Radni, którzy jako adres korespondencyjny wskazują siedzibę urzędu gminy, narzekają, że urzędnicy otwierają kierowane do nich listy. Interpelację w tej sprawie skierował do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji poseł Krzysztof Jurgiel. Radni skarżą się parlamentarzyście, że pracownicy urzędów gmin naruszają tajemnicę korespondencji.

– Takie sytuacje mają miejsce nawet w przypadku, gdy jako adresata danego listu wskazano wyraźnie klub radnych – wskazuje poseł Jurgiel.

I pyta resort, czy pracownicy gminy mogą otwierać korespondencję radnych, jeśli ta jest dostarczona do ratusza, oraz jakie konsekwencje za to grożą.

Obowiązki radnych

Obowiązki radnych

źródło: DGP

Tajemnica na prośbę

Ministerstwo w osobie podsekretarza stanu Magdaleny Młochowskiej w odpowiedzi zaznaczyło, że nie ma kompetencji do dokonywania wiążącej interpretacji przepisów, wskazując tu raczej wojewodów.

Jednocześnie MAiC stwierdził, że należy założyć, że w większości przypadków mamy do czynienia z korespondencją urzędową (oficjalną). „Tym samym, w sytuacji podawania przez radnych do korespondencji adresu urzędu gminy, należy liczyć się z ewentualnością otwarcia korespondencji przez kancelarię urzędu” – uznał MAiC.

A taki adres korespondencyjny podają prawie wszyscy radni, bo też najczęściej tam pełnią swoje obowiązki przedstawicielskie: uczestniczą w posiedzeniach rady i komisji, dyżurują.

– Nie jest to wcale prosta sprawa. Z jednej strony mamy konstytucyjną ochronę korespondencji (art. 49 ustawy zasadniczej zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się, a ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony – przyp. red.), a z drugiej pragmatykę urzędniczą – podkreśla prof. Marek Chmaj, specjalista prawa konstytucyjnego i administracyjnego ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

– Klub radnych jest obsługiwany przez urząd gminy. Wiadomo, że jak poczta dostarczana jest do urzędu, to przesyłki trzeba otworzyć, opisać i skierować według rozdzielnika. Dlatego według mnie jest to bardziej problem kulturowy niż prawny, ponieważ jeżeli radni nie życzą sobie, aby otwierano kierowaną do nich korespondencję, to mogą to zastrzec – podpowiada ekspert.