O tym, że za długi trzeba płacić, wie każdy. Za finanse wspólnoty mieszkaniowej odpowiada w gruncie rzeczy każdy jej członek – właściciel lokalu. Gdy comiesięczne zaliczki przestaje płacić jeden z nich, jego zobowiązania muszą regulować pozostali członkowie wspólnoty.
Reklama
Członek wspólnoty mieszkaniowej z mocy prawa zobowiązany jest do wnoszenia zaliczek, które są przeznaczane na pokrycie wspólnych zobowiązań. Wspólnota, co do zasady, nie prowadzi działalności gospodarczej i ma ograniczone możliwości zasilania wspólnotowej kasy. Wspólnota tak jak każdy inny podmiot prawa musi na bieżąco regulować swoje zobowiązania. Gdy tego nie czyni, pojawiają się problemy. Przy tym obowiązuje jedna zasada: im dług jest większy, tym większy jest problem. Nic wielkiego się jeszcze nie dzieje, jeżeli do nieuregulowanego zobowiązania doliczane są tylko odsetki. Gorzej, jak z powodu niezapłaconej faktury firma sprzątająca odmówi odbioru nieczystości czy miejskie przedsiębiorstwo wodociągowe przestanie dostarczać wodę.
Gdy obowiązkowe comiesięczne zaliczki przestaje płacić jedna osoba, jej zobowiązania muszą regulować pozostali członkowie wspólnoty. Bo przecież dostawcy mediów dla wszystkich mieszkańców bloku nie będzie interesowało, że ktoś nie zapłacił. Musi dostać należność za całą fakturę. W przeciwnym razie przestanie świadczyć swoje usługi. Zarządcy wspólnot ścigają więc niesolidnych właścicieli po sądach, domagając się od nich proporcjonalnego pokrycia kosztów funkcjonowania wspólnoty.
A trzeba podkreślić, że dłużników z roku na rok przybywa. Nie tylko wspólnotom. Z dostępnych danych wynika, że długi Polaków przekroczyły już 25 miliardów złotych. Zobowiązania te wynikają m.in. z niezapłaconych rachunków za energię elektryczną, gaz, usługi telekomunikacyjne czy właśnie czynsze za mieszkanie. Nic więc dziwnego, że dysponując wyrokiem zasądzającym należności, wspólnota po bezskutecznych upomnieniach dłużnika sprawę w końcu kieruje do komornika. To przecież organ państwowy zajmujący się przymusową egzekucją. I wcale nie jest tak, że wspólnota za niespłacone w stosunku do niej należności chce komuś zabrać mieszkanie. Bo takie przypadki w praktyce to sprawy sporadyczne. Wspólnota chce odzyskać pieniądze, które służą również mieszkającemu w niej dłużnikowi. A tak już się to w polskiej mentalności przyjęło, że dopiero poważne konsekwencje najlepiej obrazują grożące niebezpieczeństwo. Stąd wspólnoty straszą egzekucją z zajmowanej przez dłużnika nieruchomości. W większości taki sygnał skutecznie dopinguje dłużnika do spłaty zaległości. Ci jednak, którzy w dalszym ciągu unikają zapłaty, muszą się liczyć ze wszystkimi konsekwencjami. Z utratą mieszkania włącznie.