Spór toczył się w związku ze sprawą sprzed 19 lat. Wtedy Jerzy S., właściciel zabytkowej kamienicy, zlecił jej remont spółce B. Nie wszystkie prace zostały wykonane zgodnie z pierwotnym planem. Przykładowo strop i dach wykonano w innej niż przewidywana technologii. Po zakończeniu remontu okazało się, że budynek nie nadaje się do eksploatacji. Jerzy S. odmówił zapłaty, a spółka B. złożyła pozew o 370 tys. zł. Inwestor przegrał w I i w II instancji, w efekcie musiał zapłacić. Na niekorzystne dla niego wyroki wpływ miała głównie opinia biegłej – Ireny K. Stwierdziła ona przed sądem, że prace zostały wykonane zgodnie z zasadami sztuki.
Po przegranym procesie Jerzy S. zlecił ekspertyzy innym specjalistom z dziedziny budownictwa. Wszyscy zgodnie ocenili, że wykonawca popełnił poważne błędy. W tej sytuacji Jerzy S. zdecydował się wytoczyć proces biegłej Irenie K. Znowu przegrał w I i II instancji. Sądy uznały, że nie udowodnił kobiecie winy, która uzasadniałaby jej odpowiedzialność. Nie wykazał też, że opinia została sporządzona w sposób niezgodny z wymogami, jakie obowiązują w procesie sądowym. Biegła skoncentrowała się na sposobie wykonania prac, nie wnikając szczegółowo w to, kto i dlaczego zmodyfikował projekt budowlany. Sądy oceniły, że niemożliwe było dokonanie takich ustaleń, gdyż dziennik budowy, w którym modyfikacje powinny być odnotowywane, zaginął.