Sporządzane w procesach opinie są nieprofesjonalne i powierzchowne, a nawet wkraczają w kompetencje zastrzeżone dla sądu – oburzają się prawnicy.
Jacek Skała prokurator, przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP / Dziennik Gazeta Prawna
Nieterminowi, nieprecyzyjni, powierzchowni. Pozbawieni kompetencji do występowania w roli ekspertów. Skłonni do dokonywania bezpodstawnych uogólnień. Zamiast rozwiewać wątpliwości, tylko je mnożą. Takie uwagi na temat poziomu profesjonalizmu biegłych można bardzo często usłyszeć od prawników. I to nie tylko pełnomocników, dla których niekorzystna opinia w procesie zaważyła na przegraniu sprawy.
Reklama

Reklama
Jeden ekspert, różne stanowiska
W sytuacji, gdy opinia jest niepełna lub niejasna albo gdy zachodzi sprzeczność w samej opinii lub między różnymi opiniami w tej samej sprawie, można wezwać ponownie tych samych biegłych lub powołać innych – stwierdza art. 201 kodeksu postępowania karnego.
Opisane w nim przypadki nie są filmem fantasy, lecz rzeczywistością wielu postępowań. Zdarza się bowiem, że jeden specjalista wydaje dwie sprzeczne ze sobą opinie albo na rozprawie mówi coś zupełnie przeciwnego niż w przedstawionej przez siebie opinii. Tak było choćby w sprawie rozpoznawanej przez Sąd Apelacyjny w Białymstoku (sygn. akt II AKa 48/13), gdzie jak w wielu innych procesach kluczowe znaczenie dla oceny zasadności zarzutów stawianych oskarżonemu miała właśnie opinia biegłego. Do jego zadań należało ustalenie, czy w danym okresie spółka ponosiła wydatki na inwestycje, w jakiej wysokości, czy były one uzasadnione oraz czy sytuacja finansowa, w której znajdowała się firma, uzasadniała podejmowanie określonych działań. W wydanej w tym przedmiocie opinii z lipca 2010 r. biegły stwierdził jednoznacznie, że wydatki w łącznej kwocie 6 mln zł były nieuzasadnione i stanowiły poniesioną przez spółkę szkodę. Co więcej, swoje ustalenia w tym zakresie biegły podtrzymał w całości na rozprawie sądowej, podobnie zresztą jak drugi z członków zespołu uczestniczący w wydaniu opinii. Obaj zgodnie stwierdzili, że sytuacja finansowa przedsiębiorstwa była w badanym okresie na tyle zła, że uniemożliwiała podejmowanie dalszych inwestycji.
Diametralnie odmienne stanowisko ten sam biegły zajął jednak w opinii uzupełniającej z sierpnia 2012 r., kiedy to uznał, że w badanym okresie spółka poniosła koszty związane z budową w kwocie 3 mln zł i były one jak najbardziej uzasadnione. Ekspert dodał też, że nie były to nakłady na dalszą realizację przedmiotowej inwestycji, gdyż w tym czasie spółka ponosiła jedynie koszty związane z utrzymaniem dotychczasowego stanu budowanego zakładu.
Uzasadniając tak radykalną zmianę swojego stanowiska, biegły wyjaśniał, że odmienne wartości przyjęte w obu opiniach wynikają z wykorzystanej metody wyceny: pierwsza została sporządzona przy zastosowaniu metody dochodowej, uwzględniającej prognozowane zyski z inwestycji, natomiast druga została wykonana na potrzeby likwidacji spółki, a więc opierała się na metodzie likwidacyjnej.
Nie ulega wątpliwości, że biegły wydał w tej samej sprawie dwie różne opinie, a zawartych w nich ostatecznych wniosków nie dało się ze sobą pogodzić. Sprzeczność była więc oczywista.
– Tego rodzaju sytuacje zdarzają się stosunkowo rzadko, aczkolwiek mają miejsce. Wynika to najczęściej z błędnie przyjętych metodologii badań i analiz, które leżą u źródła wydawanych opinii. Dużo częściej dochodzi natomiast do pewnych zmian w treści opinii w wyniku przesłuchania biegłego wezwanego na rozprawę. Wówczas dużą rolą sądu jest doprowadzenie do sytuacji, w której finalnym produktem będzie opinia spełniająca normy art. 201 kodeksu postępowania karnego – zauważa sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.
– Dwie opinie nie powinny być ze sobą całkowicie sprzeczne. Ponieważ to się jednak zdarza, z jednej strony sądy powinny skuteczniej dyscyplinować biegłych, z drugiej zaś – być może częściej, niż się to robi obecnie, należy zasięgać opinii instytutów badawczo-rozwojowych – sugeruje radca prawny Jacek Świeca.
Błędy i wypaczenia w sztuce
Z perspektywy prawników ekspertyzy wykonywane przez biegłych zbyt często mają tę wadę, że są wyrywkowe i niekompletne.
– Opinia jest niepełna przede wszystkim wtedy, gdy nie zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania postawione w postanowieniu o dopuszczeniu tego dowodu. W takim przypadku obowiązkiem sądu jest jej uzupełnienie, na przykład w formie wezwania biegłego na rozprawę lub zlecenie opinii uzupełniającej – dodaje sędzia Puchalski.
– Największe problemy z opiniami, jakie miałem w swojej karierze, to ich powierzchowność, zaniechania w zakresie stanu faktycznego oraz tendencja do dokonywania bezpiecznych, asekuranckich uogólnień. Biegły, który jest leniwy, mało zmotywowany niskim wynagrodzeniem otrzymywanym za sporządzaną opinię, często wykona tylko minimum czynności niezbędnych do wnikliwego rozstrzygnięcia określonej wątpliwości. Co więcej, moim zdaniem biegły mający całkowicie wolną rękę w kwestii metodyki pracy i zakresu analizy, na podstawie samych akt sprawy może zejść na manowce. Przeważnie nie ma on bowiem narzędzi, żeby oceniać wiarygodność dowodów i ustalać samodzielnie stan faktyczny – zapewnia radca prawny Michał Paprocki.
I nie jest w swojej surowej ocenie odosobniony. – O ile biegli często dokonują niezwykle szczegółowych analiz, o tyle wnioski, do jakich dochodzą, są czasami bardzo niejednoznaczne. Powoduje to konieczność powoływania kolejnych biegłych lub sporządzania opinii uzupełniających. Prawo do powołania kolejnego biegłego nie może być oczywiście ograniczane, chyba że taka czynność zmierza wyłącznie do przewlekania postępowania – przekonuje mec. Jacek Świeca.
Środowiska prawnicze skarżą się też, że do przygotowywania opinii wyznaczane bywają osoby, które jedynie deklarują, że mają wiadomości specjalne w danej dziedzinie. Efektem tego są często opinie oparte na z góry postawionych tezach i zawierające zupełnie przypadkowe wnioski. – Zdarzają się biegli, którzy w atmosferze improwizacji przedstawiają tylko ogólne tezy na temat jakiegoś zagadnienia i w ogóle nie konfrontują ich ze stanem faktycznym, choć może on okazać się szczególnym przypadkiem lub wyjątkiem od zasady. Spotkałem się też z sytuacją, że przedłożona opinia stanowiła listę tez wyszukanych w przeglądarce internetowej – przyznaje mec. Paprocki. Jednocześnie zastrzega, że słaba, nieprzydatna opinia jest często efektem zaniechań stron, które w sposób nieprzemyślany i nieprzygotowany formułują wnioski dowodowe.
Ciężar wyrokowania
Z obserwacji prawników wynika, że zdecydowanie największym i coraz bardziej notorycznym problemem jest wchodzenie biegłego w rolę sądu i dokonywanie przez niego oceny całości materiału dowodowego. Potwierdza to adwokat Michał Szpakowski. – Sędziowie preferują taki stan rzeczy, bo zdejmuje to z nich odium wyrokowania. Zresztą już same pytania zadawane do opinii w pewnym sensie prowokują biegłych do wydawania ocen prawnych. Dla przykładu, najpopularniejszym pytaniem z zakresu medycyny sądowej jest „czy oskarżony spowodował u pokrzywdzonego naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia określony w art. 157 par. 1 kodeksu karnego?”. A przecież ocena tego rodzaju jest zarezerwowana dla sędziego! Biegły powinien wypowiedzieć się jedynie o tym, jakie obrażenia stwierdzono u pokrzywdzonego i czy powodują one dysfunkcję części ciała, która trwa powyżej siedmiu dni. Opinia ze swojej istoty powinna dostarczać wiadomości specjalnych i wyjaśniać sędziemu, będącemu siłą rzeczy prawnikiem, a nie specjalistą z zakresu inżynierii lądowej czy innej specjalistycznej dziedziny nauki, fakty i mechanizmy dotyczące zjawisk, które stanowią przedmiot ustaleń w procesie. To sędzia samodzielnie rozstrzyga, czy oskarżony w ogóle coś zrobił i czy obrażenia opisane przez biegłego kwalifikują się jako tzw. „średni uszczerbek” określony w art. 157 par. 1 kodeksu karnego – tłumaczy mec. Szpakowski.
W teorii opinia biegłego, tak jak każdy inny dowód w procesie, podlega swobodnej ocenie sądu. Jeśli zatem nie przekonuje ona sędziego, jest sprzeczna z drugą opinią albo jest opinią niepełną, powinno to zostać odzwierciedlone w ocenie dowodu przedstawionej w uzasadnieniu wyroku.
– W praktyce opinia biegłego powołanego przez sąd zwykle okazuje się najbardziej wiarygodnym dowodem dla sędziego. Takie aprioryczne przekonanie o jej trafności potrafi być zgubne właśnie wtedy, gdy nie wyjaśnia ona dokładnie, dlaczego biegły doszedł do takiego, a nie innego wniosku. To jednak strona ma za zadanie przekonać sąd, że opinia jest zbyt skrótowa, niejasna, nieprawidłowa lub – w przypadku dwóch sprzecznych opinii – że korzystniejsza dla strony opinia jest prawidłowa – zwraca uwagę mec. Szpakowski. Jak sam przyznaje, w wielu przypadkach konieczne okazuje się zasięgnięcie rady kolejnego specjalisty, która następnie przedstawiana jest albo jako oddzielna opinia prywatna, albo jako stanowisko procesowe. – Problem w tym, że sędziowie czasem dyskredytują opinię dostarczoną przez stronę. Nawet w znowelizowanej procedurze karnej, gdzie mówi się o tym, że opinie prywatne będą mogły przeważyć szalę procesu, sąd będzie miał prawo zakwalifikować taką opinię jako materiał dowodowy, ale nie będzie do tego zmuszony – dodaje mec. Szpakowski.
W wolnym tempie
Kolejnym polem do narzekań jest nieterminowe sporządzanie opinii przez biegłych. Powodów do frustracji dostarczają zwłaszcza sytuacje, kiedy na ekspertyzę dotyczącą nieskomplikowanej materii trzeba czekać miesiącami. To z kolei bezpośrednio przekłada się na wydłużenie czasu trwania procesu w danej sprawie, zaś pośrednio – na rosnącą skalę przewlekłości postępowań w polskich sądach.
– To oczywiste, że przeciągające się oczekiwanie na opinię biegłego nie służy sprawie ani wizerunkowi wymiaru sprawiedliwości. Dostrzegam dwie przyczyny obecnego stanu rzeczy. Jedna to przekraczanie terminów przez samych biegłych oraz brak reakcji ze strony sądu. Natomiast druga to brak umiejętności odpowiedniego zaplanowania czynności związanych ze sporządzaniem opinii – wylicza mec. Szpakowski.
Dla przykładu podaje, że w sprawie oszacowania wartości nieruchomości gruntowej czeka się z postanowieniem o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłego do pierwszej rozprawy, a jeśli ta przypada na okres zimowy, kiedy na nieruchomości leży śnieg i nie można dokonać oględzin, opinia sporządzona zostanie w kwietniu.
– Z jednej strony trzeba brać pod uwagę, że rzetelna analiza sprawy oraz sporządzenie fachowej opinii musi trwać. Aby taki dowód był prawidłowo przeprowadzony i mógł okazać się kluczowy dla rozstrzygnięcia sprawy, biegły musi rzeczywiście być specjalistą w danej dziedzinie, wiedzieć, na jakie pytania ma odpowiedzieć, co powinien przeanalizować oraz umieć przedstawić przygotowany materiał. Nie może być w tym żadnego przypadku i samowoli – sugeruje mec. Paprocki.
Lek na całe zło
W ocenie prawników problem z opiniami biegłych wymaga głębszej analizy i współpracy środowisk eksperckich, akademickich i samych praktyków.
– Przede wszystkim musi nastąpić zmiana myślenia sędziów i stron postępowania o dowodzie z opinii biegłego. Nie może ona zastępować subsumpcji, a sam biegły – sędziego. Trzeba się też zastanowić, czy nie warto dopuścić w szerszym zakresie opinii prywatnych, a także bardziej zwracać uwagę na terminowość sporządzania opinii. Muszę przy tym zaznaczyć, że trudno winić wyłącznie biegłych za istniejący stan rzeczy. Opinie sporządzane dla sądu są dla niego uciążliwe i całkowicie nieatrakcyjne pod względem finansowym – podkreśla mec. Szpakowski.
– Na pewno warto by doprecyzować procedurę w zakresie przygotowywania tego rodzaju dowodu. Ponadto sąd powinien aktywniej czuwać nad jego rzetelnością. Nie można dopuszczać do sytuacji, że opinia sporządzona w sposób niepełny, niekompletny i z błędami merytorycznymi w takim kształcie trafia do akt – przekonuje mec. Paprocki. I jako wzorową postawę przywołuje postać sędziego Krzysztofa Petryny. Rozpoznając sprawę oskarżenia prezesa PZU Życie, uważnie zweryfikował on wyliczenia biegłej, jej kompetencje oraz podstawy wysnutych przez nią wniosków. Efektem tego było całkowite obnażenie niekompetencji „ekspertki”.
– Ważne jest, aby lista biegłych odzwierciedlała rzeczywiste i potwierdzone kompetencje. Może warto byłoby stworzyć jedną ogólnokrajową listę biegłych? Ten postulat często pada w moim środowisku. Warto też zastanowić się nad podwyższeniem stawek biegłych, gdyż myślę, że przyczyniłoby się to do wzrostu liczby zainteresowanych oraz konkurencji w zawodzie – proponuje mec. Paprocki.
Biegły, który jest leniwy, mało zmotywowany niskim wynagrodzeniem otrzymywanym za sporządzaną opinię, często wykonuje tylko minimum czynności niezbędnych do wnikliwego rozstrzygnięcia określonej wątpliwości
Przeważnie biegły nie ma narzędzi, żeby oceniać wiarygodność dowodów i ustalać samodzielnie stan faktyczny
ROZMOWA
Potrzebna jest jedna ogólnopolska lista biegłych
Wiemy, jak wyglądają procesy dziś, patrząc pod kątem opinii biegłych. Ale może będzie lepiej, jak w końcu powstanie słynna już ustawa o biegłych sądowych?
Przygotowując jej projekt, resort sprawiedliwości zrealizował postulat środowisk prawniczych, lecz głównie w sferze formalnej. Projekt pozostawia bowiem wiele do życzenia i już spotkał się z licznymi negatywnymi opiniami.
No to co mu dolega?
Jego grzechem pierworodnym jest niezrozumienie pojęcia „biegły sądowy”. Przepisy obowiązujących w Polsce procedur sądowych nie pozostawiają wątpliwości, że na biegłego można powołać każdą osobę, o której wiadomo, że ma potrzebne wiadomości specjalne. Tymczasem projektodawcy zawęzili pojęcie biegłego do osoby wpisanej na listę biegłych. To poważny błąd terminologiczny. Wiadomo przecież, że biegłym zostaje osoba, którą powoła organ procesowy. Rażącym błędem rzeczowym jest rozciągnięcie pojęcia biegłego na instytucję specjalistyczną. Jest ona zespołem biegłych, a to niesie za sobą konsekwencje w zakresie wewnętrznej organizacji, rozkładu odpowiedzialności itd. Różnica ta jest analogiczna do różnicy między osobą fizyczną a prawną. Część z tych wątpliwości znikłaby po wprowadzeniu krótkiej i oczywistej regulacji stanowiącej, że przepisy dotyczące biegłych stosuje się odpowiednio do instytucji specjalistycznych.
Mówi pan o liście biegłych. Ile ich powinno być?
Lista biegłych powinna być jedna, ogólnopolska, bo tylko taka będzie stanowić istotną pomoc dla sądu poszukującego biegłego. Błędem jest zatem odstąpienie od tego pomysłu na rzecz list okręgowych. Już obecnie niejednokrotnie trzeba się zwracać do prezesów ościennych sądów okręgowych o nadesłanie prowadzonych przez nich list, gdy na liście prezesa macierzystego sądu okręgowego nie ma potrzebnego biegłego. Lista ogólnopolska wykluczałaby tego rodzaju sytuacje, a jej utworzenie i prowadzenie jako komputerowej bazy danych nie jest żadnym problemem.
I w końcu kwestia najistotniejsza. Absolutnie niedopuszczalne jest narzucanie sądowi czy prokuratorowi przy wyborze biegłego pierwszeństwa osoby wpisanej na listę. Nakaz taki rażąco ingeruje w samodzielność jurysdykcyjną sądu i niezależność prokuratora, których jednym z aspektów jest swoboda prowadzenia postępowania dowodowego, w tym również doboru biegłych.
Brzmi niebezpiecznie...
Związanie sądu takim nakazem otwiera władzy wykonawczej możliwość nacisku na sąd. A przez to z kolei pośrednio może prowadzić do przyjęcia dowodu określonej treści. Nakaz taki nie ma zresztą merytorycznego uzasadnienia. Weryfikacja kwalifikacji teoretycznych przed prezesem sądu okręgowego jest czysto formalna i ma się nijak do rzeczywistej umiejętności sporządzania opinii i wykonywania czynności specjalistycznych.
W takim razie jakie są propozycje prokuratorów w zakresie uzdrowienia sytuacji?
Jeśli chodzi o postulaty de lege ferenda, to jako godny rozważenia wydaje się pomysł powołania centralnego instytutu biegłych różnych specjalności. Pomysł ten sformułował prokurator generalny w odniesieniu do biegłych z zakresu ekonomii. Warto się zastanowić, czy nie powinien objąć także biegłych innych specjalności. Niewykluczone, że instytut ten stałby się lekarstwem na deficyt jakości i liczby biegłych. Wszystko to jednak okaże się niepotrzebne, jeśli państwo nie poszuka więcej środków na opiniowanie. A musi to zrobić, bo na salę sądową już od 1 lipca wkroczył dowód z opinii prywatnej.
No tak. Wszystko rozbija się o kasę...
Chciałbym zatrudnić zespół fachowców, którzy porzucą inne zajęcia, aby wydać opinię w dwa tygodnie. Musi się to im opłacać. Kilka miesięcy temu miałem okazję uczestniczyć w popularnym programie telewizyjnym na temat niegospodarności w jednej z warszawskich spółdzielni mieszkaniowych. Wielu mieszkańców oburzało się, że prokuratura przez trzy miesiące gromadzi dowody. Powiedziałem im, że schody zaczną się dopiero wówczas, gdy powołamy biegłego, który będzie prowadził badania długimi miesiącami. To jest realny problem, którego bez woli i świadomości zarządzających wymiarem sprawiedliwości nie rozwiążemy. Szybkie i fachowe opiniowanie jest możliwe, ale tylko w całkowicie innej rzeczywistości ekonomicznej. Bez tego wąskie gardło, którym w procesie karnym jest opiniowanie biegłych, nadal będzie się odsuwać w czasie.