- Izba Dyscyplinarna SN podejmując decyzję w sprawie Igora Tulei, nie tylko pozwoliła na niszczenie konkretnego człowieka, ale także doszczętnie zniszczyła autorytet wymiaru sprawiedliwości - mówi w rozmowie z DGP Beata Morawiec, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, członek Krajowej Rady Sądownictwa w latach 2002 – 2010, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”.
Reklama
W zeszłym tygodniu Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego uchyliła immunitet sędziemu Igorowi Tulei. Zaskoczyło to panią?
Szczerze powiedziawszy, byłam mocno zaskoczona tą decyzją. Wydawało mi się bowiem, że skoro te tzw. zarzuty, jakie chce się postawić sędziemu Tulei, są tak mocno naciągane, to nawet ta upolityczniona izba nie zdecyduje się spełnić żądań prokuratury. ID SN podejmując tę decyzję, nie tylko pozwoliła na niszczenie konkretnego człowieka, ale także doszczętnie zniszczyła autorytet wymiaru sprawiedliwości.
Igor Tuleya dołączył do grona sędziów, którym prokurator będzie mógł postawić karne zarzuty. Pani również do tej grupy należy.
I można się spodziewać, że z czasem będzie się ono powiększać. Sprawa Igora Tulei to doskonały przykład na to, w jaki sposób dzisiejsza władza walczy z sędziami, zaprzęgając do tej walki wszystkie organy państwowe, nad którymi ma kontrolę – począwszy od prokuratury, poprzez rzeczników dyscyplinarnych, a skończywszy na upolitycznionej ID SN. Najpierw próbuje się sędziów zastraszać, stawiając im zarzuty dyscyplinarne, a gdy to nie działa, wytacza się cięższe działa i zaczyna się ich ścigać karnie. W tym celu szuka się na nich jakichś bzdurnych haków, tak jak to było w mojej sprawie, albo – tak jak w przypadku sędziego Tulei – ściga się ich za coś, co nigdy nie było i być nie może przestępstwem, a więc za decyzje orzecznicze.
Prokuratura twierdzi jednak, że sędzia, decydując o wpuszczeniu mediów na salę sądową, naraził dobro prowadzonego przez nią śledztwa.
Można się spierać o to, czy sędzia Tuleya podjął prawidłową decyzję, czy nie. Można twierdzić, że naruszył w ten sposób przepisy. Ale właśnie po to mamy postępowanie dyscyplinarne, aby to zbadać i, gdy przypuszczenia się potwierdzą, adekwatnie sędziego ukarać. Jak jednak można twierdzić, że sędzia popełnił przestępstwo, skoro skorzystał jedynie z przysługującego mu prawa? Przecież art. 95b kodeksu postępowania karnego wyraźnie stanowi, że to sąd decyduje o tym, czy posiedzenie odbędzie się jawnie, czy nie. Tymczasem z decyzji ID SN wynika, że sąd nie ma prawa podjąć takiej decyzji w sposób niezawisły, że musi kierować się tym, czego oczekuje od niego prokuratura! To przecież postawienie spraw na głowie. Na dodatek ID SN pozwoliła ścigać karnie sędziego Tuleyę za zastosowanie przepisu, po który przecież sama sięgnęła, decydując o odtajnieniu środowego posiedzenia.
Czy w takim razie sędziowie ID SN powinni obawiać się, że prokuratura będzie próbowała ścigać ich za tę decyzję?
Myślę, że zanim ją podjęli, zapytali o pozwolenie prokuratora. I ten najwyraźniej się zgodził. Tak więc mogą spać spokojnie.
Uzasadniając uchwałę ID SN, Piotr Niedzielak mówił, że jeśli chodzi o zachowanie sędziego Tulei, za które będzie on mógł być ścigany, to było ono „po prostu ewidentne i nie trzeba prowadzić żadnych szczególnych dowodów, żeby uznać, że to uzasadnione podejrzenie popełnienia przez sędziego tego czynu zachodzi”.
Taka argumentacja jest dla mnie, jako sędziego, szokująca. Przecież aby uchylić immunitet, najpierw trzeba przeprowadzić bardzo szczegółowe badanie w celu ustalenia, czy w ogóle istnieje podejrzenie popełnienia przez sędziego czynu zabronionego. To podejrzenie musi być poparte naprawdę twardymi dowodami. Każdy prawnik to wie. To prawnicze abecadło. A przecież pan Niedzielak jest jedną z niewielu osób zasiadających w Izbie Dyscyplinarnej, która ma przygotowanie sędziowskie. Nie rozumiem, co takiego musiało się stać, że odrzucił wszystko, czego nauczył się za stołem sędziowskim, zanim trafił do tego upolitycznionego organu, jakim jest ID SN.
Sędzia Niedzielak przyznał również, że „przedmiotowa sprawa jest niezwykle ocenna (...) i szczerze powiedziawszy, wniosek prokuratora w tym zakresie jest co najmniej niedopracowany, zarówno w tej warstwie samego opisu czynu, jak i w warstwie uzasadnienia”.
To jest po prostu skandal i dowód na to, że ta decyzja nie ma nic wspólnego z prawem, a jest po prostu spełnieniem oczekiwań prokuratury, która to prokuratura na dodatek nawet nie potrafi w sposób prawidłowy sformułować swoich żądań! Wniosek więc jest jeden: prokuratorzy mogą robić, co im się tylko podoba. I biada sędziemu, jeżeli jakaś jego decyzja będzie nie w smak rządzącym. Mimo to są jeszcze sędziowie niezłomni, których nie da się zastraszyć i którzy nadal będą orzekać zgodnie z przepisami prawa i własnym sumieniem, a nie pod dyktando prokuratury.
Sędzia Tuleya przyszedł w czwartek do Sądu Okręgowego w Warszawie i, mimo uchwały ID SN, chciał nadal orzekać. Skutecznie mu to jednak uniemożliwiono. Czy w pani przypadku też tak było?
Tak, prezes mojego sądu Dagmara Pawełczyk-Woicka podjęła szereg kroków, żeby mi to uniemożliwić.
Na jakim etapie jest pani sprawa?
Złożyłam już zażalenie na uchwałę ID SN uchylającą mi immunitet. Co ciekawe, po złożeniu tego zażalenia otrzymałam z izby pismo, z treści którego wynikało, że zostało ono przyjęte jako złożone w terminie. A przecież w prawie karnym procesowym nie ma instytucji przyjęcia zażalenia! A żeby było jeszcze śmieszniej, razem z tym pismem przesłano mi odpis mojego własnego zażalenia i pouczono, że… mogę na nie odpowiedzieć! Szkoda, że jeszcze nie wyznaczono mi terminu, w jakim sama sobie mogę odpowiedzieć. Z kolei przesyłając mi odpis uchwały, pouczono mnie, że mogę złożyć zażalenie w terminie siedmiu dni od dnia – uwaga (!) – „doręczenia do tut. Sądu”! To najlepiej świadczy o profesjonalizmie tej izby.
Będzie pani dochodzić swoich praw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka?
Zapewne. Ja już nawet mam gotową treść skargi do ETPC. Muszę jeszcze tylko poczekać na prawomocne rozstrzygnięcie ID SN.