– Już samo określenie „przeniesienie własności lokali mieszkalnych, użytkowych garaży bez udziału notariusza na podstawie uchwały zarządu spółdzielni” jest zlepkiem pojęciowym niepoprawnym jurydycznie. Przecież to nie notariusz przenosi własność lokali, a jedynie dokumentuje we właściwej formie czynności wywołujące taki skutek – kąśliwie wytyka notariat.

Inicjatorzy projektu nie rozumieją tych zastrzeżeń.

– Gdy w 2007 r. ustawodawca określił niższe stawki za sporządzanie aktów przeniesienia odrębnej własności, to notariusze gremialnie protestowali, powołując się na nieopłacalność czynności. Należałoby więc uznać, że obecnie proponowana zmiana leży także w ich interesie – argumentuje posłanka Lidia Staroń (PO) reprezentująca wnioskodawców.

Jej zdaniem notariusze bronią swego źródła przychodu.

– Natomiast nam zależy na zagwarantowaniu ochrony praw i interesów spółdzielców, którzy nie powinni ponosić dodatkowych kosztów związanych z taksą notarialną – tłumaczy posłanka.

Przekonuje, że nie chodzi tu przecież o typową umowę kupna sprzedaży nieruchomości, tylko o przekształcenie słabszego prawa w silniejsze, czyli spółdzielczego prawa własnościowego czy lokatorskiego we własność.

– W sensie podmiotowym i przedmiotowym nic się nie zmienia. To znaczy podmiotem prawa pozostaje spółdzielca, tyle że nabywa silniejsze prawo do tego samego lokalu. Lokalu, za który już dawno zapłacił i do którego od lat ma prawo tzw. przydział – argumentuje Staroń.

Notariat zwraca natomiast uwagę, że w uchwałach zarządu zwykle figurują pojedyncze osoby, choć tak naprawdę prawa do mieszkania wchodzą do majątku wspólnego małżonków. Wniosek do sądu wieczystoksięgowego złożony na podstawie takiej uchwały spowoduje błędny wpis jednej tylko osoby jako właściciela. Dziś rolą notariusza jest ustalenie komu przysługuje prawo.

– Tak naprawdę w większości wypadków to właśnie sami spółdzielcy wykrywali błędy w uchwałach zarządów i zapobiegali ich powieleniu w księgach wieczystych – polemizuje Lidia Staroń.