Nie wiem, na jakim etapie znajdują się prace nad zmianami ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Nie wygląda na to, by były zaawansowane, a w każdym razie nie toczy się w tej chwili na tyle ożywiona debata publiczna, by świadomość szykowanych zmian była powszechna.
A przecież każda poważniejsza zmiana w prawie wyborczym rodzi daleko idące konsekwencje, zaś reformy ogłaszane z zaskoczenia słusznie dają podstawy do oskarżeń o manipulacje, szczególnie jeśli nowelizacja następuje w okresie bezpośrednio poprzedzającym następne wybory.
W jednym z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego (K 31/06) stwierdzono, że zachowanie co najmniej półrocznego okresu pomiędzy ogłoszeniem zmian w prawie wyborczym a wyborami jest swoistym minimum minimorum, usprawiedliwionym nie w pełni jeszcze ukształtowanym systemem wyborczym. Orzeczenie to zostało wydane sześć lat temu ze świadomością, że nie w pełni odpowiada utrwalonym standardom europejskim. Wiem coś o tym jako współsprawozdawca w tamtej sprawie.