Autopromocja

Stępień: Szara rzeczywistość polskiego modelu procesu karnego

Jerzy Stępień
Jerzy StępieńDGP
16 stycznia 2012

Ostatnie zamieszanie na najwyższych stanowiskach prokuratorskich jeszcze jakiś czas potrwa. W pewnej jednak chwili zainteresowanie mediów osłabnie, znużeni poczują się także politycy i wszystko zapewne powróci do dawnej normy, czy raczej nienormalności.

Może za kilka, kilkanaście miesięcy znowu da o sobie znać wpisany niejako w strukturę najwyższych władz prokuratury konflikt, zmierzający do kolejnego przesilenia (czy da się dwóm paniom służyć?). Tymczasem każdego dnia toczą się śledztwa i dochodzenia; każdego dnia dziesiątki tysięcy ludzi stykają się z organami wymiaru sprawiedliwości nie za pośrednictwem telewizji czy gazet, ale wprost – bezpośrednio i na własnej skórze doświadczając, jako podejrzani, oskarżeni, świadkowie oraz biegli sądowi, czym polski model procesu karnego jest w rzeczywistości.

Zwykle wszczynają go policjanci. Na szczęście w coraz mniejszym stopniu przypominają dawnych milicyjnych stróżów prawa, nazywanych trafnie swego czasu władzą. Są dziś lepiej wykształceni i zdecydowanie lepiej rozumieją swoją pozycję w strukturach władzy publicznej, ale zaufanie ustawodawcy do czynności prowadzonych przez policję generalnie jednak nie wzrosło. Wszystkie policyjne czynności procesowe, a w szczególności zeznania świadków, muszą być powtórzone przez prokuratora, który również nie jest darzony przez polski proces karny – i co ważniejsze, przez jego utrwaloną praktykę – pełnym zaufaniem. Prokurator nie jest dawnym sędzią śledczym, w pewnym sensie tylko go udaje, ale ponieważ nie jest niezawisłym organem władzy sądowniczej, stąd konieczność podejmowania decyzji o areszcie przez sąd jako taki.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.