Nie milkną spory wokół projektu ustawy mającego ochronić społeczeństwo przed niebezpiecznymi, odpornymi na resocjalizację przestępcami, którzy kończą odbywanie kary. Zdaniem części prawników rządowa propozycja prócz tego, że jest niezgodna z konstytucją, zawiera jeszcze zapisy, na mocy których w zamkniętym ośrodku leczniczym będzie można umieścić zbyt wiele osób.

Dyskusję rodzi już pierwszy artykuł projektu ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób.

Zgodnie z nim ustawa ma regulować postępowanie wobec osób, które wskutek zaburzeń psychicznych mogą stwarzać zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych, i które spełniają łącznie następujące przesłanki:

• zostały prawomocnie skazane za przestępstwo popełnione z użyciem przemocy na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania,

• w trakcie postępowania wykonawczego stwierdzono u nich zaburzenia psychiczne w postaci upośledzenia umysłowego, zaburzenia osobowości lub zaburzenia preferencji seksualnych,

• stwierdzone u nich zaburzenia psychiczne mają taki charakter lub nasilenie, że zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej i obyczajności, zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 10 lat.

Za błahe sprawy

Zdaniem komentatorów artykuł ten sformułowany jest zbyt szeroko. „Projektodawca proponuje, by wszyscy prawomocnie skazani sprawcy przestępstw popełnionych z użyciem przemocy, kiedykolwiek w przeszłości i w przyszłości, mogli zostać uznani za mających zaburzenia psychiczne, które powodują, że zachodzi »co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia«, i umieszczeni bezterminowo w zamkniętym ośrodku w celu leczenia” – wskazuje dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, w opinii dla Biura Analiz Sejmowych.

Ekspert podkreśla, że wbrew nazwie i treści zawartej w uzasadnieniu projektu procedowany akt nie znajdzie więc zastosowania jedynie do sprawców najgroźniejszych przestępstw. „W polu działania projektu znajdują się przecież nie żadni sprawcy najgroźniejszych przestępstw, ale na przykład sprawca czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego, prawomocnie skazany na karę pozbawienia wolności, u którego w trakcie odbywania tej kary stwierdzono zaburzenia osobowości i w konsekwencji uznano, że istnieje co najmniej wysokie prawdopodobieństwo, że znowu dopuści się on podobnej napaści na funkcjonariusza” – wyjaśnia dr Ryszard Piotrowski.

Zwraca również uwagę na to, jak ważną rolę w projekcie ustawodawca powierza dyrektorowi zakładu karnego. To on bowiem – jeśli wydane w trakcie postępowania wykonawczego opinie psychiatryczna i psychologiczna o stanie zdrowia osoby odbywającej karę pozbawienia wolności wskazywać będą, że osadzony spełnia przesłanki umieszczenia go w Krajowym Ośrodku Terapii Zaburzeń Psychicznych – występować będzie z wnioskiem do sądu o uznanie sprawcy za osobę stwarzającą zagrożenie. „Dyrektor zakładu karnego – oraz wszystkie służby mające do niego dostęp – zyskują w ten sposób szczególną władzę nad osadzonymi należącymi obecnie do kategorii prawomocnie skazanych za przestępstwo popełnione z użyciem przemocy na karę pozbawienia wolności oraz tymi, którzy będą do tej kategorii należeć w przyszłości” – podnosi konstytucjonalista.

Jego zdaniem już samo uświadomienie tym osobom możliwości stwierdzenia u nich zaburzeń psychicznych i uznania, że zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo powrotu do przestępstwa, stwarza okazję do wywierania na nie różnego rodzaju presji. „Projektowana ustawa zawiera immanentne ryzyko nadużyć, polegających w szczególności na wymuszaniu zeznań, zmuszaniu do współpracy z policją i innymi służbami po odbyciu kary, a zatem stwarza zagrożenie dla funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego” – akcentuje dr Piotrowski.

Jego zdaniem w ten sposób osadzeni należący do kategorii określonej w art. 1 pkt 1 projektu – nie tylko mordercy i gwałciciele, dawni i nowi – znajdą się na łasce służby więziennej i innych służb, biegłych i policji. „Propagandowa przesłanka projektowanej regulacji, a więc właśnie ochrona przed zaburzonymi psychicznie groźnymi przestępcami, konkretyzuje się w postaci projektu dotyczącego innej kategorii przestępców, który w konsekwencji wyposaża państwowy aparat przymusu w możliwości działania trudne do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawnym” – puentuje.

Projekt w ogniu krytyki

Projekt w ogniu krytyki

źródło: DGP

Liczy się prognoza

Sceptyczni są również profesor dr hab. Piotr Kruszyński oraz dr Marcin Warchoł z Instytutu Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego. W przesłanej do Sejmu opinii wskazali, że ustawa powinna się ograniczyć jedynie do osób skazanych za przestępstwo określone w art. 148 (zabójstwo), art. 156 par. 1 i 3 (spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu), art. 158 par. 2 i 3 (pobicie powodujące śmierć lub ciężki uszczerbek na zdrowiu), art. 197 par. 3 pkt 2–3 (pedofilia) lub art. 197 par. 4 (gwałt ze szczególnym okrucieństwem) k.k., popełnione w związku z zaburzeniem preferencji seksualnych. Takie też poprawki zostały zgłoszone do projektu w zeszły czwartek przez Ruch Palikota. Nie znalazły jednak poparcia większości, podobnie jak poprawka zgłoszona przez posła Stanisława Piotrowicza (PiS), zgodnie z którą ustawa dotyczyłaby jedynie sprawców skazanych na co najmniej 10 lat pozbawienia wolności. Dlaczego?

– Wszystkie poprawki w mojej ocenie prowadzą do niezgodności tego projektu z konstytucją i Konwencją Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, dlatego że przekształcają go z ustawy o postępowaniu w stosunku do osób mających zaburzenia psychiczne i stwarzających zagrożenie dla życia, zdrowia i wolności seksualnej, w ustawę o sprawcach tych czynów – podnosił dr hab. Michał Królikowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Podobne stanowisko przedstawił dr hab. Andrzej Sakowicz, ekspert ds. legislacji. Przypominał, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w kilku sprawach dopuścił izolację osób, ale w oderwaniu od popełnionego przez nie czynu. Co w skrócie oznacza, że można izolować osoby w specjalnych ośrodkach, ale tylko ze względu na negatywną prognozę co do ich zachowania w przyszłości, a nie ze względu na czyn, który popełnili.

– Wprowadzenie wyraźnych podstaw odwołujących się do konkretnych przestępstw jest niewątpliwie powiązaniem z czynem, co sprowadza konieczność oceny tegoż projektu przez pryzmat art. 42 konstytucji, czyli zasadę nieretroaktywności, która jest tu automatycznie naruszana – podkreślał Sakowicz.

Poparcia wśród parlamentarzystów nie zyskała także poprawka wskazująca sądy apelacyjne jako właściwe do rozpatrywania spraw z zakresu ustawy.

– Zdajemy sobie sprawę, że sąd apelacyjny nie ma wydziału merytorycznego w tym zakresie, nie mniej jednak to właśnie w tym sądzie zasiadają sędziowie o najwyższym poziomie kompetencji – podnosił dr Marcin Warchoł.

Na jego decyzje miałoby służyć zażalenie do Sądu Najwyższego.

– Sąd Najwyższy rozpoznawał do 2000 r. zażalenia na tymczasowe aresztowanie i do tego momentu polityka aresztowa była trzymana w ryzach, a orzecznictwo w tej materii było na wysokim poziomie – argumentował dr Warchoł.

Osadzeni znajdą się na łasce służby więziennej, biegłych i policji

Etap legislacyjny

Projekt przed drugim czytaniem