Reklama
W trakcie dotyczących reformy procedury karnej rozmów z przedstawicielami prokuratury słychać głosy mówiące o tym, że nowy proces przyniesie ze sobą około 40-procentowy poziom wyroków uniewinniających. Jak bardzo poważny jest to zarzut, można zrozumieć wówczas, gdy weźmie się pod uwagę, iż dzisiaj wśród osób prawomocnie osądzonych odsetek ten nie przekracza 2 proc. Oczywiście, porównanie 40 proc. do 2 proc. nie jest uczciwe, bowiem pierwsze ma dotyczyć konkluzji zapadających na rozprawie, zaś drugie obejmuje również prawomocne rozstrzygnięcia, w których dziś połowa zapada w trybach konsensualnych. Niemniej nawet wówczas dysproporcja może budzić słuszne oburzenie.

Reklama
Skąd wzięło się 40 proc.? Nie wiem. Posługiwanie się taką liczbą jest nieco bałamutne. Jestem pewien, że nikt dzisiaj wartości procentowej liczby uniewinnień w grupie prawomocnie osądzonych nie jest w stanie wiarygodnie podać. Możemy mówić zatem o prawdopodobnych tendencjach, nie zaś konkretnych liczbach.
Zapytajmy zatem, dlaczego obecnie tak niewiele zapada wyroków uniewinniających. Dzieje się tak z wielu powodów. Wskażę tylko trzy:
● po pierwsze z uporczywości dowodowej, jakiej wymaga od sądu regulacja procesowa;
● po drugie z długotrwałości oczekiwania na prawomocne orzeczenie, wobec wielokrotności uchyleń wyroków pierwszej instancji i niekonkluzywności wielu trwających postępowań;
● po trzecie zaś, jest to związane z charakterystyką spraw. Uniewinnienia dominują w sprawach skomplikowanych dowodowo, przy rozbudowanej strukturze sprawczej lub podmiotowej.
Możemy zatem zasadnie zapytać o rzecz kolejną: kto jest twórcą sukcesu skazywalności. Czy jest nim prokurator, przygotowując prawidłowo akt oskarżenia i materiał dowodowy, czy też sąd, który ewentualne braki, przy uprawdopodobnieniu prawdziwości zarzutu, usuwa ex officio? Prokurator generalny odpowiada na tę wątpliwość w swoim sprawozdaniu za rok 2013 pisząc, że korzystne dla prokuratury wyniki w postępowaniu sądowym nie będą mogły być utrzymane w związku z brakiem aktywności dowodowej sądu.
Przy dokonywaniu modelowej reformy postępowania karnego konieczne jest ważenie wartości. W omawianym wypadku jedną jest efektywność procesu w konkretnej sprawie, którą można osiągnąć zwiększeniem odpowiedzialności stron za postępowanie dowodowe na rozprawie, co pozwoli na redukcję tego postępowania rozłożonego na etapy postępowania przygotowawczego i sądowego, jak również umożliwi znaczące ograniczenie kasatoryjnego modelu sądownictwa odwoławczego. Drugą wartością jest skuteczność ścigania, która z pewnością jest większa, gdy zarówno prokurator, jak i sąd są nakierowane na utrzymanie aktu oskarżenia.
Duża nowelizacja kodeksu postępowania karnego z września 2013 roku została poddana racjonalizacji efektywności, w tym skrócenia rozpatrywania sprawy, licząc wszystkie etapy postępowania karnego. Oznacza to do pewnego stopnia ograniczenie przedmiotu badania sądu – m.in. przewodniczący składu zostaje zwolniony z obowiązku baczenia, by zostały wyjaśnione okoliczności sprzyjające popełnieniu czynu. Z kolei postępowanie przygotowawcze ma służyć nie tyle wyjawieniu w procesie karnym pełnej informacji o zdarzeniu, co prezentacji sprawy w sposób wystarczający do skazania, w odpowiedniej pragmatyce postępowania w warunkach sporu na rozprawie.
Skarga utrzyma się i zostanie uznana w wyroku skazującym wówczas, gdy materiał ukazany przez prokuratora – przy prezentowaniu własnej argumentacji i dowodów przez obronę – będzie wystarczający do uznania, że oskarżyciel był w stanie usunąć wszystkie wątpliwości, które zostały wzniecone w dyskursie dowodowym i argumentacyjnym przed sądem. Posługując się analogią – dotyczącą nie tyle istoty i prawomocności uniewinnienia, ile charakteru materialnego rozstrzygnięcia – uniewinnienie w nowym modelu procesu jest bliższe dzisiejszej instytucji zwrotu sprawy do postępowania przygotowawczego w wyniku stwierdzenia przez sąd takich braków, których on sam w swoim postępowaniu dowodowym uzupełnić nie może. Tu będzie do pewnego stopnia podobnie – materiał przedstawiony przez prokuratora okazał się niewystarczający; ale skoro ten zdecydował się na wniesienie skargi, to właściwą konkluzją jest uniewinnienie, a nie zwrot sprawy czy umorzenie postępowania ze względu na cofnięcie aktu oskarżenia.
W systemach prawnych państw UE stosunek uniewinnień do liczby osób prawomocnie osądzonych oscyluje wokół wartości 20 proc. Można zakładać, że podobna tendencja z czasem wykształci się pod rządami nowej regulacji procesowej. Z jednej strony, większa liczba uniewinnień nie będzie mogła być postrzegana wprost jako klęska konkretnych prokuratorów, ale raczej wypadkowa nowego modelu. Skoro nie będzie się dwukrotnie prowadzić tego samego postępowania dowodowego, to jest większe prawdopodobieństwo ujawnienia na rozprawie okoliczności znoszących zasadność skargi. Z drugiej strony nikt inny, tylko prokuratura jest w stanie tę liczbę zmniejszać prawidłowym przygotowaniem, przedstawieniem i procesową zdolnością argumentacyjną i dowodową, która skargę obroni.
Z tego powodu, kiedy słyszę utyskiwania niektórych przedstawicieli prokuratury na to, że nowy model procesu spowoduje wielką liczbę uniewinnień i obecność zbrodniarzy na naszych ulicach, coraz trudniej mi o cierpliwość. Tak, to prawda: jeżeli prokuratura nie zmieni swojego postępowania – tak się stanie. Za tę przyczynę trudno jednak winić zreformowany model procesu karnego.