Kilka tygodni temu odwiedzili mnie przedstawiciele firmy energetycznej. Ich ubiór i zachowanie sugerowały, że reprezentują dotychczasowego dostawcę. Zaproponowali mi zmianę taryfy na korzystniejszą – pisze pani Monika. – Podpisałam więc umowę w przekonaniu, że zmieniam taryfę, ale nie firmę, która dostarcza mi energię. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy po kilku dniach z przedsiębiorstwa, którego byłam wieloletnią klientką, przyszło pismo informujące, że właśnie wypowiedziałam umowę na dostawę energii – dodaje
Agenci, którzy odwiedzili panią Monikę, w rzeczywistości – jak pisze czytelniczka – reprezentowali zupełnie inną firmę. Podpisując z nimi umowę, de facto zmieniła dostawcę energii. Jednym z dokumentów, które podpisała, było pełnomocnictwo dla nowej firmy do wypowiedzenia umowy z poprzednim dostawcą. Pani Monika przekonuje, że była pewna, że ma do czynienia z przedstawicielami firmy, której jest klientką. Kiedy jednak zorientowała się i chciała wypowiedzieć umowę, nowa firma jej odmówiła, bo minęło ponad 10 dni od jej zawarcia. Czytelniczka zastanawia się, czy może zrobić coś jeszcze, by uwolnić się od kontraktu z nowym dostawcą energii i wrócić do starego, sprawdzonego. Nie chce przy tym płacić kar umownych. – Czy nie powinno być tak, że wspomniane 10 dni należy liczyć od momentu, gdy klient dowiedział się, że wprowadzono go w błąd – zastanawia się kobieta.
Reklama

Reklama
Przypadek pani Moniki nie jest, niestety, odosobniony. Nietrudno o firmy, które próbują sprzedać swoje produkty lub usługi, wykorzystując autorytet uznanych przedsiębiorców. Nie chodzi przy tym o podszywanie się wprost pod inną firmę, bo to jest surowo karane, ale stosowanie takich trików handlowych, które powodują, że konsument jest przekonany, że kontaktuje się ze znanym sobie przedsiębiorcą, mimo że w rzeczywistości tak nie jest. W 2012 r. głośna była sprawa firmy Telekomunikacja Dzień Dobry SA, która sprzedawała swoje usługi klientom, wykorzystując fakt, że ci ostatni mieli wrażenie, że zawierają umowę z Telekomunikacją Polską SA (obecnie Orange Polska). Konsultanci pierwszej z firm dzwonili do klientów, przedstawiając się jako Telekomunikacja Dzień Dobry. Chodziło o nazwę firmy, ale konsumenci myśleli, że dzwoni Telekomunikacja Polska, a „dzień dobry” to zwrot grzecznościowy.
W przypadku opisanym przez panią Monikę niewątpliwie mamy do czynienia z umową zawartą poza lokalem przedsiębiorcy. W związku z tym przysługuje jej prawo odstąpienia od umowy bez podania przyczyny w terminie 10 dni od jej zawarcia. Gdyby umowa zawarta została po 25 grudnia ubiegłego roku, byłoby to 14 dni, ale w tym przypadku nie ma to znaczenia. Jeśli wspomniany termin już upłynął, prawo odstąpienia od umowy wygasa, chyba że zajdą szczególne okoliczności. Do tych ostatnich należy zaliczyć sytuację, w której przedsiębiorca nie poinformował klienta o przysługującym mu prawie do odstąpienia od umowy. W opisywanym przypadku firma raczej dopełniła formalności, umieszczając stosowny zapis w umowie, czego pani Monika mogła nie zauważyć.
To, że czytelniczka nie może skorzystać z regulacji mówiącej o 10 dniach, nie oznacza, że nie ma innej drogi walki o swoje prawa konsumenckie. Nieuczciwą praktyką rynkową jest działanie wprowadzające w błąd, jeśli w jakikolwiek sposób powoduje ono podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie zawarł. Do tego opisu kwalifikuje się opisana sytuacja. W takim przypadku pani Monika ma wiele możliwości działania.
Chodzi przede wszystkim o prawo żądania usunięcia skutków nieuczciwej praktyki. Może się to sprowadzać do rozwiązania umowy, która została zawarta wskutek błędu, w jakim tkwił konsument. Klient nie powinien przy tym ponosić negatywnych konsekwencji, jak konieczność zapłaty kary umownej. Z takim postulatem czytelniczka powinna wystąpić na piśmie bezpośrednio do firmy, której przedstawiciele wprowadzili ją w błąd (patrz porada eksperta).

Podstawa prawna

Art. 2–4 ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1225 ze zm.) – ustawa znajduje zastosowanie do umów zawieranych przez konsumentów do 24 grudnia 2014 r. włącznie. Art. 5, 12–14 z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz.U. z 2007 r. nr 171, poz. 1206 ze zm.).

PORADA EKSPERTA

Konrad Kacprzak, Kancelaria Prawna „Świeca i Wspólnicy” sp. k.

Ustawowe prawo do odstąpienia od umowy po upływie 14 dni (do 24 grudnia 2014 r. – 10 dni) od jej zawarcia przysługuje konsumentowi tylko wtedy, gdy o możliwości odstąpienia nie został przez przedsiębiorcę poinformowany na piśmie. Bieg terminu rozpoczyna się w momencie przedstawienia przez przedsiębiorcę takiej informacji, nie później jednak niż w ciągu trzech miesięcy od wykonania umowy. Nie istnieje uregulowanie pozwalające liczyć okres 14 dni (10 dni) od chwili, w której konsument odkrył, że podczas zawierania umowy został wprowadzony przez przedsiębiorcę w błąd. Dlatego w sytuacji przedstawionej w artykule termin na odstąpienie prawdopodobnie już upłynął.
Jednakże wskazane działania przedstawicieli przedsiębiorcy mogą zostać uznane za sprzeczne z dobrymi obyczajami i w istotny sposób zniekształcające zachowanie rynkowe konsumenta. Będąca konsumentką czytelniczka mogła zostać wprowadzona w błąd, co stanowi przejaw nieuczciwej praktyki rynkowej. Ponieważ jej interes został naruszony, zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym przysługuje jej możliwość żądania m.in. naprawienia wyrządzonej szkody na ogólnych zasadach wynikających z Kodeksu cywilnego. W szczególności może domagać się unieważnienia umowy z obowiązkiem wzajemnego zwrotu świadczeń.
Unieważnienie umowy przyniesie pożądany przez czytelniczkę skutek w postaci powrotu do zapisów porozumienia z pierwotnym dostawcą energii. Niestety, jeśli przedsiębiorca nie uzna argumentacji konsumenta, takie rozwiązanie wymaga wniesienia powództwa do sądu. Konsument pozostaje jednak zwolniony z obowiązku udowodnienia, że opisane działanie przedstawicieli stanowi nieuczciwą praktykę wprowadzającą w błąd – ciężar dowodu, że działał w granicach prawa, spoczywa na przedsiębiorcy.