Autopromocja

Posady już nie tylko dla oksfordczyków

30 maja 2014

Coraz więcej dużych kancelarii prawnych dochodzi do wniosku, że należy przestać faworyzować absolwentów najbardziej renomowanych wydziałów prawa. Próbują to zmienić, wprowadzając nowatorskie praktyki rekrutacyjne lub starają się już bez uprzedzeń podchodzić do młodych prawników z dyplomami uczelni prywatnych.

Mike Ross, genialny dwudziestoparolatek z popularnego amerykańskiego serialu „W garniturach” dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności zostaje bliskim współpracownikiem partnera w elitarnej nowojorskiej kancelarii – znanej z tego, że zatrudnia wyłącznie absolwentów szkoły prawa na Harvardzie. Nie dość, że przez całą pierwszą serię błyskotliwy oszust musi ukrywać przed pozostałymi partnerami, iż nie skończył nawet college’u, to jeszcze na co dzień musi obserwować, z jaką pogardą odnoszą się oni do prawników, którzy zdobyli dyplom na uniwersytecie Columbia czy Yale.

Preferencyjne traktowanie absolwentów najbardziej elitarnych uczelni jest zwykle nie tyle wyrazem klasowego snobizmu, ile ugruntowaną, choć nie do końca uświadomioną praktyką. Z raportu niezależnej komisji ds. usług prawnych działającej przy brytyjskim Ministerstwie Sprawiedliwości wynika, że dyplomy Oksfordu i Cambridge (tzw. Oksbridge) nawet z gorszymi ocenami zasadniczo dają młodemu adeptowi prawa większe szanse na zapewnienie sobie miejsca na obowiązkowym stażu zawodowym niż nawet najlepsze świadectwa pozostałych uczelni. Co więcej, kandydaci, którzy mają za sobą studia na mniej renomowanych uniwersytetach, muszą składać średnio cztery razy więcej aplikacji, aby w końcu znaleźć firmę gotową przyjąć ich na szkolenie, niż ci wywodzący się z Oksfordu i Cambridge. Takie wnioski potwierdzają jedynie popularne, intuicyjne przekonanie, że wykształcenie zdobyte na najbardziej elitarnych uczelniach jest przepustką do kariery nie tylko w firmach prawniczych z magicznego kręgu (pięć elitarnych kancelarii z siedzibą w Londynie), lecz także w całym wymiarze sprawiedliwości.

Ślepe CV

Aby odeprzeć powtarzane od lat oskarżenia o nieuzasadnione faworyzowanie młodych prawników po Oksbridge oraz blokowanie mobilności społecznej, pod koniec ubiegłego roku Clifford Chance, jedna z największych globalnych kancelarii sieciowych, postanowiła wprowadzić dość odważną zmianę w polityce zatrudnienia. Chcąc udowodnić swoje przywiązanie do różnorodności i niedyskryminacji, rekruterzy z Clifford Chance przestali informować partnerów biorących udział w finałowych rozmowach kwalifikacyjnych, jaką uczelnię skończył dany kandydat do pracy w ich firmie. Zgodnie z polityką ślepego CV pracownicy kancelarii w procesie rekrutacyjnym skoncentrowali się wyłącznie na kompetencjach i merytorycznym przygotowaniu aplikantów, a nie na tym, gdzie zdobyli oni dyplom ukończenia studiów wyższych. Firma zaczęła też przyznawać dodatkowe punkty za doświadczenia zawodowe, np. pracę w handlu, która pomogła danej osobie pokryć koszty czesnego.

W ślad za Clifford Chance poszły niedawno kolejna wielka brytyjska kancelaria Macfarlanes oraz globalna firma prawnicza Mayer Brown, zaś międzynarodowa kancelaria Hogan Lovells w tym miesiącu ogłosiła, że poważnie rozważa wprowadzenie u siebie ślepego CV. W pierwszym roku obowiązywania nowej polityki zatrudnienia Clifford Chance przyjął do pracy 100 absolwentów w sumie z 41 różnych uniwersytetów. Okazało się zatem, iż kandydatom po„Oksbridge” w niczym nie ustępują młodzi prawnicy z tytułami magistra mniej znanych uczelni w Lancaster, Ulster czy Cardiff.

Dobry, bo taki jak ja

Rozwiązania wdrożone przez brytyjskie kancelarie mają zniwelować skutki charakterystycznej dla elitarnych firm z branży prawniczej czy consultingowej skłonności do uprzywilejowania kandydatów, których zaplecze edukacyjne i kulturowe jest zbliżone do norm i wzorców reprezentowanych przez kadrę zarządzającą. Zdaniem Lauren A. Rivery, profesor socjologii z amerykańskiego Uniwersytetu Northwestern, która przeprowadziła 120 obserwacji i wywiadów z uczestnikami rekrutacji na stanowiska w renomowanych kancelariach, bankach inwestycyjnych i firmach consultingowych, przekonanie o wyjątkowych zdolnościach i wybitnym intelekcie absolwentów Oksbridge czy Ivy League wynika przede wszystkim z prestiżu, jaki wiąże się ze studiowaniem na elitarnych uczelniach, nie jest zaś pochodną ich indywidualnych osiągnięć. Rivera przekonuje, że pracodawcy doceniają nie tylko kompetentnych i skutecznych kandydatów, ale też takich, z którymi łączą ich wspólne doświadczenia, podobny sposób spędzania wolnego czasu oraz inne wybory odnoszące się do stylu życia.

Pomysł na siebie

Zarówno specjaliści od rekrutacji prawników, jak i partnerzy w dużych kancelariach sugerują, że na polskim gruncie nie ma jednak potrzeby sprawdzać kadrowych innowacji, takich jak ślepe CV z tego prostego względu, że Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński nie cieszą się u nas taką renomą i autorytetem, jaką w Wielkiej Brytanii (i na całym świecie) mają Oksford i Cambridge. Ale już na pytanie, czy tak samo traktują młodych prawników z dyplomami uniwersytetów oraz szkół prywatnych, padają różne odpowiedzi.

– wskazuje Agnieszka Szczepek, dyrektor HR w kancelarii Zakrzewski Domański Palinka.

Ponieważ w krótkiej historii rynku usług prawniczych w Polsce chyba nie było jeszcze tak ostrej rywalizacji o pracę w kancelariach jak obecnie, aby poważnie liczyć się w tym wyścigu, trzeba być kimś więcej niż jedynym z 400 absolwentów stacjonarnych studiów magisterskich na Wydziale Prawa UW.

– zauważa Krzysztof Wierzbowski, partner zarządzający w kancelarii Wierzbowski Eversheds.

– przyznaje Sylwia Słotwińska-Karaś, HR manager w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Wszyscy równie przeciętni

– twierdzi Piotr Dulewicz, partner w kancelarii Dentons kierujący praktykami prawa spółek oraz private equity.

Jednak sądząc po tym, jak niewielu młodych prawników na stanowiskach associate w jego firmie posiada dyplomy nawet tych najwyżej notowanych w rankingach szkół niepublicznych, a jak liczni są wśród nich absolwenci UW (alma mater mec. Dulewicza), nie można oprzeć się wrażeniu, że kancelarie o ugruntowanej marce jednak dość sceptycznie podchodzą do wiedzy i kompetencji młodych aplikantów po uczelniach prywatnych. Chociaż w ostatnich latach ich udział na prawniczym rynku pracy znacząco wzrósł, to nie widać, aby miało to wyraźne przełożenie na zajmowane stanowiska w dużych firmach prawniczych. – – zauważa Michał Fereniec, partner w firmie prawniczej Greenberg Traurig. Jego zdaniem wykształcenie przestało być wyróżniającym kryterium przy selekcji aplikacji o pracę. – – dodaje mec. Fereniec.

Dodatkowe atuty

Chociaż kilka niepublicznych placówek zlokalizowanych w dużych miastach już od kilkunastu lat kształci młodych adeptów prawa (m.in. Akademia Leona Koźmińskiego i Uczelnia Łazarskiego), to nawet ich absolwenci nie mogą jeszcze liczyć na takie samo traktowanie na rynku usług prawnych, co osoby wyedukowane na uniwersytetach. Nie mówiąc już o magistrach prawa, jakich wypuszczają słabo znane uczelnie w mniejszych miejscowościach, takie jak Wyższa Szkoła Humanitas w Sosnowcu, Wyższa Szkoła Menedżerska w Legnicy czy Wydział Zamiejscowy w Kutnie Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. – – podkreśla Ewelina Skocz, menedżer z firmy BCSystems specjalizującej się w rekrutacji prawników do kancelarii oraz wewnętrznych działów prawnych przedsiębiorstw.

Wraz ze stażem pracy wykształcenie zaczyna jednak odgrywać coraz mniejszą rolę, co widać przy rekrutacji kandydatów na stanowiska senior associate i wyższe. – – zapewnia Joanna Sztandur, ekspert doradzająca kancelariom i departamentom prawnym przedsiębiorstw m.in. w dziedzinie zarządzania ludźmi.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.