Nad stworzeniem rejestru firm transportowych pracuje Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Powstanie takiej bazy przewidują przygotowywane przez resort założenia do projektu nowelizacji ustawy o transporcie drogowym. Dzięki temu firma spedycyjna oraz przedsiębiorca, który chce zlecić przewiezienie towarów, będą mogli sprawdzić, czy na pewno korzystają z usług przedsiębiorcy z licencją, a nie fikcyjnej firmy.

Pewność tę zagwarantuje to, że do rejestru przedsiębiorcy nie będą wpisywać się sami. Dokona tego Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który wydaje licencje na międzynarodowy przewóz, oraz starosta – w przypadku firm z licencjami na transport krajowy.

Wymóg stworzenia centralnej bazy danych firm transportowych nakłada na wszystkie kraje Unii Europejskiej rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1071/2009, które obowiązuje od 4 grudnia 2011 r. Docelowo wszystkie rejestry w państwach Unii mają być ze sobą połączone.

Zgodnie z unijnym rozporządzeniem w rejestrze znajdą się również dane przedsiębiorców, którym zawieszono albo cofnięto licencje. Informacje o tym, że firma nie może świadczyć usług przewozowych (np. za przestępstwa lub naruszenie przepisów transportowych), będą widoczne w bazie przez dwa lata lub do chwili przywrócenia przewoźnikowi dobrej reputacji. Chodzi o to, by przedsiębiorca, który utracił prawo do świadczenia usług transportowych w jednym kraju Unii, nie otworzył takiej działalności w innym.

Maciej Wroński, dyrektor Biura Prawnego w Ogólnopolskim Związku Pracodawców Transportu Drogowego, przypomina, że branża od dawna postulowała stworzenie jawnego i ogólnodostępnego rejestru przedsiębiorców mających licencje na wykonywanie transportu drogowego.

– Brak takiej bazy ułatwia oszustwa i kradzieże. Zdarza się, że zlecenia biorą nieistniejące firmy. Posługują się wypożyczonymi lub kradzionymi pojazdami, a później okazuje się, że samochód wyparował wraz z ładunkiem – mówi Maciej Wroński.

Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji wyjaśnia, że podszywanie się pod firmy transportowe jest stosunkowo nową metodą kradzieży. Do jej rozkwitu przyczynił się internet.

– Nie bez winy są przedsiębiorcy zlecający przewóz. Zamieszczają ogłoszenia w internecie i dają się skusić niską ceną. Potem wynajmują tanich przewoźników, ale ich nie sprawdzają. Później okazuje się, że firma w ogóle nie istniała – mówi nasz rozmówca.

Nie wiadomo, jaka dokładnie jest skala zjawiska, bo policja nie ma szczegółowych danych. Przestępstwa tego rodzaju są bowiem wrzucane do jednego worka ze wszystkimi innymi fałszerstwami i kradzieżami. Mariusz Sokołowski przyznaje jednak, że to poważny i kosztowny problem. Tylko w jednej z rozpracowanych ostatnio przez policję spraw kradzieży ładunków wartość towaru została oszacowana na 15 mln zł.

Mariusz Sokołowski dodaje, że również przypadki podszywania się przestępców pod istniejące firmy nie należą do rzadkości.

– Zdarzyło się, że przestępcy dysponowali nie tylko sfałszowaną dokumentacją, ale nawet kombinezonami i ciężarówkami podobnymi do aut realnego przedsiębiorcy – opowiadaMariusz Sokołowski.

Tadeusz Wilk, dyrektor Departamentu Transportu w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, ostrzega, że rejestr nie stanie się panaceum na kradzieże ładunków.

– Niestety, przedsiębiorcy niedokładnie sprawdzają dokumenty przewoźnika, któremu powierzają swój towar – mówi Tadeusz Wilk.

Podobnego zdania jest Agnieszka Pietrzak, adwokat w kancelarii KKPW.

– Nie da się do końca wyeliminować patologii związanej z fałszowaniem dokumentów i podszywaniem się pod realnie istniejących przedsiębiorców – przekonuje nasza rozmówczyni.

Dodaje jednak, że utworzenie rejestru pomoże usprawnić administracyjną kontrolę nad przedsiębiorstwami transportowymi. Ułatwi też wyłapywanie tych, które dopuszczają się nadużyć.

Etap legislacyjny: Założenia do projektu