statystyki

Kardas: sprawą Olkowicza powinien się zająć SN

autor: Piotr Szymaniak19.09.2014, 09:10; Aktualizacja: 19.09.2014, 09:16
Piotr Kardas prof. dr hab. nauk prawnych, specjalista z zakresu prawa karnego, procedury karnej oraz konstytucyjnych aspektów prawa represyjnego. Od 1990 r. związany z Katedrą Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 2001 r. wykonuje zawód adwokata. Członek Naczelnej Rady Adwokackiej. Przewodniczący Komisji Legislacyjnej NRA. Autor ponad 250 publikacji poświęconych prawu karnemu

Piotr Kardas prof. dr hab. nauk prawnych, specjalista z zakresu prawa karnego, procedury karnej oraz konstytucyjnych aspektów prawa represyjnego. Od 1990 r. związany z Katedrą Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 2001 r. wykonuje zawód adwokata. Członek Naczelnej Rady Adwokackiej. Przewodniczący Komisji Legislacyjnej NRA. Autor ponad 250 publikacji poświęconych prawu karnemuźródło: DGP
autor zdjęcia: Wojtek Górski

Sprawą płk. Olkowicza powinien się zająć Sąd Najwyższy. Byłby to proces dotyczący sensu i sposobu wykonywania prawa w Rzeczypospolitej – mówi Piotr Kardas.

Płk Krzysztof Olkowicz, dyrektor więzienia, wpłacił grzywnę za niepoczytalnego mężczyznę zatrzymanego za kradzież wafelka. Zrobił to, bo chory na schizofrenię człowiek nie powinien być sądzony ani trafić za kratki. Olkowicz został jednak przez sąd drugiej instancji uznany za winnego naruszenia art. 57 kodeksu wykroczeń, czyli uiszczenia grzywny za osobę, która nie jest dla niego osobą najbliższą.

Nie ma wątpliwości, że złamał prawo. Jednak większość społeczeństwa uważa, że powinien zostać uniewinniony.

To historia, która obrazuje dysfunkcjonalność naszego wymiaru sprawiedliwości. Prześledźmy ją od początku i spójrzmy na nią z kilku perspektyw. Pierwsza związana jest z próbą odpowiedzi na pytanie – dlaczego osobę niepoczytalną uznano za winną popełnienia wykroczenia? Przecież w kodeksach – wykroczeń i karnym – przewidziane są regulacje przesądzające, iż niepoczytalność wyłącza możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej.

Dlaczego tak więc się stało?

Może dlatego, że w sprawach o wykroczenia dopuszcza się możliwość dokonania rozstrzygnięcia bez udziału osoby zainteresowanej, jeśli ta została w sposób prawidłowy zawiadomiona o terminie rozpoznania sprawy. Mogło być tak w tym przypadku i sąd nie zorientował się, że ma do czynienia z osobą niepoczytalną. Jeśli tak było, trudno się tutaj doszukiwać, dysponując informacjami podanymi do publicznej wiadomości, złamania przepisów.


Pozostało 92% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • nieprzekonany(2014-09-19 10:47) Zgłoś naruszenie 00

    Pytanie, czy rzeczywiście system prawa nie przewiduje stosownych "wentyli bezpieczeństwa" w tego typu sprawach.
    Niestety nie wiemy, czy Pan Dyrektor sygnalizował problem sędziemu penitencjarnemu lub chociażby sądowi, który skierował orzeczenie do wykonania. Podejrzewam, że wystarczyłaby decyzja sędziego penitencjarnego i ukarany mógłby natychmiast opuścić zakład karny w majestacie prawa.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane