Na razie Prokuratura Krajowa nie będzie mogła postawić sędziemu zarzutów karnych związanych z jego procedowaniem w głośnej sprawie z 2016 r. dotyczącej głosowania w sejmowej Sali Kolumnowej. Igor Tuleya uchylił wówczas decyzję prokuratora o umorzeniu śledztwa w tej sprawie. Niedługo później PK złożyła wniosek o uchylenie mu immunitetu. – Wniosek prokuratury nie został uwzględniony, nie został uchylony immunitet, uznano, że pan sędzia Igor Tuleya działał zgodnie z prawem, w ramach swoich kompetencji – mówił po ogłoszeniu uchwały ID SN Jacek Dubois, jeden z pełnomocników sędziego.

Wątpliwe zarzuty

PK chciała postawić Igorowi Tulei zarzuty niedopełnienia obowiązków, przekroczenia uprawnień i bezprawnego rozpowszechniania informacji z postępowania przygotowawczego. Winą sędziego miało być to, że dopuścił media do udziału w posiedzeniu, na którym zapadła decyzja o uchyleniu postanowienia prokuratora. Wielu prawników uznało te zarzuty za absurdalne.

– To, że sędzia działał zgodnie z uprawnieniami, było widoczne dla laika już na pierwszy rzut oka. Dla nas problemem jest to, że taki zarzut został w ogóle postawiony, że podjęto próbę uchylenia immunitetu niezawisłego sędziego w ramach jego działalności orzeczniczej – podkreślał mec. Dubois.

Zanim doszło do wydania przez ID SN uchwały, pełnomocnicy Tulei złożyli wniosek o wyłączenie sędziego Jacka Wygody, który orzekał w tej sprawie jednoosobowo. Powołali się przy tym na wydane przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej postanowienie zawieszające ID SN oraz na styczniową uchwałę trzech połączonych izb SN, w której stwierdzono, że ID SN nie jest sądem. Wniosek ten jednak nie był procedowany.

W trakcie posiedzenia, które było niejawne, pełnomocnicy sędziego starali się wykazać nielogiczność zarzutów formułowanych przez prokuraturę. – De facto nasze wystąpienia były oskarżeniem prokuratury o nadużycie prawa. Uczciwa analiza zachowania pana sędziego wskazuje, że postąpił on zgodnie z normami. Konstruowanie jakiegokolwiek zarzutu jest represją za jego zachowanie nieodpowiadające władzy i próbą złamania kręgosłupa, nałożenia kagańca na niezawisłych sędziów – uważa mec. Dubois.

Sędziowie konsekwentnie

Również ogłoszenie uchwały miało charakter niejawny, nie wiadomo więc, co przeważyło, że ID SN nie uwzględniła wniosku prokuratury. Wczorajsze rozstrzygnięcie jest jednak nieprawomocne, a pełnomocnicy sędziego spodziewają się, że prokuratura je zaskarży (patrz: grafika).

Sędzia Tuleya już po ogłoszeniu rozstrzygnięcia (sam nie stawił się przed ID SN) podkreślał, że ono nie zmienia jego osądu na temat izby.

– Podobno w biznesie obowiązuje zasada, że pierwszy milion trzeba ukraść, a później jest się legalnie działającym przedsiębiorcą. Ale w wymiarze sprawiedliwości to nie obowiązuje. To nie jest tak, że jeśli ukradnie się urząd sędziego, ukradnie się niezawisłość sędziowską, jeżeli ktoś w sposób bezprawny, zasiadając w nie-sądzie, przypadkowo wyda słuszną decyzję, to stanie się sędzią – mówił Igor Tuleya. Podkreślał, że jego zdaniem ID SN nie jest legalnym sądem, ci, którzy w niej zasiadają, nie są legalnymi sędziami, a zatem decyzja, która zapadła w jego sprawie, nie jest legalną decyzją.

– Najbardziej bulwersujące jest to, że ta sprawa w ogóle została wyznaczona przez tzw. ID. To jest złamanie obowiązującego prawa, złamanie orzeczenia TSUE – przekonywał sędzia Tuleya.

Podobnego zdania był Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Jak podkreślał, ta sprawa to efekt tego, że minister sprawiedliwości upolitycznił prokuraturę, wyznaczył swoich rzeczników dyscyplinarnych, którzy ścigają sędziów, a prezydent powołał do ID SN sędziów, którzy teraz muszą wydawać orzeczenia na zamówienie polityczne.

– Ile jeszcze takich procesów musi mieć miejsce, żebyśmy się w końcu obudzili? – pytał sędzia Markiewicz.

Jeden z tzw. starych sędziów SN w rozmowie z DGP postawił tezę, że być może uchwałą w sprawie Igora Tulei ID próbuje się uwiarygodnić.

Zbyt rozmowni w kwestii wczorajszego rozstrzygnięcia ID SN nie byli natomiast przedstawiciele resortu sprawiedliwości. Jeden z nich nie krył zaskoczenia, gdy dowiedział się o jego treści. Ostatecznie nie zdecydował się jednak na komentarz w tej sprawie.