Jest ich niemal trzy razy więcej niż sędziów, a bez ich wysiłków sądowniczy mechanizm nie byłby w stanie funkcjonować. To grupa pracowników źle opłacanych. I często źle traktowanych.
Świątynie sprawiedliwości, w których sędziowie ubrani w majestatyczne togi celebrują misję szafarzy prawa. Misteria rozpraw, teatr bezstronności. Miejsca, w których zapadają decyzje o winie bądź niewinności, majątku lub nędzy, małżeństwie, dzieciach. O życiu człowieka. To fasada, którą widzą ludzie z zewnątrz. Faktycznie sądy są wielkimi fabrykami, w których oprócz kapłanów uświęcających w imieniu państwa wyroki krząta się armia pracowników. W 299 jednostkach roi się od ludzkich mrówek, na które zwykle nie zwraca się uwagi. Ci wszyscy panowie i panie protokolantki, osoby odbierające pisma w okienku podawczym, woźni, sekretarze... 31-tysięczny legion urzędników sądowych i personelu pomocniczego (nie licząc asystentów i referendarzy). Jest ich niemal trzy razy więcej niż sędziów, a bez ich wysiłków sądowniczy mechanizm nie byłby w stanie funkcjonować. Żarna mielące prawo zastygłyby w bezruchu. Paradoksalnie to grupa pracowników źle opłacanych. I nie zawsze dobrze traktowanych.
Oni sami przyrównują siebie do współczesnych niewolników; mówią, że mają mniej praw – i pieniędzy – niż kasjerki w supermarketach albo obsługa call center. Państwowa Inspekcja Pracy do sądów boi się zaglądać. Walczyć przed sądami pracy za bardzo też nie mogą – pracownik sądu pozywający pracodawcę, czyli sąd, nie jest w najlepszej sytuacji. No i jeszcze cywilizacyjny, zabawny paradoks: oni nie mogą liczyć na benefity w postaci np. prywatnej opieki medycznej, karnetów na siłownię także nie dostaną. Jedyne, czego można im zazdrościć – choć nie wszystkim i nie do końca – to pewnego bezpieczeństwa, jakie daje praca na państwowym etacie. Jednak także i to odchodzi w przeszłość – miejsce urzędników coraz częściej zajmują ludzie wynajmowani na zasadzie outsourcingu z agencji pracy tymczasowej. Ostatnio urzędnicy sądowi zaczęli się buntować, publicznie podnosić, że dla nich – wyrobników sprawiedliwości – właśnie tej brakuje. Ostatniego dnia października pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości pracownicy sądownictwa zorganizowani w strukturach Solidarności odprawili obrzęd dziadów.