Nauka i dydaktyka, prawo i prawnicy podlegają wszechogarniającej makdonaldyzacji. Skutki takiej bezmyślnej parametryzacji mogą być opłakane.
W co się bawić, w co się bawić... Można w różne rzeczy. O grze komorników w czarnego Piotrusia już pisałam. Chodzi o to, z kogo prędziutko, bez wdawania się w zbędne szczegóły identyfikacyjne (takie jak PESEL lub imię ojca) ściągnie się dług. I taki niedłużnik-płatnik zostaje z czarnym Piotrusiem. Niech on się teraz martwi, jak odzyskać to, co stracił.
Gdy np. następuje prywatyzacja więzień, wojska, egzekucji wyroków, sprywatyzowanie władzy (umowa między państwem a firmą prowadząca więzienie lub dysponującą najemnikami) nic nie zmienia w statusie jednostki, która się z tą sprywatyzowaną władzą styka, ale jej sytuacja się pogarsza. Podmiot prywatny ma tu uprawnienia władcze, jakie dawniej miała władza polityczna (ale brak tu gwarancji zabezpieczających, bo te dotyczą działania państwa) i jednocześnie kieruje się w swoim działaniu logiką rynkową, sprzyjającą egoizmowi i nadużyciom w poszukiwaniu zysku. Jest to problem znany służbie zdrowia, gdy pacjent staje się „kosztem”, albo komornikom (którzy są skłonni egzekwować dług z kogokolwiek, minimalizując obowiązki i staranność w poszukiwaniu właściwego dłużnika).