Irytację środowiska sędziowskiego wywołały zgłoszone w sejmowej podkomisji poprawki do rządowego projektu zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (dalej: u.s.p.). Chodzi głównie o pomysł, aby wiceministrowie sprawiedliwości mogli wykonywać – przysługujące obecnie ministrowi – kompetencje wobec sędziów. „Przyjęte rozwiązanie rozszerza zakres ingerencji administracji rządowej w pozycję i ustrój władzy sądowniczej” – czytamy w stanowisku przyjętym przez Krajową Radę Sądownictwa (KRS) 6 listopada 2014 r.

Radzie nie podoba się także propozycja zmiany u.s.p., zgłoszona przez posłów, zgodnie z którą sędziowie, którzy zamieszkują w miejscowości położonej w odległości 20 km lub mniejszej od sądu, nie będą otrzymywać zwrotu kosztów dojazdu do pracy.

Konstytucyjny obowiązek

Radzie nie spodobało się, że posłowie modyfikują pomysły rządu tak, iż należy mówić raczej o nowym projekcie, a nie o poprawkach poselskich. I nie przedstawiają jej tych propozycji do skonsultowania. W stanowisku podkreślono, że rada zobowiązana jest – konstytucją oraz ustawą o Krajowej Radzie Sądownictwa (Dz.U. z 2011 r. nr 126, poz. 714 ze zm.) – do opiniowania projektów aktów prawnych dotyczących sądownictwa i sędziów. Ma też obowiązek przedstawiać wnioski w tym zakresie.

– Tym samym inne organy demokratycznego państwa prawa mają obowiązek zapewnić takie warunki, aby rada mogła skutecznie te zadania wykonywać – mówi Waldemar Żurek, rzecznik prasowy KRS.

Charakter ustrojowy

Brak udziału w procesie opiniowania to niejedyna nieprawidłowość, na jaką wskazuje KRS. Podkreśla ona, że prawo o ustroju sądów powszechnych jest aktem szczególnej rangi o charakterze ustrojowym.

– Nie do zaakceptowania jest wprowadzanie zasadniczych zmian tej ustawy w trybie autopoprawek, bez ich uprzedniego zaopiniowania przez radę – zauważa sędzia Żurek.

I podkreśla, że liczne, cząstkowe zmiany w u.s.p. – a te mają miejsce nawet kilka razy w ciągu roku – powodują systematyczną dekonstrukcję funkcjonowania sądów.

Rada wyraża więc zaniepokojenie, że tak istotne zmiany w ustawie o randze ustrojowej zgłaszane są w trakcie posiedzenia podkomisji, po zamknięciu procesu opiniowania.

„Może to prowadzić do wniosku, że nie są one przygotowane pod względem systemowym i wynikają z działań podejmowanych ad hoc, które prowadzą do systematycznego naruszenia ustrojowych rozwiązań dotyczących władzy sądowniczej” – czytamy w stanowisku.

Poprawka to zamach na fundamenty państwa

Jak pani prezes ocenia poprawkę do rządowego projektu nowelizującego prawo o ustroju sądów powszechnych, wprowadzoną na ostatnim posiedzeniu podkomisji?

Na początku należy jasno powiedzieć, że tego, co zrobili posłowie, nie można traktować w kategoriach poprawki. To fundamentalna zmiana, która powinna przejść od początku cały proces legislacyjny, łącznie z konsultacjami ze środowiskiem sędziowskim. Propozycję oceniam negatywnie. Przede wszystkim podważa ona autorytet Sądu Najwyższego, gdyż stoi w opozycji do uchwały pełnego składu SN (sygn. akt BSA-I-4110-4/13) z 28 stycznia 2014 r. Rodzi też pytanie o zgodność z konstytucyjną zasadą niezawisłości sędziów i niezależności sądów.

W styczniowej uchwale SN jasno stwierdził, że wiceminister przenosić sędziów nie może.

Sąd Najwyższy dokonał interpretacji przepisów i wnioski, do jakich doszedł, nie mogą zostać zakwestionowane poprawką wprowadzoną przez posłów. SN oparł się na zasadach wywiedzionych z ustawy zasadniczej i wskazał, dlaczego nie do przyjęcia jest, aby sekretarz czy podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości przenosili sędziów. Ich status na to nie pozwala. Konstytucja milczy na temat wiceministrów. Oni są jedynie urzędnikami państwowymi wysokiego szczebla. Władzę wykonawczą sprawuje prezes Rady Ministrów i ministrowie. Tej zasady nie da się zmienić ustawą. Nie zawaham się stwierdzić, że to, co zaproponowali posłowie, to zamach na postanowienia konstytucji i fundamenty państwa. Chcę też jasno powiedzieć: od interpretacji przepisów są sądy powszechne, Sąd Najwyższy i TK, a nie ministerialni urzędnicy.

Przekonuje panią użyty przez Wojciecha Hajduka, wiceministra sprawiedliwości, argument mający być uzasadnieniem dla poselskiej poprawki? Twierdził on, że dzięki temu praca w ministerstwie będzie szła sprawniej.

To nie jest żaden argument. Idąc tym tropem, można by było wyposażyć wszystkich urzędników resortu w kompetencje dotyczące sędziów. Jak wówczas praca szłaby sprawnie! A mówiąc poważnie: tak naprawdę to nie rozumiem, komu potrzebna jest ta zmiana. Wywołuje ona jedynie konflikt i sprawia, że to, co budowaliśmy przez ostatnie 25 lat, jeżeli chodzi o współpracę pomiędzy władzą wykonawczą a sądowniczą, staje pod znakiem zapytania.

To nie pierwszy przypadek, kiedy ministerstwo czyni na etapie prac parlamentarnych wrzutkę legislacyjną.

To naganna praktyka. Świadczy o tym, że rządowe projekty są źle przygotowane. Nie wykluczam również, że takie poprawki są celowo wprowadzane na etapie prac parlamentarnych, aby uniknąć obowiązku ich konsultacji ze środowiskiem.

Jakie kroki zamierza pani poczynić?

Naturalnie, jeżeli przepis ten wejdzie w życie, zostanie on zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego. Wydaje mi się jednak, że bardziej naturalnym organem do zaskarżenia tej modyfikacji u.s.p. w tej kwestii będzie Krajowa Rada Sądownictwa. Ja oczywiście służę merytorycznym wsparciem. Ponadto będę apelować do ministra sprawiedliwości oraz posłów, aby zaniechali tego pomysłu. Tyle tylko że nas, sędziów, na razie nikt nie chce słuchać.