Oczy wszystkich zwrócone są na Krajową Izbę Urbanistów, gdyż to w dostępie do tego zawodu projekt przewiduje największe zmiany. W tej chwili jest to zawód zaufania publicznego, dzierżący monopol na wykonywanie projektów planów zagospodarowania przestrzennego.

Dziś urbanistą może być osoba, która ukończyła studia o kierunku architektura, urbanistyka lub gospodarka przestrzenna, studia podyplomowe z zakresu planowania przestrzennego oraz – w zależności od rodzaju wykształcenia – ma dwu- lub trzyletnie doświadczenie zawodowe.

Dodatkowo, żeby mieć uprawnienia do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego, trzeba być zrzeszonym w okręgowej izbie urbanistów i odbywać w niej okresowe szkolenia. Projekt wszystkie te wymagania znosi. Przynależność do izb urbanistów będzie fakultatywna, a odpowiedzialność zawodowa zostanie zastąpiona odpowiedzialnością przed sądami powszechnymi.

Urbanistą może być niemal każdy

– Skoro plany zagospodarowania przestrzennego nie są samodzielnie funkcjonującym aktem prawnym, a zamawiający je wójt, burmistrz i prezydent określają wymogi, jakie ma spełniać osoba przygotowująca taki plan, to możemy odstąpić od wymogu sporządzania ich tylko przez osoby, które należą do izb – wyjaśnia Grzegorz Płatek z departamentu deregulacji w MS.

– To nie rozwiąże wszystkich problemów, ale stwarzamy samorządom możliwość, by plany powstały szybciej i taniej – tłumaczy Mirosław Barszcz, doradca ministra odpowiedzialny za deregulację.

Urbaniści, nawet ci liberalni, są zaniepokojeni.

32 ustawy trzeba zmienić, a jedną uchylić, by zderegulować kolejną transzę profesji

– Na pewno w urbanistyce i planowaniu przestrzennym dzieje się źle. Nie jest to raczej wina regulacji, lecz sposobu ich wykonywania. Decydentom wydaje się, że najlepsze są najprostsze rozwiązania, lecz obawiam się, że zostanie wylane dziecko z kąpielą – komentuje Grzegorz Buczek, wiceprezes Towarzystwa Urbanistów Polskich, który od lat krytykuje nadmierne poszerzanie sfery działań planistycznych zastrzeżonych dla członków izb.

– Zmiany są zbyt pochopne. Błędy popełnione przez urbanistów mają konsekwencje dla środowiska, gmin, które muszą wypłacać odszkodowania, czy dla jakości życia ludzi – ostrzega zaś Danuta Strembicka, sekretarz Krajowej Izby Urbanistów.

Według MS największe znaczenie dla gospodarki będą jednak miały przygotowane wspólnie z Ministerstwem Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej projekty deregulacji 80 zawodów z szeroko rozumianej branży budowlanej. Na liście znalazło się 35 profesji architektów i inżynierów różnych specjalności.

Zmiany polegają na połączeniu uprawnień do projektowania i wykonawstwa oraz ujednoliceniu specjalności. Przykładowo nie będzie już oddzielnej specjalności drogowej, mostowej, kolejowej i wyburzeniowej, lecz wszystkie wejdą w skład konstrukcyjno-budowlanej.

– Z punktu widzenia osób wykonujących te zawody może to oznaczać spadek pensji, ale dzięki połączeniu specjalności pracownicy będą bardziej elastyczni na rynku pracy – przekonuje Mirosław Barszcz.

Deregulacja wykształcenia

W wielu przypadkach zniknie lub zostanie zliberalizowany wymóg dotyczący wykształcenia i zostanie skrócony okres wymaganej praktyki.

– Dziś, aby zostać rzeczoznawcą samochodowym, trzeba spełniać wymóg wykształcenia wyższego, co oznacza, że można nim być po polonistyce, ale nie po ukończeniu technikum samochodowego. Tego typu absurdy usuwamy – tłumaczy Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości.

Nie trzeba już więc będzie legitymować się dyplomem wyższej uczelni, by ubiegać się o licencję pilota samolotu, balonu, sterowca, śmigłowca, wiatrakowca, a także nurka. Zawodami regulowanymi przestaną być także profesje związane z metrem, takie jak dyspozytor ruchu, dyżurny stacji, manewrowy czy maszynista. O wymaganych kwalifikacjach na tych stanowiskach zdecyduje pracodawca – warszawskie metro.

Etap legislacyjny
Projekt skierowany do konsultacji