W życie publiczne wkracza kolejne pokolenie obywateli, dla których władza nie jest od tego, by ukazywać im się z okazji świąt państwowych, ale jest grupą innych obywateli, którym trzeba patrzeć na ręce.
Ciekaw jestem, jak długo będziemy musieli czekać na ujawnienie przez Kancelarię Prezydenta Rzeczypospolitej opinii i ekspertyz wziętych pod uwagę w trakcie procesu decyzyjnego sfinalizowanego podpisem kończącym postępowanie legislacyjne w sprawie zmian w ustawach o OFE. Z ostatnich orzeczeń sądów administracyjnych jednoznacznie wynika, że „ekspertyzy prawne, ekonomiczne i socjologiczne, które zostały sporządzone dla poszerzenia wiedzy prezydenta w społecznie kontrowersyjnej problematyce świadczeń emerytalnych, stanowią informację publiczną”. Chyba trudno o większą precyzję wskazania, co w tym przypadku jest informacją publiczną podlegającą ujawnieniu. Rzecz zresztą wyjaśniona została już dawno; kilka lat temu Naczelny Sąd Administracyjny równie dobitnie orzekł, że „informacją publiczną są nie tylko dokumenty bezpośrednio zredagowane lub technicznie wytworzone przez organ administracji publicznej, (...) ale także te dokumenty, których organ używa do zrealizowania powierzonych mu prawem zadań, nawet gdy prawa autorskie należą do innego podmiotu”(I OSK 517/06).
Kancelaria Prezydenta może teraz podporządkować się orzeczeniu albo wnosić kasację. Otoczenie prezydenta przegrało proces z Markiem Domagałą. Oto właśnie w życie publiczne wkracza kolejne pokolenie młodych obywateli, którzy nie czekają na dobrą wolę rządzących, a po prostu biorą sprawy w swoje ręce, robiąc dobry użytek ze zdobytej już na uniwersytecie wiedzy. Dla nich władza publiczna nie ukazuje się obywatelom od czasu do czasu z okazji świąt państwowych czy innych symbolicznych bądź propagandowych okazji, wychodząc spoza ikonostasu fasad gmachów publicznych, ale jest grupą innych obywateli, którym i na co dzień, i od święta trzeba bezustannie patrzeć na ręce.