Młodzi dorośli stają się wykluczeni finansowo. Wielu z nich nie ma szans na skorzystanie z usług bankowych. Dlatego znikają ze spisów KRD. Ci, którzy w nich wciąż figurują, są tam głównie dlatego, że nie zapłacili za bilet
Reklama
W bazie Krajowego Rejestru Długów widnieje obecnie ponad 748 tys. dłużników, którzy nie ukończyli jeszcze 35. roku życia. Dobra informacja jest taka, że liczba młodych dłużników w ciągu ostatniego roku spadła o ponad 18 tys. Zła, że ich łączne zaległości wzrosły o ponad 2 mln zł. Takich dobrych i złych informacji w raporcie KRD jest więcej. Na przykład dobrze wygląda duży spadek liczby najmłodszych dłużników, w wieku 18–25 lat. Jeszcze rok temu było ich około 210 tys., teraz jest 187,3 tys. A i średni dług najmłodszych jest grubo poniżej średniej, wynosi 2360 zł (średnia to 5301 zł).
Sęk w tym, że ta informacja tylko z pozoru może być optymistyczna. Duży spadek liczby zadłużonych w tej grupie wcale nie musi oznaczać, że sytuacja finansowa tej kategorii wyraźnie się poprawiła. Wręcz przeciwnie, to może być efekt wypychania młodych z rynku, np. usług finansowych. Brak stałej pracy (umowy śmieciowe) i generalnie niskie zarobki mogą uniemożliwiać tym ludziom zaciągnięcie jakichkolwiek zobowiązań, np. w bankach ze względu na niską zdolność kredytową. Z badań Millward Brown przeprowadzonych na zlecenie KRD w 2014 r. wynika, że ok. 60 proc. osób poniżej 25. roku życia utrzymuje się z pracy zarobkowej – ale jednocześnie tylko 17 proc. z nich ma stałą umowę o pracę na czas nieokreślony.

Reklama
– Ta struktura niewiele się zmieniła od tamtego czasu. Dla części instytucji finansowych najmłodsi nie są wiarygodni, finansowanie ich może wiązać się z dużym ryzykiem, dlatego też są automatycznie wykluczani z niektórych rynków – mówi Andrzej Kulik z KRD.
Potwierdza to zresztą struktura zobowiązań: o ile generalnie głównym dostawcą dłużników są instytucje finansowe, o tyle najmłodszych wpisuje się do rejestru przede wszystkim za jazdę na gapę. – To właśnie spadek liczby dłużników komunikacji masowej o niemal 17 proc. jest przyczyną tego, że w najmłodszej grupie zmalała liczba zadłużonych ogółem. Komunikacja masowa to wierzyciel jednej trzeciej osób w najmłodszej grupie, na drugim miejscu są dostawcy internetu, kablówki i operatorzy telefonii komórkowej – wylicza Kulik.
Zdecydowanie złą informacją z raportu KRD jest natomiast coraz większa liczba dłużników między 30. a 35. rokiem życia. Obecnie jest ich ponad 297 tys., rok temu było to 274 tys. W krajowym rejestrze mówią, że częściowo można to wytłumaczyć efektem statystycznym: minął rok i część osób z grupy 26–30 lat znalazła się w wyższym przedziale wiekowym. To może być dobry trop, bo w środkowym przedziale liczba dłużników zmalała w ciągu roku o prawie 19 tys.
Tym przesunięciem nie da się jednak wytłumaczyć stosunkowo wysokiego zadłużenia w grupie 30 plus. Średnia zaległość w niej to aż 7477 zł. Skąd tak wysoki dług? Tu KRD nie podaje szczegółów, ale można wysnuć kilka hipotez na podstawie wydarzeń na rynku finansowym z ostatniego roku.
Przede wszystkim w oczy uderza rosnąca rola sektora finansowego jako głównego dostawcy wpisów do KRD. Rok temu banki, firmy pożyczkowe i ubezpieczeniowe były pod tym względem na drugim miejscu (po telekomach i kablówkach) z udziałem 21,7 proc. Teraz są już na pierwszym i odpowiadają za 24,5 proc. Druga sprawa: rośnie też udział wtórnych wierzycieli, czyli firm windykacyjnych, które kupują wierzytelności od innych albo dochodzą ich na zlecenie. Lwia część tych długów również pochodzi od banków. W ubiegłym roku banki były wyjątkowo aktywne na rynku wtórnych wierzytelności, wystawiły na sprzedaż ok. 12 mld zł złych kredytów. Z tego ok. 2 mld zł stanowiły niespłacane kredyty hipoteczne. Być może część tych kredytów należała do osób w wieku 30–35 lat. Tym można by wytłumaczyć wysokie średnie zadłużenie, wyższe niż w całej grupie. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że ok. 60 tys. posiadaczy kredytów we frankach to osoby, które nie ukończyły jeszcze 35 lat. Osoby w wieku 30–35 lat to już grupa, której łatwiej jest się zadłużać w instytucjach finansowych ze względu na bardziej ustabilizowaną sytuację na rynku pracy.