Nie ma szans, by szybko uchwalono przepisy o monitoringu wizyjnym. To oznacza, że dziesiątki tysięcy przedsiębiorców stosujących go w swoich sklepach i zakładach pracy łamią prawo
Przepisy, które mają uregulować działanie kamer, wciąż znajdują się w fazie założeń do projektu ustawy o monitoringu wizyjnym. Pytana przez posłów i generalnego inspektora ochrony danych osobowych o szanse na ich uchwalenie w tej kadencji Sejmu nowa minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska oświadczyła, że będzie dopingować departament prawny. W praktyce szanse są jednak równe zeru.
O potrzebie uregulowania ustawy mówi się od lat, mogłoby się więc wydawać, że jeden rok nie zrobi różnicy. Problem w tym, że jak wynika z najnowszego orzecznictwa, systemy monitoringu prawie w każdym zakładzie pracy, biurowcu czy sklepie mogą zostać uznane za przetwarzanie danych osobowych. Skoro zaś nie ma uregulowań szczególnych, to trzeba stosować ustawę o ochronie danych osobowych. A to oznacza konieczność nie tylko informowania o monitoringu, lecz także rejestracji zbioru danych u GIODO, czego prawie nikt dotychczas nie robił.