Jest ono wykonaniem upoważnienia zawartego w art. 15 ustawy o efektywności energetycznej (Dz.U. z 2011 r. nr 94, poz. 551), której podstawowym celem jest zapewnienie oszczędności prądu.

– Mechanizmem wspierającym spełnienie tego celu jest system białych certyfikatów, który doprowadzić ma do zwiększenia oszczędności energii.

Ustawa nakłada obowiązek uzyskiwania świadectw na firmy sprzedające energię, odbiorców końcowych, którzy obracają energią na giełdzie towarowej, oraz na domy maklerskie, które realizują transakcje na giełdzie towarowej – wyjaśnia radca prawny Renata Robaszewska z kancelarii Robaszewska & Płoszka Radcowie Prawni.

Liczba certyfikatów koniecznych do uzyskania będzie uzależniona od ilości sprzedanej energii.

– Zmianie uległy wartości jednostkowej opłaty zastępczej. Ustalono je na poziomie 1 tys. zł za tonę oleju ekwiwalentnego (toe).

Jest to minimalna wielkość, która w opinii ministerstwa zapewnić ma uzyskanie do 2016 r. oszczędności energii finalnej na poziomie założonym przez ustawę – wskazuje mecenas Robaszewska.

I dodaje, że ustalenie niskich poziomów tej opłaty ma w założeniu podnieść popyt na świadectwa efektywności energetycznej.

Niebezpiecznie niski poziom może jednak skutkować postrzeganiem całego systemu białych certyfikatów – które można odsprzedawać – jako nieatrakcyjnego ekonomicznie.

Zgodnie z projektem koszty uzyskania świadectw albo poniesionej opłaty zastępczej uwzględnione zostaną w cenach prądu, ciepła lub gazu.

– Oznacza to wzrost cen energii dla odbiorców końcowych. Specjaliści mówią o 2 – 3 proc. podwyżce dla gospodarstwa domowego – zauważa Robaszewska.