Urząd Zamówień Publicznych intensywnie pracuje nad ustawą o systemie zamówień publicznych, która wdroży nowe dyrektywy unijne. Jak wynika z przedstawionej rządowi koncepcji, jednym z celów jest uproszczenie procedur. W ślad za regulacjami unijnymi planuje się zwolnienie przedsiębiorców z obowiązku dostarczania wszystkich dokumentów na etapie przetargu.

„Wykonawcy nie będą zobowiązani do składania dowodów na potwierdzenie warunków udziału z chwilą przystępowania do postępowania. Wraz ze składaniem wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu lub ofert zamawiający będą przyjmować jednolity europejski dokument zamówienia, czyli zaktualizowane formalne oświadczenie własne wykonawcy, które będzie dowodem wstępnym zastępującym zaświadczenia i inne dokumenty” – napisał UZP.

Innymi słowy na etapie przetargu przedsiębiorcy będą składali własne oświadczenia, w których zapewnią, że nie podlegają wykluczeniu i spełniają stawiane warunki. Całą zaś masę dokumentów i zaświadczeń, jakie dzisiaj muszą dołączać do ofert (np. referencje, zaświadczenia ZUS czy urzędu skarbowego, informacje z banku o zdolności kredytowej itd.), przedstawiać będzie jedynie zwycięski wykonawca już po rozstrzygnięciu. Pozostałe firmy nie będą musiały tracić czasu na niecelowe formalności. Z kolei zamawiającym odejdzie sporo niepotrzebnej pracy: zamiast weryfikować papiery dziesięciu firm, sprawdzą tylko jednej.

Rynek przygotowany

Nowe zasady sprawdzą się jednak tylko wtedy, gdy wykonawcy będą zachowywać się odpowiedzialnie. Jeśli zaś, na zasadzie „jakoś to będzie” zaczną składać gołosłowne oświadczenia o spełnianiu warunków, procedury paradoksalnie mogą się wydłużyć.

Kluczowe zatem jest pytanie, czy polscy wykonawcy są gotowi na zaufanie, jakim mają zostać obdarzeni. Eksperci są dobrej myśli.

– Przedsiębiorcy startujący w przetargach publicznych to profesjonaliści, którzy z pewnością poradzą sobie z nowymi zasadami. Podobna regulacja zresztą już funkcjonuje i jest zawarta w art. 18 ustawy o koncesji na roboty budowlane lub usługi (Dz.U. z 2015 r. poz. 113). Doświadczenia zdobyte przy okazji tego przepisu powinny być więc wykorzystane przy projektowaniu odpowiednich rozwiązań w nowej ustawie o zamówieniach publicznych – uważa Witold Jarzyński, radca prawny w kancelarii Magnusson, redaktor naczelny pisma „Zamawiający. Zamówienia Publiczne w Praktyce”.

– To rozwiązanie było przez środowisko przedsiębiorców postulowane od dawna. Jego największą zaletą jest zmniejszenie kosztów uczestnictwa w postępowaniu przetargowym. To powinno przyczynić się do wzrostu konkurencji na rynku – zaznacza.

Połowa ofert jest odrzucana

Połowa ofert jest odrzucana

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ryzyka nie dostrzega również dr Andrzela Gawrońska-Baran, dyrektor departamentu zamówień publicznych w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

– Gdyby nawet uznać, że polscy przedsiębiorcy nie są gotowi na to, aby obdarzyć ich zaufaniem co do poziomu ich rzetelności w przygotowaniu się do udziału w danym przetargu, trzeba sobie uświadomić co innego. Wezwanie do uzupełnienia dokumentów, a tym samym ich badanie zostanie ograniczone do jednego wykonawcy, a nie jak obecnie – kilku czy kilkunastu. To już powinno przyczynić się do przyspieszenia postępowania, a nie wydłużenia – przekonuje ekspertka.

– Oczywiście nie da się całkiem wyeliminować przypadków, w którym wybrany wykonawca nie stanie na wysokości zadania i ostatecznie nie potwierdzi spełniania opisanych warunków. Chciałabym jednak postrzegać je w kategoriach incydentalnych – dodaje.

I przekonuje, że wiele zależeć będzie od sposobu uregulowania w ustawie pozostałych kwestii związanych z dokumentami.

– Chodzi tu zwłaszcza o to, na ile zmniejszy się liczba żądanych dokumentów i postawi się na korzystanie wprost przez zamawiającego z elektronicznie dostępnych rejestrów, baz danych itp. – mówi dr Gawrońska-Baran.

Do ilu razy sztuka

Praktyka jednak pokazuje, że warunki stawiane w przetargach nie zawsze są oczywiste. Przedsiębiorcy czasem są święcie przekonani, że je spełniają, i dopiero po weryfikacji dokumentów przez zamawiającego okazuje się, że jest inaczej. Sporów na temat spełniania warunków dotyczy spora część odwołań składanych do Krajowej Izby Odwoławczej. Z pewnością więc będą się zdarzać sytuacje, w których zwycięzca przetargu zostanie ostatecznie z niego wykluczony. Pytanie, co wówczas się stanie. Czy przetarg będzie unieważniany i powtarzany? Czy też zamawiający wybierze drugą ofertę i zażąda dokumentów od kolejnego wykonawcy? A jeśli ten także nie będzie spełniał warunków?

O odpowiedź na te pytania poprosiliśmy UZP. Szczegółów na razie jednak nie poznamy.

– Urząd dostrzega to ważne zagadnienie. Aktualnie przygotowywana jest propozycja uregulowania go w nowej ustawie – powiedziała nam jedynie Anita Wichniak-Olczak, dyrektor departamentu informacji, edukacji i analiz systemowych UZP.

Przed kilkoma laty, gdy pracowano nad podobną koncepcją, zakładano, że w razie wykluczenia zwycięzcy o przedstawienie dokumentów będzie proszony drugi wykonawca z kolei. Jeśli jednak i on nie spełni warunków, to wówczas przetarg miał być unieważniany.

– Biorąc pod uwagę cel postępowania, którym jest doprowadzenie do zawarcia umowy, racjonalny byłby obowiązek wezwania do złożenia dokumentów przez kolejnych w rankingu wykonawców aż do skutku. Pozwoliłoby to osiągnąć wspomniany cel, chociaż wydłużyłoby czas procedowania – uważa dr Andrzela Gawrońska-Baran.

– Dzięki temu nie trzeba byłoby unieważniać postępowania i rozpoczynać całej procedury od początku. Można by też rozważyć obowiązek wezwania tylko drugiego i trzeciego w kolejności, a w odniesieniu do następnych pozostawienie decyzji zamawiającemu z jednoczesnym wszakże wymogiem przekazania uzasadnienia przyczyn braku wezwania, aby nie dochodziło do nadużywania tego uprawnienia. Unieważnienie przetargu postrzegam zawsze jako ostateczność – dodaje.