statystyki

Bez zrozumienia, bo nadzór czyha

autor: Maciej Strączyński05.09.2014, 05:00; Aktualizacja: 05.09.2014, 06:54
Maciej Strączyński, sędzia, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Maciej Strączyński, sędzia, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”źródło: Materiały Prasowe

Gdyby jakiś Harry Potter jednym ruchem różdżki zlikwidował ministerstwo i zniósł nadzór, już po paru miesiącach dostrzeglibyśmy poprawę jakości i orzeczeń, i uzasadnień - pisze Maciej Strączyński.

„Sąd orzekł jak orzekł, a nikomu nic do tego”? Profesor Ewa Łętowska nie wymyśliła tych słów. Ja też je słyszałem parę razy w życiu, ale... nigdy od sędziów. Sędziowie sami tak nie mówią, nawet jeśli tak myślą. Toteż wdam się w dość osobliwą (z jednej strony członek honorowy „Iustitii”, z drugiej prezes) dyskusję z Panią Profesor. Nie będę jednak wywodził, że prof. Łętowska nie ma racji. Bo ma – to, o czym napisała w Prawniku (nr 167 z 29 sierpnia 2014 r.), rzeczywiście się zdarza, choć nie jest regułą. Ja zaś wiem, dlaczego się zdarza. To wie tylko czynny sędzia, który widzi sądownictwo od środka.

Rację ma prof. Łętowska, że istotą prawidłowego sądzenia jest subsumpcja, czyli znalezienie i zastosowanie przepisów, pod które stan faktyczny podpada. I że sztuka subsumpcji to także umiejętność wyjaśnienia, dlaczego się tak orzekło. Sąd powinien orzec, odważnie i w razie potrzeby niekonwencjonalnie, a potem przekonać strony, że wyrok jest sprawiedliwy. Ale czy państwo temu sprzyja? Wyrokom odważnym sprzyja i służy niezawisłość. Tymczasem w 2011 r. ówczesny poseł, a dziś wiceminister sprawiedliwości, Jerzy Kozdroń powiedział do sędziów: „Państwo musi mieć nad wami kontrolę”. Tu „państwo” oznacza egzekutywę. Ścisły nadzór to dewiza obecnie rządzących, jeśli chodzi o sądownictwo powszechne. Jest on zaś zaprzeczeniem niezawisłości i szkodzi jej na wiele sposobów.

Sędziowie są przeciążeni, bo w ostatnich latach roczny wpływ spraw wzrósł o 30 proc., a liczba sędziów wcale. W wielu krajach sędzia ma określoną nieprzekraczalną liczbę prowadzonych spraw. Pośpiech i rozproszenie czynności prowadzą bowiem do wadliwych orzeczeń. W Polsce obowiązuje zasada odwrotna: sędzia ma wydawać jak najwięcej orzeczeń, a właściwie „załatwiać numerki”. Tego żąda nadzór. Dogłębne rozpoznawanie spraw zajmuje więcej czasu niż sztampowe załatwianie, więc rzetelny sędzia załatwi mniej i zostanie przez nadzór zganiony za zbyt małą wydajność. Gdy go parę razy zganią, wystawią negatywną ocenę okresową, pominą w awansie, to się nauczy, że ma tłuc numerki, a nie rozbierać sprawy na czynniki pierwsze. Na szczęście są sędziowie na tego typu naukę niepodatni. I jest ich sporo, bo jeśli ktoś chce być sędzią mimo stałego pogarszania warunków służby i zmieniania prawa na niekorzyść sędziów, to znaczy, że bardzo pragnie sprawiedliwości i nadzór tego nie zdusi. Najwyżej sędzia nie awansuje.

Jeden z wiceministrów wprowadza kontrolowanie terminów czynności sędziów. Sekretarze mają wpisywać do systemu komputerowego, kiedy sędzia wykonuje czynności, by nadzór to sprawdził. Pomijając, że z sędziego czyni to trybik w biurokratycznej machinie, system nie uwzględnia, ile sędzia ma spraw. Ma pięćset – w każdej ma być czynność. Ma półtora tysiąca – też w każdej. Sędzia nie może więc załatwić szybko i sprawnie części spraw, a potem wziąć się do kolejnych: musi rozbabrać wszystkie naraz. Takie są też zarządzenia niektórych prezesów. I rozprawy mamy raz na parę miesięcy. Sędzia zapomina, co było na poprzedniej i nie ma jak sobie przypomnieć (zamiast protokołu jest przecież nagranie, a odsłuchanie trwałoby cały dzień). Zamiast kolejno zaczynać i szybko kończyć sprawy, wlecze wszystkie naraz. Ale za to „każdej sprawie nadano bieg”. Gdyby sędzia część spraw odłożył, by czekały na możliwość sprawnego rozpoznania, byłyby bezczynność, skargi na przewlekłość, uwagi prezesa i postępowanie dyscyplinarne. Jeśli rozgrzebie wszystkie naraz, to czynności są podejmowane. Nadzór nie może się przyczepić.

Sędziowie uchylacyjni

Nietypowe, odważne orzeczenie to też większe ryzyko uchylenia. Nadzór kształtuje również sędziów odwoławczych. Utrzymanie niesztampowego wyroku w mocy (zwłaszcza w sprawie karnej) albo poważna jego zmiana zamiast uchylenia to duże prawdopodobieństwo kasacji. Nikt zaś nie chce w epoce ocen, kija i marchewki mieć uchylanych wyroków. Sądy odwoławcze orzekają więc „pod Sąd Najwyższy”, a sądy pierwszej instancji „pod sądy odwoławcze”. Sędziowie uczą się stosować i przytaczać w uzasadnieniach to, co – ich zdaniem – uważa „ich” sąd odwoławczy. Nie zawsze a propos. A Sąd Najwyższy jest liczny i miewa różne poglądy.

Jeśli Sąd Najwyższy skasuje sędziemu dużo wyroków, ocena będzie negatywna i o awansie można zapomnieć. Ale sąd odwoławczy zawsze może uchylić wyrok. Od uchylenia w sprawie karnej kasacja nie przysługuje, a w cywilnych nikt ich nie wnosi. Wyrok taki jest zawsze słuszny. I są już w sądach odwoławczych sędziowie zwani „uchylacyjnymi”. Do takiej postawy część sędziów (na razie część i oby nie było gorzej) skłania kasacyjne orzecznictwo Sądu Najwyższego zestawione z nadzorem i liczeniem statystyk. A potem prawie każda głośna sprawa karna, którą cała Polska obserwowała, po apelacji wraca do sądu pierwszej instancji. Przynajmniej raz.


Pozostało 59% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze FB:

Komentarze (9)

  • xxx(2014-09-05 11:20) Zgłoś naruszenie 00

    Podpisuję się obiema rękoma. Niestety, obawiam się, że to głos wołającego na puszczy i do polityków nie dotrze. Mimo to dziękuję.

    Odpowiedz
  • Nemo(2014-09-05 10:39) Zgłoś naruszenie 00

    Bardzo mądre słowa. Dziękuję.

    Odpowiedz
  • Alois Hudal(2014-09-05 13:16) Zgłoś naruszenie 00

    Blisko dekadę temu jako młody aplikant sądowy, terminując w wydziale karnym odwoławczym sądu okręgowego, jako protokolant byłem świadkiem narady składu orzekającego. Sprawa była dosyć skomplikowana, chodziło o przestępstwa gospodarcze i korupcyjne, kilku oskarżonych z lokalnej wierchuszki, wielość zarzutów. Sąd I instancji w osobie młodziutkiego sędziego poprowadził ją bardzo sprawnie i napisał kilkudziesięciostronicowe perfekcyjne uzasadnienie, które mogło by być latami używane na potrzeby szkolenia sędziów. Od wyroku Sądu I instancji apelację wniósł znany lokalny adwokat. Apelacja była obszerna, napisana poprawnym językiem, ale nawet dla młodego aplikanta było już jasne, że jest merytorycznie niezasadna gdyż polegała przede wszystkim na rażąco nietrafnej wykładni przepisów prawa. Trzech sędziów, panowie wówczas w okolicy sześćdziesiątki, po naradzie stwierdziło mniej więcej następująco : a uchylmy do ponownego, co by rejon na wszelki wypadek sprawdził, czy to co pisze mecenas w apelacji jest zasadne. Tym samym, bez żadnego powodu i na skutek asekuranctwa sądu odwoławczego, na marne poszła roczna praca młodego sędziego, który dodatkowo zarobił "uchyłkę". Epilog: po kolejnych dwóch latach rejon ponownie orzekł tak samo, a młody sędzia po kilku podobnych sytuacjach zrzekł się godności sędziego, wyjechał do innego miasta i dzisiaj jest wziętym adwokatem oraz wykładowcą akademickim. To tyle odnośnie odwagi w orzekaniu.

    Odpowiedz
  • a(2014-09-06 14:04) Zgłoś naruszenie 00

    Jest dużo spraw bo jest dużo uchyłek , a każde uchylenie dostaje nowy numer. Ale taki stan jest w wyniku arogancji i przebiegłości sędziów ,żeby być ciągle potrzebnym i ciągłe przepracowanym.
    A w rzeczywistości jest jakoś tak ,że sprawa trawa latami i jest jakoś uchylana.
    To czego wtedy było brak.? Specjalnie robione są błędy w uzasadnieniu , żeby sprawa wróciła i trwała latami za cudze pieniądze.!! Dobrze ,że jest jakiś nadzór bo trzy czwarte siedziało by niewinnie w kryminale. ! Co wynika również ze sposobu myślenia prezesa , którego pewnie nie jeden sędzia naśladuje.

    Odpowiedz
  • Myra(2014-09-05 16:05) Zgłoś naruszenie 00

    świetny artykuł, ale czy da komuś do myślenia?

    Odpowiedz
  • anna(2014-09-05 17:00) Zgłoś naruszenie 00

    Odnosząc się do wypowiedzi sędziego wydaje mi się że nie zna w ogóle specyfiki strony procesowej, a powinien raczej wczuć się w ich interes a nie ciągle tylko miele się interes sędziów, gdy tymczasem wymiar sprawiedliwości nie został utworzony celem zapewnienia bytu sędziom a wręcz przeciwnie aby obywatel miał dokąd się udać ze swoją życiową sprawą. A my co tu czytamy, że sędziowie to i tamto i użalanie się nad swoją niedolą, gdy tymczasem od strony klienta sądu wygląda to zupełnie inaczej. Na okrągło słyszymy jak to wpływa coraz więcej spraw do sądów, ale należy pochylić się nad przyczyną, otóż jest tak z powodu bylejakości orzekania i korzystając z różnych przepisów, raz z tej a raz z innej strony, zmuszona jestem zaskarżać tę samą sprawę po kilka razy, potem krąży ona wyżej, byle jak załatwiona i znowu wracam do punktu wyjścia, więc sumując aby załatwić tę sprawę powstało z niej już pięć różnych, licząc dalej, gdy mam takich spraw 10 razy pięć wychodzi już ich 50 i tak właśnie tworzy się sztucznie "ilość spraw wpływających" do sądów. I tym się nikt nie przejmuje, że sprawy powstają z odwalania roboty przez sędziów, nikt się nie przejmuje aby zacząć rozliczać sędziów z głupot jakie wypisują w wyrokach i tak się zastanawiam czy nie jest to zabieg celowy aby potem głosić wszem "jacy to jesteśmy zawaleni robotą, po nocach uzasadnienia piszemy" itp. Zła opinia o sądach nie wychodzi od dziennikarzy którzy co jakiś czas opiszą medialną sprawę lecz opinię tworzą klienci którzy mieli tę nie za bardzo przyjemną potrzebę skorzystać z tego przybytku sprawiedliwości, czas najwyższy chyba zejść na ziemię i zacząć rozliczać sędziów z tego co wydają w imieniu RP a nie ciągle bujać w swojej wytworzonej dla własnych celów aureoli.

    Odpowiedz
  • Grazyna Romanowa(2014-09-05 19:15) Zgłoś naruszenie 00

    Panie Sędzio, medal ma dwie strony. Pan przedstawił "swoją stronę". Klienci sądów znają z autopsji drugą stronę medalu, którą Pan nawet nie zająknowszy się pominął. Biorąc pod uwagę doniesienia prasowe dotyczące orzeczeń sądowych i opierając się na osobistych doświadczeniach z wymiarem sprawiedliwości, ta druga strona medalu jest tragicznie i porażająco smutna i negatywna.
    Upraszczając ze względu na ograniczenia "komentarza" - problemem sędziów ( obok przedstawionych przez Pana), jest również a może przede wszystkim "zapomnienie", że funkcja sędziego to służba. Władza korumpuje (również) moralnie i nigdzie nie jest to tak ewidentne i oczywiste jak na sali sądowej w polskim sądzie. Począwszy od arogancji a skończywszy na pogardzie dla klientów sądu. Sędziowie w większości uważają, że należy im się szacunek wynikający z samego t\"tytułu" czy od momentu nominacji. Ząda się od suwerena, aby broN Boże nie ważył się krytykować wyroku czy orzeczenia, nawet kiedy ten wyrok czy orzeczenie oparte jest na absurdalnych wnioskach i dowodach, które z prawdą materialną i logiką nie mają nic wspólnego. Sędziowie nie uczestniczą w dyskusjach o takich orzeczeniach, wrzucając je arogancko do jednego wora - "każde rozstrzygnięcie nie w pełni zgodne z ich oczekiwaniami przypisują korupcji lub głupocie". Panie Sędzio, zwykły Kowalski rownież potrafi dodać 2 do 2, co więcej powszechnym na świecie i również w Polsce testem udowodnienia jest warunek obiektywny – dowody, na podstawie których sąd ustala jakiś fakt, muszą w takim stopniu uprawdopodobnić zaistnienie tego faktu tak, że każdy normalny, średnio inteligentny człowiek potwierdzi prawdziwość czyli zgodność z rzeczywistością stwierdzenie sądu, że ustalił fakt. Niestety aplikując ten test do dowodów przeprowadzanych na wielu a być może i większości sądów - nie przechodzą one tego testu. Sędzia ocenia dowód swobodnie – ale ocena ta musi być zgodna z zasadami logiki, zdrowego rozsądku, wiedzy i doświadczenia życiowego. Niestety praktyka w sądach bardzo często niewiele ma wspólnego z tą teorią. Swoboda oceny dowodów jest stosowana literalnie - w potocznym znaczeniu tego słowa, bez przestrzegania żadnych zasad, w sposób zaprzeczający logice, zdrowemu rozsądkowi, wiedzy i doświadczeniu życiowemu. Śmiem twierdzić, iż dla wielu sędziów w Polsce, obalenie np. teorii względności - z taką swobodą oceniając dowody jest wyzwaniem intelektualnym średniej trudności. I dlatego Kowalski nie ufa sędziemu i sądowi. Dopóki sędziowie en masse nie wykażą odpowiedniej dozy pokory, niezbędnej przy wymierzaniu sprawiedliwosci i nie uświadomią sobie, że wielu z nich podchodzi do swojej misji z frywolnością, arogancją, często zwyczajnie łamiąc przepisy prawa, nie bedą brali pod uwagę, że każde orzeczenie zmienia życie klientów sądu i ich najbliższych, często dramatrycznie i nieodwracalnie, nie bedą mieli empatii, refleksji i zwykłej ludzkiej przyzwoitości, dopóty nic się nie zmieni. Sędziowie będą trwali w przekonaniu, że to Kowalscy są be, a Kowalscy będą trwali w przekonaniu, że sędziowie zachowują się jak nieusuwalni i nietykalni aroganci. I władza sądownicza i Kowalscy potrzebują zmian w systemie sądownictwa. A ta zmiana satysfakcjoinująca wszystkich jest możliwa tylko pod warunkiem, że wladza zacznie słuchać "głosu ludu" i podda się merytorycznej krytyce. Z Pana Sędziego artukułu nie mogę niestety wywnioskować, że jest Pan Sędzia gotowy do takiej dyskusji. I to jest tragedia.

    Odpowiedz
  • henryabor(2014-09-05 19:03) Zgłoś naruszenie 00

    Jak widać związkowy Macieju rozczytuje się w fantasy powieściach Rowling i uwierzył w czarodziejską różdżkę Harrego! Choć częściowo i jemu trzeba przyznać rację. Bowiem jeśli ministrem sprawiedliwości po polsku ma być Czuma, czy Biernacki, to lepiej, żeby go w ogóle nie było! Według mojej oceny wszelką reformę polskiego sądownictwa należałoby rozpocząć od uświadomienia sędziowskiej kaście polskiej, że jaśnie wielmożny pan sędzia jest zaledwie funkcjonariuszem w mojej, Pana Obywatela, służbie! I przeze mnie z moich, Pana Obywatela podatkowych wkładów do budżetu, jest opłacany! Zarzut Łętowskiej braku zrozumienia, mogę jedynie rozszerzyć o brak wyczucia prawa u polskiego sędziego! Ale i zwykłą jego słabą znajomość! Czyli o niskie kwalifikacje prawnicze, mówiąc wprost! I dlatego to, polska palestra od lat przeżywa swój złoty okres! A nie jest tajemnicą, że wielu polskich sędziów nie zatrudniłaby u siebie żadna, szanująca się kancelaria prawnicza /swego czasu wielu bardzo dobrych sędziów sama zamieniła togi/. Tak więc w sentencji – Przed wieloma polskimi sędziami policja sądowa winna strzec polskie sądy!

    Odpowiedz
  • meloman(2014-09-05 19:09) Zgłoś naruszenie 00

    Absolutnie zgadzam sie z przedmówczynią Anną. Pani Profesor wskazała na przyczyny wewnętrzne złego orzekania, pochodzące z niewłaściwego przygotowania zawdowego, niedouczenia i niedojrzałości ludzi sprawujących funkcję sędziego, braku właściwej kontroli ze strony środowiska. Wypowiedź pana Prezesa tylko potwierdza słowa profesor Łętowskiej. Jest ona właśnie jak byle jak napisane uzasadnienie. Lekceważenie negatywnej opinii o pracy sędziów oraz upatrywanie jej przyczyn wyłącznie poza środowiskiem jest niedojrzałe i z punktu widzenia PR nie zbyt mądre. Na pewno nie pomoże odbudować podupadającego autorytetu trzeciej władzy. W Pańskiej wypowiedzi widać wszystkie wyliczone przez panią Profesor przywary polskich sędziów. Najwiekszą z nich jest brak dystansu, krytycznego spojrzenia na własne środowisko i właśnie przyzwolenie na bylejakość przez zrzucanie winy na np. ministerstwo. Jak jest, wszyscy wiemy. Ten artykuł nie przysłużył się poprawie wizerunku polskich sędziów. Wielu z nich przecież bardzo dobrze funkcjonuje w Ministerstwie. To oni są pomysłodawcami "rewolucyjnych" zmian w sądownictwie, na które Pan się skarży. To jak to jest z Wami sędziami, panie Prezesie?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane