Pokazanie w treści zarzutu, co właściwie kwestionuje skarżący, jest bardzo istotne. Tym bardziej teraz, gdy mamy zwięzłe uzasadnienia na formularzu - mówi Zbigniew Kapiński, sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Jakie są najczęstsze błędy pełnomocników w pismach procesowych lub podczas wystąpień na salach sądowych? Chodzi zarówno o obrońców oskarżonych, jak i pełnomocników oskarżycieli posiłkowych w postępowaniu karnym.
Można wskazać dwa rodzaje takich błędów. Zgodnie z art. 433 kodeksu postępowania karnego sąd odwoławczy rozpoznaje sprawę w granicach zaskarżenia i podniesionych zarzutów. W tym obszarze zdarza się, że skarżący poprzez zarzut błędu w ustaleniach faktycznych, który służy tylko do kwestionowania elementów strony przedmiotowej i podmiotowej, czyli zdarzenia (czas, miejsce, sposób działania, skutki itd.), kwestionuje kwalifikację prawną czynu albo ocenę dowodów. Inaczej mówiąc, używa niewłaściwego rodzajowo zarzutu do kwestionowania określonych elementów wyroku. Zamiast postawić zarzut obrazy prawa materialnego służący do kwestionowania kwalifikacji czynu, zarzuca błąd w ustaleniach faktycznych. Albo zamiast postawić zarzut obrazy prawa procesowego, poprzez który podważałby dokonaną przez sąd I instancji ocenę danego dowodu, powołuje się na błąd w ustaleniach faktycznych i poprzez niego kwestionuje tę ocenę. Ten rodzaj błędów polega więc na użyciu niewłaściwego rodzajowo zarzutu do tego, by pokazać określony problem i zaatakować dany element orzeczenia.
A drugi rodzaj błędów?
Reklama
Drugi problem to formułowanie zarzutów. Jeśli adwokat, radca prawny czy prokurator (bo wszyscy są uprawnieni do wnoszenia apelacji) podnosi właściwy rodzajowo zarzut z art. 7 k.p.k., poprzez który chce zaatakować ocenę dowodów, to często zdarza się, że zarzut ten jest tak zredagowany, że nic konkretnie z niego nie wynika. Tymczasem pokazanie w treści zarzutu, co właściwie kwestionuje skarżący, jest bardzo istotne. Tym bardziej teraz, gdy mamy bardziej zwięzłe uzasadnienia na formularzu. Sąd I instancji nie rozpisuje się, ale w sposób ogólny pisze, że dał wiarę zeznaniom pokrzywdzonego, bo są one konsekwentne, stanowcze, jednoznaczne i znajdują oparcie w materiale dowodowym. I jeśli autor apelacji nie zgadza się z tą oceną, powinien dotknąć istoty problemu. Zarzut powinien dotyczyć tego, że wbrew twierdzeniom sądu te zeznania są wewnętrznie sprzeczne, niekonsekwentne i nie znajdują oparcia w materiale dowodowym. Prawidłowo sformułowany zarzut obrazy art. 7 k.p.k., który jest bardzo często podnoszony, powinien zawierać dwa elementy: które dowody są kwestionowane i w czym przejawia się dowolność ich oceny. Natomiast zdarza się, że skarżący pisze tak: „zarzucam obrazę art. 7 k.p.k. poprzez dokonanie dowolnej oceny całokształtu zebranych w sprawie dowodów i ustalonych okoliczności”. I nie wiadomo konkretnie, do czego ten zarzut ma się odnosić.

Reklama
Inne przykłady?
Wymienia się wiele przepisów w treści zarzutu. Jest to bardzo częste przy zarzutach obrazy prawa procesowego. Skarżący wylicza: art.2, art. 4, art. 5, art. 7, art. 9, art. 92, art. 193, art. 410 i dochodzi aż do art. 424 k.p.k., natomiast w treści zarzutu nie wskazuje, na czym obraza każdego z nich polega. Albo odnosi się tylko do jednego z kilku czy kilkunastu wymienionych przepisów. Wtedy sąd odwoławczy zadaje sobie pytanie, po co przywołano pozostałe, skoro nie wskazano, w czym się przejawia obraza każdego z nich.
Chodząc na rozprawy, mam czasem wrażenie, że w apelacji pełnomocnik podnosi bardzo wiele zarzutów albo formułuje zarzuty nieco na siłę, choć nie mają one wielkich szans powodzenia.
Takie wrażenie faktycznie można odnieść. Procedura karna jest sformalizowana. W art. 438 k.p.k. jest zamknięty katalog zarzutów stanowiących względne przyczyny odwoławcze. Są też określone reguły stawiania zarzutów. Jako fachowy, profesjonalny podmiot skarżący powinien się na coś zdecydować. Jeśli np. kwestionuje ustalenie, że oskarżony dokonał rozboju, to nie może jednocześnie kwestionować kwalifikacji prawnej. Bo kanon orzecznictwa mówi, że zarzut obrazy prawa materialnego, czyli właśnie kwestionowanie kwalifikacji prawnej, może mieć miejsce, tylko jeśli oskarżony akceptuje w całości ustalenie faktyczne. W związku z tym postawienie wszystkich rodzajowych zarzutów naraz moim zdaniem osłabia apelację. Żartobliwie mówiąc, jeżeli skarżący kwestionuje ustalenia faktyczne, to twierdzi np., że jego klienta nie było na miejscu zdarzenia, ale gdyby przypadkiem sąd ustalił, że on tam był, to stawia też zarzut błędnej kwalifikacji czynu. A „z daleko posuniętej ostrożności procesowej” jeszcze zarzut rażącej niewspółmierności kary na wypadek, gdyby sąd jednak ustalił, że on tam był, a kwalifikacja jest prawidłowa.
Co w tym złego?
Gdy się patrzy na te wszystkie zarzuty z punktu widzenia sądu odwoławczego, to można się zastanowić, do którego z nich jest przywiązany skarżący, skoro stawia ich dużo, na zasadzie „a może któryś chwyci”. W prawidłowo i profesjonalnie sporządzonej apelacji nie powinno tak być. Skarżący powinien wiedzieć, co dokładnie sąd I instancji zrobił nieprawidłowo. Czy dokonał błędnych ustaleń, czy też ustalenia są prawidłowe, ale dokonał błędnej subsumpcji, czy może problem tkwi w karze, gdyż sąd nie uwzględnił jakichś okoliczności łagodzących lub obciążających bądź też nie nadał im właściwego znaczenia. Często też przy zarzutach co do kary odnosi się wrażenie, że ona się po prostu skarżącemu nie podoba. A przepisy mówią przecież o rażącej niewspółmierności. Żeby sąd odwoławczy zmienił wyrok w zakresie kary, autor apelacji musi więc wykazać, że ta kara nosi cechy rażącej niewspółmierności, a nie, że np. orzeczono cztery lata, a jego zdaniem to powinno być trzy i pół roku. W przypadku niektórych uchybień mam wrażenie, że pewne nawyki utarły się przez lata i nawet zmiana przepisów, która weszła w życie kilka lat temu, nie przynosi skutków.
Na przykład?
Od 1 lipca 2015 r. obowiązuje przepis art. 437 par. 2 k.p.k. Określa on jasno trzy sytuacje, w których można wnosić o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Natomiast w wielu apelacjach pojawiają się wnioski nieuwzględniające tego przepisu, a wręcz z nim sprzeczne, bo np. skarżący podnosi zarzut dotyczący kwalifikacji prawnej czynu albo wymiaru kary i wnosi o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Taki wniosek jest wbrew treści wspomnianego przepisu. Nagminnie jest też stawiany zarzut dotyczący uzasadnienia wyroku (z art. 424 k.p.k.) w sytuacji, gdy mamy przepis art. 455a k.p.k., który mówi o tym, że ewentualne wady i uchybienia w zakresie uzasadnienia nie mogą stanowić podstawy do uchylenia wyroku. Nawet więc gdyby sąd odwoławczy stwierdził wadę uzasadnienia, to może je ewentualnie odesłać sądowi I instancji, by ten je uzupełnił, bo ma taką możliwość. Ale nie może z tego powodu wyroku uchylić.
Do naszej rozmowy zainspirowała mnie lektura jednego z orzeczeń, w których był pan sprawozdawcą. W uzasadnieniu wytyka pan pełnomocnikowi właśnie złe sformułowanie zarzutów. Często się panu zdarza taka krytyka pełnomocników?
Ja tego nie traktuję jako krytyki w potocznym rozumieniu. W uzasadnieniu pisemnym i ustnych motywach wygłaszam stanowisko, że od profesjonalnego podmiotu, jakim jest adwokat czy radca prawny, strona ma prawo oczekiwać profesjonalnego podejścia do danej sprawy. Więc jeśli ktoś decyduje się wnieść apelację, uznając, że są do tego podstawy i formułuje zarzuty, to powinno być to zrobione profesjonalnie, czyli w taki sposób, żeby zarzut był właściwy rodzajowo i dotykał istoty problemu. Trzeba zdawać sobie sprawę, że sąd odwoławczy rozpoznaje sprawę w granicach zaskarżenia i postawionych zarzutów i tylko w czterech przypadkach może wyjść poza te granice. Z tego względu sposób zredagowania zarzutów może mieć znaczenie dla skuteczności tej apelacji. Ta krytyka ma więc na celu podnoszenie poziomu z jednej strony orzecznictwa sądów I instancji, a z drugiej – działania pełnomocników. To jest w interesie stron i sądu odwoławczego. Bo jeśli czytam apelację, która ma prawidłowo zredagowane zarzuty i dotyka istoty problemu, to widać, że ona wyszła spod ręki kogoś, kto ma wiedzę i praktyczne umiejętności. Wtedy jest szansa na to, że wskazane uchybienia zostaną skorygowane. Bo taka jest rola sądu II instancji. Aby móc wyeliminować uchybienia, w apelacji muszą być podniesione właściwe rodzajowo zarzuty. Sąd dostrzega z urzędu tylko bezwzględne uchybienia, te względne zasadniczo tylko wtedy, gdy podniesie je strona. I stąd to moje trochę szkoleniowe podejście. Jeżeli ktoś już popełnił błąd, bo ma takie nawyki, to warto, by wyciągnął wnioski i go skorygował.
Niedawno opisywałem skargę konstytucyjną kwestionującą przepis, na mocy którego adwokatowi z urzędu zasądzono dwa razy niższe koszty zastępstwa niż temu z wyboru. Jednym z argumentów za wyrównaniem stawek był większy nakład pracy tego z urzędu, gdyż jego apelacja miała kilkanaście stron, a odpowiedź na nią dwie. Dłuższe znaczy lepsze?
Nie podzielam tego poglądu, bo liczy się przede wszystkim merytoryczna zawartość. Sąd Najwyższy już kiedyś wypowiedział się, w odniesieniu do kasacji, że jej się nie mierzy ani nie waży, bo liczy się treść. Można tak powiedzieć też o apelacji. Pamiętam uchwały Sądu Najwyższego z lat 70. i 80., które zawierały dwie strony wywodów, ale wszystko było tam klarownie i w zrozumiały sposób wyłożone. W uzasadnieniach wyroku dążymy do tego, żeby nie było rozwlekłości, zarówno w sądzie I instancji, jak i w sądzie odwoławczym, ale też, żeby uzasadnienie było zrozumiałe dla stron i profesjonalistów. Nie przekonuje mnie argument, że musi być „dużo”. Wystarczy jeden zarzut naruszenia prawa materialnego, w którym skarżący wykaże, że nie zostały spełnione znamiona występku przypisywanego oskarżonemu, by był on skuteczny. Pamiętam apelacje na 200 stron, które były nieskuteczne. Skarżący dotykał wszystkich możliwych kwestii, ale bez skutku. Orzekam już od 20 lat i patrzę na pisma procesowe przez pryzmat merytorycznej zawartości, a nie objętości. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych wklejenie cytatów z orzecznictwa nie jest trudne. Dla mnie najważniejsza umiejętność to dostrzeżenie problemu, wyrażenie go w treści zarzutów i apelacji tak, by był zrozumiały, żeby ze środka zaskarżenia jasno wynikało, że błąd występuje i ma znaczenie.
Mówił pan, że błędy wynikają ze złych nawyków. Kiedy pełnomocnicy je sobie wyrabiają? Jeszcze na etapie aplikacji?
Trudno to dokładnie zdiagnozować. Zajęcia z aplikantami mają doświadczeni adwokaci z pewnymi nawykami. Więc jeśli ci prowadzący, mający pewien określony sposób pisania, przekazują go dalej, to aplikant też będzie miał takie nawyki. Oczywiście w toku kariery powinien wyciągać wnioski, słuchając tego, co sąd mówi lub czytając uzasadnienia. Ale można domniemywać, że część tych nawyków powstaje właśnie na etapie szkolenia.
Czy jest jakaś różnica w błędach popełnianych przez radców i adwokatów?
Jest duży postęp w redakcji treści zarzutów i poziomu merytorycznego apelacji sporządzanych przez radców prawnych w porównaniu z tym, co było jeszcze kilka lat temu. Na początku zdarzały się kardynalne błędy, które aż raziły. Pamiętam wyrok uniewinniający sądu I instancji, od którego odwołał się pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, wnosząc o zmianę wyroku i skazanie przez sąd odwoławczy. Złożył więc wniosek niemożliwy do realizacji, bo nie można skazać w II instancji osoby uniewinnionej. Z takimi uchybieniami już się obecnie nie spotykam, choć były kiedyś, gdy dla radców prawnych pisanie apelacji w sprawie karnej, czyli mierzenie się z materią, z którą na co dzień nie mieli do czynienia, było czymś nowym. Oczywiście jest to kwestia włożenia odpowiedniego wysiłku i przygotowania. Uważam, że poziom w tym zakresie wzrasta.
Czy można powiedzieć, że przyczyną większości błędów jest zbytnia ostrożność? Pełnomocnik boi się wybrać jedną linię argumentacji, więc stawia bardzo szerokie zarzuty?
Trudno mi powiedzieć, czy to ostrożność. Patrzę na to z innej strony. Czasem trudno określić, dlaczego dany zarzut został podniesiony. Zdarza się, że pełnomocnik pisze „z ostrożności”, ale tak naprawdę nie wiadomo, co nim kieruje. Moim zdaniem po prostu nie dostrzega uchybień, co do których powinien być pewny. I nie do końca wierzy w to, co pisze. Mimo orzecznictwa w tej sprawie wciąż zdarzają się apelacje na zasadzie „ten zarzut nie chwyci, to może drugi”. W postępowaniu karnym to nie jest dobra metoda ze względu na reguły, o których mówiłem. Wykluczają one jednoczesne stawianie różnych rodzajowo zarzutów, np. kwestionowania ustaleń faktycznych i kwalifikacji prawnej. Można to odebrać tak, że skarżący sam nie jest przekonany, czy w ogóle są uchybienia, a jeśli są, to jakie. Wskazuje się więc wszystkie domniemane uchybienia, a przecież rzadko się zdarza, by sąd I instancji zrobił wszystko źle: nieprawidłowo ustalił stan faktyczny, błędnie go zakwalifikował i wymierzył niewspółmierną karę. A tak wynikałoby z apelacji.