Dopóki na potrzeby walki o nowy elektorat składa się obietnice bez pokrycia, można to traktować jak teatr, który skończy się po wyborach. Gorzej, kiedy walcząc, wyrzuca się na śmietnik zdobycze cywilizacji.
Niektórzy politycy oburzają się na gwałtowne wizerunkowe zmiany swoich kolegów w trakcie kampanii wyborczej. Całkiem niesłusznie – czas przed wyborami to przecież okres poszukiwania nowego elektoratu. Do osiągnięcia sukcesu nie wystarczają zwykle zasoby elektoratu zawsze wiernego, a ten z kolei ma to do siebie, że skłonny jest wiele wybaczyć swojemu idolowi w trakcie łowów na grubszego zwierza.
Wolno więc, a nawet trzeba, żeby liderzy partii na pewien czas podawali się za kogoś innego, niż są w istocie, po to by mogli zidentyfikować się z nimi jacyś nowi potencjalni wyborcy. Wyborcy starzy znają swoich i doskonale wiedzą, kto zacz i o co mu chodzi. To właśnie na użytek nowo łowionych trzeba odegrać jakąś atrakcyjną dla nich rolę. Przecież od starożytności wiemy, że mundus vult decipi, ergo decipiatur (świat chce być oszukiwany, niech więc będzie oszukiwany).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.