku kontrahenta, który co prawda wypowiedział umowę, ale pismo doszło do adresata już po terminie. Serwis wystawił fakturę na 830 zł. Odbiorca uznał, że to działanie na zasadzie podobnej do Pobieraczka.pl: klienci myślą, że korzystają z darmowej usługi i są nieświadomi, że przekształca się ona w odpłatną. Wchodząc na fora w internecie, przekonał się, że ludzi, którzy również czują się oszukani, jest co najmniej kilkuset. Stworzył stronę internetową, która miała przestrzegać przed firmą pozycjonującą. „Działalność firmy jest w zamyśle wyłudzeniem”, „Istota wyłudzenia polega na celowym wprowadzaniu w błąd” – to część komentarzy, które zostały na niej opublikowane.
Spółka pozycjonująca zażądała usunięcia wpisów i złożyła pozew, domagając się przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny. Wygrała w obydwu instancjach, chociaż sumę żądania obniżono do 5 tys. zł. Firma broniąca swego dobrego imienia przedstawiła badania satysfakcji wśród klientów, z których wynikało, że 90 proc. jest zadowolone z usług.
Pozwany przekonywał, że działał w interesie społecznym, chcąc ostrzec innych, że będą musieli płacić za usługi, których jakość jest wyjątkowo niska. Jego zdaniem firma pozycjonuje klientów, używając słów bardzo rzadko wpisywanych przez internautów w wyszukiwarkach. Sąd Apelacyjny w Warszawie zwrócił mu uwagę, że jeśli rzeczywiście chciał przestrzec innych, to mógł to zrobić w rzeczowy i obiektywny sposób. „Cel ten można było zrealizować w sposób nienaruszający dóbr osobistych powoda, poprzez rzeczowe opisanie postanowień umowy i zwrócenie uwagi, aby klienci przed jej podpisaniem dokładnie zapoznali się z jej treścią” – brzmiało uzasadnienie wyroku. Dużą uwagę sąd poświęcił wielokrotnie używanemu na stronie internetowej słowu „wyłudzenie”, które zgodnie z definicją słownikową oznacza uzyskanie czegoś w wyniku kłamstwa lub oszustwa. Treść strony internetowej sugerowała, że firma jest oszustem, co zdaniem sądu jest nieprawdą. Informacje o przekształceniu się darmowej umowy w odpłatną były według składu orzekającego przedstawiane rzetelnie.
„Gdy chodzi o sądy ocenne (wartościujące), interes społeczny realizuje się w rzeczowej krytyce, która ma cechy rzetelności i która nie może być napastliwa oraz zmierzać do zdyskredytowania czy poniżenia innej osoby. Sądy ocenne powinny być formułowane powściągliwie i przy uwzględnieniu dostatecznej dla nich podstawy faktycznej, a nie opierać się na osobistych animozjach” – wyjaśnił sąd.
To kolejny już wyrok, który dopuszcza krytykę w sieci, byleby odpowiadała ona prawdzie. Podobne wnioski płyną z orzeczenia dotyczącego serwisu GoWork.pl, na którym pracownicy mogą oceniać pracodawcę (sygn. akt I C 988/13). Z jednej strony sąd nakazał usunąć komentarze naruszające dobre imię firmy, z drugiej jednak nie zgodził się z żądaniem usunięcia całego profilu pracodawcy, uznając, że służy on interesom społecznym.
Granice komentowania nie są łatwe do wyznaczenia. Sąd Najwyższy stwierdził w jednym z wyroków (sygn. akt IV CSK 270/12), że adwokat musi się liczyć z krytyką. W ubiegłym roku zaś Sąd Rejonowy w Bydgoszczy uniewinnił mężczyznę oskarżonego o zniesławienie pracodawcy, którego nazwał polskim obozem pracy (sygn. akt XVI K 445/13).
Jak zatem wystawiać opinie przedsiębiorcom? – Najbezpieczniej jest przedstawić całą sytuację opisowo, bez własnych refleksji. W przeciwnym wypadku przedsiębiorcy często wykorzystują emocje krytykującego jako narzędzie usprawiedliwiające cenzurę – doradza Jakub Kralka.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. akt I ACa 1842/14.