statystyki

Na rynku znajdzie się miejsce i dla butików, i dla gigantów

autor: Emilia Świętochowska28.04.2014, 05:14; Aktualizacja: 28.04.2014, 08:57
Paulina Kieszkowska-Knapik, Ewa Rutkowska, Marcin Kolasiński.

Paulina Kieszkowska-Knapik, Ewa Rutkowska, Marcin Kolasiński.źródło: Materiały Prasowe

Duże firmy prawnicze muszą trochę zejść na ziemię ze swoim typowym, korporacyjnym myśleniem, że magiczny, zagraniczny szyld będzie zawsze przyciągał klientów – mówi mec. Paulina Kieszkowska-Knapik, która wraz z dwójką byłych partnerów w Baker & McKenzie założyła kancelarię butikową Kieszkowska Rutkowska Kolasiński.

Emilia Świętochowska: Państwa decyzja o założeniu własnej kancelarii butikowej wpisuje się w dość dynamiczne migracje polskich prawników z dużych kancelarii, którzy zmieniają formułę wykonywania zawodu. To efekt zmęczenia korporacyjnym modelem zarządzania?

Paulina Kieszkowska-Knapik: Myślę, że wyjście na swoje pod własnymi nazwiskami to naturalna tendencja u osób, które są samodzielne zawodowo, znane w swojej branży, mają za sobą lata doświadczeń zdobytych w dużych firmach i bardzo dobrze ze sobą współpracują. Tak w każdym razie było w przypadku moim i moich wspólników, Ewy Rutkowskiej i Marcina Kolasińskiego. Każdy z nas jest już rozpoznawalny w swojej dziedzinie – my z Ewą w sprawach zdrowotno-farmaceutycznych, a Marcin w zakresie prawa konkurencji – dlatego start pod własną banderą jest zasadniczo logiczną kontynuacją naszej dotychczasowej ścieżki zawodowej. Zakładania dużej kancelarii o ogólnym profilu, która rywalizowałaby z ugruntowanymi już na polskim rynku markami, nie braliśmy pod uwagę. Mieliśmy za to pomysł stworzenia firmy bardzo specjalistycznej o profilu regulacyjno-konkurencyjnym, wpisującej się w tworzący się nowy segment na polskim rynku usług prawniczych. Patrząc dziś na tę branżę otwarcie takiej ściśle sprofilowanej firmy jest więc logicznym krokiem, który często - tak jak w naszym przypadku - wcale nie wynikał z niechęci do dotychczasowego pracodawcy. Tyle że jednym ten proces zajmuje więcej czasu, z kolei innym mniej. Mamy poczucie, że podjęliśmy decyzję o swoje własnej działalności w odpowiednim momencie naszej kariery, a przy tym udało się nam odejść z Baker&McKenzie w przyjaznej atmosferze, co otworzyło drogę do kontynuowania współpracy. Zależało nam na tym, żeby podtrzymać dobre relacje, gdyż zarówno ja, jak i moi wspólnicy, spędziliśmy tam wiele dobrych lat naszego życia zawodowego. Przejście na swoje było naszą strategiczną decyzją na przyszłość, wyborem wynikającą też z wyboru innej formuły pracy i stylu życia.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • Hunter Of Idiots(2014-04-28 23:27) Zgłoś naruszenie 00

    Hmm... ale o co tak konkretnie Ci chodzi, "bijoetyku" ?
    Masz pretensje do mecenaski, do Chyżego Rója, do Bakera? Kogoś jeszcze nie wymieniłeś? Zdaje mi się, że zapomniałeś chyba o profesorze, który oblał Cię na kolosie - jednym, drugim, na warunku... stąd te żale, prawda?

    Odpowiedz
  • bijoetyk(2014-04-28 12:20) Zgłoś naruszenie 00

    A jak to "odejście" się ma do zasad Etyki??? Pewnie tak, jak pięść do nosa zwłaszcza mając na uwadze fakt, że kancelaria Baker and coś-tam notuje - tak jak wszystkie molochy prawnicze - spadek notowań no i trzeba było czegoś spektakularnego w świetle jupiterów etc. etc. żeby przyciągnąć uwagę do tzw. marki. Przez grzeczność pomijam fakt, że cały ten wywiad to po prostu zwyczajne reklamiarstwo, które powinno być ścigane przez rzecznika dyscyplinarnego... Ale co tam - kasa jest najważniejsza, no nie? Merytorycznie też słabiutko pani mecenas wypadła, zwłaszcza jeśli chodzi o znajomość rynku prawniczego i zapotrzebowania na rodzaje usług. Dość powszechnie wiadomo, że z racji braku wzrostu gospodarczego (Chyży Rój i jego ferajna obiecują i piarują, ile się tylko da, ale nic z tego przecież nie wynika) zapotrzebowanie na specjalistyczne usługi prawnicze też nie może wzrosnąć. Jest więc odwrotnie do tego, co wygaduje mecenaska - ludzie - w zdecydowanej większości spośród potencjalnych klientów kancelarii - potrzebują usług raczej kompleksowych, a nie wyspecjalizowanych, o czym zresztą nie radzę się mecenasce przekonywać na własnych czterech literach. Ale co tam - klientów się podebrało, to można trochę poszaleć za niższe stawki...

    Odpowiedz
  • bijoetyk(2014-04-28 12:28) Zgłoś naruszenie 00

    PS. Bo zapomnę - i tu się kłania, niestety, ale omnipotencja tak wyśmiewana przez mecenaskę. Bo żeby móc udzielić kompleksowej porady prawnej, to trzeba mieć - droga mecenasko - nieco szersze horyzonty myślowe i choćby trochę plastyczny i elastyczny umysł, a nie tylko dziobać w prawie medycznym tudzież innych fuzjach i takich tam. Medycyna tzw. klasyczna też zresztą przeżywa swój kryzys (i daj Boże), obserwować można od już długiego czasu rozwój homeopatii i innych naturalnych metod leczenia, a prawem nie będzie można zakazać ich rozwoju, bo to sprzeczne z Konstytucją chociażby. Także rozwoju - uczciwego - tego byznesu (opartego na doradztwie z zakresu pr. medycznego) to ja raczej mecenasce nie wróżę. I to by było (na razie) na tyle.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane