– Pamiętajmy przy tym, że deregulacja nie oznacza wyłącznie wolnej amerykanki, zniesienia wszystkich wymogów dotyczących tych zawodów, lecz poszerzenie dostępu do nich.

Dlatego wolę mówić o dereglamentacji – wskazuje Jarosław Bełdowski, kierujący departamentem strategii i deregulacji w resorcie sprawiedliwości.

W każdym z ministerstw, które nadzorują zawody podlegające dereglamentacji, ma zostać wyznaczony wyższy urzędnik, oddelegowany do współpracy z resortem sprawiedliwości, który będzie analizował resortowe przepisy. Wiadomo już, że otwieranie zawodów ominie dwa ministerstwa: spraw zagranicznych i skarbu państwa.

Propozycje poszerzania dostępu do zawodów związanych z finansami – maklera giełdowego (także giełd towarowych), brokera, agenta ubezpieczeniowego, doradcy podatkowego i finansowego, biegłego rewidenta i aktuariusza – Ministerstwo Finansów chce zaś przygotować samo.

Jak zdradził wczoraj Jarosław Gowin, ułatwień w dostępie do swojej branży spodziewać się powinni także m.in. kolejarze i konserwatorzy zabytków.

W najbliższym czasie do ogłoszonego przed 10 dniami projektu deregulacyjnego, obok 49 profesjonalistów takich jak przewodnicy górscy, trenerzy sportu, bibliotekarze, dołączyć też może audytor energetyczny.

Wnioskuje o to resort gospodarki, argumentując, że liczba osób uprawnionych do wydawania tzw. świadectw energetycznych sprzedawanych lokali mieszkalnych powinna być większa.

W sumie w planach ministra sprawiedliwości jest otwarcie dostępu do kolejnych 200 profesji.

– Nie ma i nie będzie pełnej deregulacji zawodów, które zgodnie z dyrektywą 2005/36/WE zaliczają się do tzw. zawodów sektorowych: adwokat, radca prawny, lekarz weterynarii, lekarz, lekarz dentysta, farmaceuta, pielęgniarka, położna, architekt – podkreśla jednak Jarosław Bełdowski.