Dotyczą one trzech ustaw: o partnerstwie publiczno-prywatnym, o koncesji na roboty budowlane i usługi oraz prawa zamówień publicznych. To efekt współpracy Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z przedstawicielami samorządów i ekspertów w ramach „Platformy PPP”.

– Jeszcze w tym miesiącu zamierzamy przekazać rządowi zaakceptowany przez nas projekt zmian w tych przepisach – mówi Piotr Popa z MRR.

Zmiany mają dotyczyć m.in. wyboru procedur stosowanych przy wyłanianiu partnera prywatnego. Przez wiele lat powszechnie krytykowano konieczność stosowania prawa zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 113, poz. 759 z późn. zm.; dalej: p.z.p.).

Dlatego wprowadzono możliwość korzystania z dużo mniej restrykcyjnych procedur z ustawy o koncesji (Dz.U. z 2009 r. nr 19, poz. 101 z późn. zm.).

Stosuje się je, gdy główna część wynagrodzenia partnera prywatnego ma pochodzić z zysków osiąganych dzięki zarządzaniu tym, co powstanie w modelu PPP (np. ze sprzedaży biletów na wybudowany basen czy parking).

Jeśli większość wynagrodzenia stanowić ma zapłata ze strony partnera publicznego, wybór firmy następuje na podstawie p.z.p.

Problem w tym, że niekiedy dopiero po przeprowadzeniu całej procedury okazuje się, że początkowe założenia były zbyt optymistyczne.

– Strona publiczna, przygotowując postępowanie, zakłada, że uda się je przeprowadzić w drodze koncesji, bez dopłat lub z nieznacznymi dopłatami. W trakcie negocjacji może się zaś okazać, że projekt nie dopina się finansowo i trzeba wyłożyć więcej z publicznej kasy.

A wówczas całe postępowanie, które trwa już nierzadko półtora roku, trzeba unieważnić i wszcząć na nowo na podstawie p.z.p. – tłumaczy Ewa Bielecka, radca prawny z biura obsługi inwestorów w stołecznym ratuszu.

Według Agaty Kozłowskiej z firmy doradczej Investment Support nawet kilkanaście procent wszystkich postępowań trzeba ponawiać właśnie z tego powodu.

Projektodawcy proponują, by wybór partnera był zawsze możliwy w oparciu o przepisy p.z.p.

Zależałoby to od decyzji partnera publicznego. Jeśli byłby pewien, że inwestycja sfinansuje się sama lub przy nieznacznej jego pomocy finansowej – wybierałby przedsiębiorcę na podstawie ustawy o koncesji. Gdyby nie miał takiej pewności, zawsze mógłby skorzystać z p.z.p.

– Pozwoliłoby to uniknąć zarzutu przeprowadzenia postępowania w niewłaściwym trybie – mówi Bielecka. Nie wszyscy jednak widzą potrzebę takiej zmiany.

– Uważam, że jest to raczej ukłon w stronę przedsiębiorców. Gdy większość wynagrodzenia pochodzi ze środków publicznych, nie biorą oni na siebie ryzyka związanego ze zwrotem nakładów poniesionych na inwestycję – mówi Agata Kozłowska.

Preselekcja kandydatów

Przy stosowaniu p.z.p. partnera prywatnego najczęściej wybiera się w trybie dialogu konkurencyjnego. I tu pojawia się kolejny problem. Raz rozpoczęty dialog trzeba prowadzić ze wszystkimi firmami, które do niego zostały zaproszone.

Projektodawcy chcieliby to zmienić i wprowadzić możliwość eliminowania przedsiębiorców na poszczególnych etapach negocjacji. Prowadzenie dialogu z wieloma kontrahentami znacznie go bowiem wydłuża.

Zwłaszcza jeśli część z nich na pewnym etapie przestaje być zainteresowana projektem lub, co przyznają przedstawiciele samorządów, zgłasza się do postępowania tylko z ciekawości i chęci przetestowania rynku. Jeśli taka firma sama się nie wycofa, to w obecnym stanie prawnym nie można jej wykluczyć z postępowania.

Podobną rolę ma odgrywać zmiana przepisów ustawy wprowadzająca prekwalifikację kandydatów, czyli możliwość zapraszania do negocjacji tylko wybranych kandydatów.

Uelastycznieniu procedur ma także służyć zniesienie obligatoryjnych kryteriów oceny ofert.

Dzisiaj obowiązkowo trzeba brać pod uwagę podział zadań i ryzyk czy terminy i wysokość przewidywanych płatności podmiotu publicznego, jeśli takie są przewidywane.

Po zmianach urzędnicy mogliby swobodnie określać, jakie kryteria będą sensowne dla danej inwestycji.