Obchody 25 lecia wolności. Oczy całego świata skierowane były na Polskę, gdzie przebywał podczas uroczystości rocznicowych prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama i delegacje z blisko 50 państw. Prezydent Bronisław Komorowski wygłaszając długie przemówienie, powiedział jedno krótkie zdanie, które poruszyło świat prawniczy: "Nie do przyjęcia w państwie prawa jest przewlekłość postępowań oraz przypadki ścigania i skazywania osób, które później okazują się niewinne." Nie do przyjęcia, a jednak przewlekłość postępowań jest faktem powszechnie znanym. Skazania niewinnych też. To problemy z którymi boryka się sprawiedliwość na całym świecie. Nie sposób ich – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – usunąć. Pytanie jednak brzmi, czy Polska zrobiła wszystko, by te problemy zminimalizować.

Na części pierwsze

- Problem przewlekłości postępowań jest złożony i trzeba spojrzeć na jego przyczyny. Prokuratorzy nie przeciągają postępowań dlatego, że im się tak podoba, tylko dlatego, że często nie mają możliwości szybkiego i sprawnego zamknięcia sprawy. Państwo nie wyposaża bowiem prokuratury w instrumenty niezbędne do sprawniejszego działania. Od lat nie możemy doczekać się wprowadzenia ustawy o biegłych, a to właśnie dostęp do ekspertów na wysokim poziomie przyspieszyłby działania prokuratorskie. Dziś dużo czasu zajmuje ich szukanie, a później często okazuje się, że biegły nie potrafi obronić swojej opinii w sądzie. Szukanie np. biegłego w sprawach medycznych to strata czasu kilku miesięcy – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej. Dodaje, że poza tym obowiązująca zasada legalizmu wymaga, aby w sprawach wieloosobowych przesłuchiwać niekończącą się liczbę świadków. Gdy prokuratorzy mają już ustalony modus operandi i odstępują od dalszego słuchania świadków, to sądy często zwracają im sprawę do uzupełnienia. - Prokuratorzy jednak mimo takich okoliczności radzą sobie z tymi problemami, ponieważ liczba spraw przewlekłych z roku na rok spada. Spada też liczba wyroków uniewinniających – wskazuje. I tak z danych wynika, że w 2013 r. liczba ta była na poziomie 1,87 proc., a to oznacza, że na 100 aktów oskarżenia sądy wydawały prawomocne wyroki skazujące w stosunku do 98 oskarżonych. -Prokuratorzy prowadzą 1,2 mln spraw rocznie, a najczęściej wyciąga się im jako przykład złego działania prokuratury pojedyncze sprawy przeważnie z lat 90. i pierwszej dekady roku 2000 – podkreśla Mateusz Martyniuk.

Reklama

Resort sprawiedliwości też dostrzega problemy, ale przedstawia też swoją działalność jako pasmo sukcesów. - Głównym czynnikiem wpływającym na przewlekłość postępowań jest rzeczywiście procedura, ale odpowiedzialna za to jest również organizacja pracy i kognicja sądów. Trudno nam zarzucić bierność. Podejmujemy działania, aby odciążyć sędziów, np. przez przekazanie części spraw referendarzom, a to usprawni prowadzenie spraw - tłumaczy wiceminister sprawiedliwości Wojciech Hajduk. I dodaje, że resort zrobił dużo: nowa ustawa o ustroju sądów powszechnych, czy wprowadzenie menadżerskiego zarządzania sądami. - Tylko okazuje się, że to wciąż nie wystarcza. Ale nie zmarnowaliśmy czasu, mamy wielkie sukcesy – podkreśla. I wymienia choćby ten, że kiedyś na wpis do Krajowego Rejestru Sądowego trzeba było czekać pół roku, a teraz jedynie tydzień. Kolejny sukces: internetowa przeglądarka ksiąg wieczystych, która w 2013 r. zanotowała 66 mln przypadków wglądu, zamiast wejść do gmachu sądu. - Musimy jednak wciąż - wspólnie z sędziami - pracować nad dalszymi zmianami – proponuje.

Arena międzynarodowa

Samo orędzie sprowokowało dyskusje nie tylko w zakresie drobiazgowej analizy najważniejszych problemów wymiaru sprawiedliwości – które są doskonale znane i od lat zdiagnozowane – ale również wzbudziło wątpliwości, czy to był dobry czas i miejsce na takie wyznania głowy państwa. - Prokuratura nie jest organem, który powinien oceniać kontekst sytuacyjny orędzia prezydenta - ucina dyplomatycznie Mateusz Martyniuk.

Sędzia Rafał Puchalski, prezes Oddziału w Przemyślu Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia nie waha się jednak przed oceną, że ta wypowiedź nie była fortunna i to tym bardziej, że padła przy przedstawicielach innych państw. - Taka wypowiedź – w mojej ocenie - nie powinna mieć miejsca. Została też źle zaadresowana, ponieważ za przewlekłość postępowań odpowiadają właśnie politycy, dlatego, że nie stworzyli procedur i nie zadbali o kognicję sądów. A to uniemożliwia prowadzenie szybkich procesów. Te zaniedbania z ostatnich 25 lat obciążają więc kolejne ekipy rządzące. Poza tym – prezydent - mając inicjatywę ustawodawczą sam może wymuszać korzystne zmiany – zwraca uwagę sędzia Puchalski. Dodaje, że dobrze byłoby, gdyby Krajowa Rada Sądownictwa i Prokuratura Generalna odniosły się do tej wypowiedzi, ponieważ wynika z niej, że wina za obecny stan rzeczy spoczywa na prokuratorach i sądach, a to tworzy fałszywy obraz polskiego wymiaru sprawiedliwości w świecie.

- Konstytucja wskazuje na domniemanie niewinności i to na prokuraturze spoczywa ciężar udowodnienia, że ktoś popełnił przestępstwo. Niedopuszczalne jest przygotowywanie aktów oskarżenia, które nie są poparte solidnymi dowodami, ponieważ takie działania były na porządku dziennym w stalinowskiej Rosji, ale nie ma dla nich miejsca w praworządnym państwie. Prezydent – jeżeli więc dostrzega ten problem – to miał prawo poruszyć ten temat. W końcu przysługuje mu prawo łaski - wskazuje prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Dr Piotr Zientarski, przewodniczący Komisji Ustawodawczej Senatu również jest zadowolony z prezydenckiego wystąpienia. - Dobrze, że prezydent odniósł się do tego problemu. Pokazał w ten sposób, że widzi obywatela w całej machinie wymiaru sprawiedliwości. Skoro poruszył ten problem w przemówieniu, to znaczy, że uważa go za bardzo istotny – mówi senator.

Nie oczekuje jednak od prokuratury i sądownictwa, aby odniosły się do tego zarzutu. - Oczekuję, że będą podnosić poziom swojej pracy i częściej w swojej działalności dostrzegać człowieka i jego problemy – pointuje.