- Nakaz stosowania się do decyzji władz występuje w wielu środowiskach zawodowych. Mamy choćby art. 61 kodeksu etyki radcy prawnego, który obowiązuje także pana ministra Kaletę jako członka tego samorządu - mówi w rozmowie z DGP Rafał Dębowski, sekretarz Naczelnej Rady Adwokackiej.
DGP
Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta zapowiedział w wywiadzie na łamach DGP („To propozycja autorytarna. Nakłada na adwokatów cenzurę”, 11 maja 2020 r.), że jeśli w nowym kodeksie etyki adwokackiej znajdzie się przepis, który zabrania adwokatom postępowania rażąco sprzecznego z uchwałami organów samorządu, to resort ten kodeks zaskarży. Jak pan się do tego odniesie?
Adwokatura zorganizowana jest na zasadzie samorządu. To oznacza, że wszystkie decyzje, w tym decyzje w sprawie ustalenia zasad etyki, podejmuje sam samorząd. Nikt inny. Zależy nam na tym, by nowy kodeks etyki adwokackiej był wynikiem szerokiego kompromisu naszego środowiska. Dlatego przedstawiliśmy do konsultacji projekt opracowany przez Komisję Etyki. Na uwagi czekamy do lipca. Finalnej wersji, która będzie procedowana, jeszcze nie znamy, bo nie wiemy, jakie uwagi spłyną i jakie będą dalsze rekomendacje w tym zakresie. Nasze zadanie sprowadza się do tego, by przyjąć regulacje adekwatne do norm obowiązujących w naszym środowisku. W kodeksie etyki musimy bowiem właściwie opisać minimalny wzorzec etyczny obowiązujący adwokata. Odnosząc się do poruszonej przez pana ministra treści projektowanego par. 52 ust. 2, to moim zdaniem zapowiedź zaskarżenia całego kodeksu przez wzgląd na tę jedną normę jest dalece przedwczesna. Problem polega m.in. na tym, że zaproponowana w projekcie norma łagodzi zasady etyczne w stosunku do obecnie obowiązujących w par. 63 kodeksu. Dziś normy etyczne nakazują adwokatowi stosowanie się do uchwał samorządu. Jeśli się zestawi te dwa przepisy – proponowany i obowiązujący, to doskonale widać, że powinność powstrzymania się od zachowań rażąco sprzecznych z uchwałami władz samorządu jest obowiązkiem dużo łagodniejszym niż obowiązek stosowania się do uchwał.
Reklama
Czyli proponowany przepis nie jest niczym nowym?

Reklama
Nie jest. Co więcej, nakaz stosowania się do decyzji władz występuje w wielu organizacjach. Jest wręcz standardem. Obowiązuje także w innych środowiskach zawodowych. Mamy choćby art. 61 kodeksu etyki radcy prawnego, który zobowiązuje, także pana ministra jako członka tego samorządu zawodowego, do stosowania się do uchwał władz samorządu. Dlatego zarzuty, które padły pod naszym adresem, czy to w wywiadzie, czy też na portalu społecznościowym, poczytuję za zwykłe nieporozumienie. Nikomu w Naczelnej Radzie Adwokackiej nie chodzi o wprowadzenie ograniczeń. Przeciwnie, jesteśmy za rozluźnieniem zasad postępowania poprzez powinność powstrzymania się jedynie od działań rażąco sprzecznych z uchwałami – tak czytam tę normę.
Pojawia się przy tym zasadnicze pytanie, czy w różnego rodzaju organizacjach społecznych mogą obowiązywać normy deontologiczne nakazujące zachowanie podstawowych zasad lojalności wobec decyzji tej organizacji? Bo przecież działanie władz jest działaniem całej organizacji. Uważam, że tak. Oczekiwanie lojalności wobec decyzji, które mają wiązać całe środowisko, to nie to samo co tłamszenie wolności słowa. Uzasadniona krytyka nie jest działaniem rażącym, a więc nie kwalifikuje się na par. 52 ust. 2 projektu. Proszę sobie wyobrazić, jak by się zachowała partia polityczna, gdyby jej członek postępował w sposób rażąco sprzeczny z decyzjami partii wyrażonymi w uchwałach jej władz?
Ale adwokatura nie jest przecież organizacją polityczną.
Oczywiście, że nie jesteśmy partią polityczną, ale omawiane zagadnienie ma charakter uniwersalny i dotyczy wszystkich organizacji o charakterze społecznym. Wydaje mi się, że zasady lojalności wobec własnego środowiska wymagają, by co najmniej w sposób rażący nie działać sprzecznie z decyzjami władz takich organizacji, bo to w istocie są decyzje całej organizacji. To znacznie łagodniejsza powinność niż nakaz stosowania się do decyzji władz. Czy w sytuacji, w której np. podejmowana jest uchwała wyrażająca sprzeciw danego środowiska wobec naruszania konstytucji, można tolerować działania stojące w rażącej sprzeczności z taką uchwałą, czyli działania łamiące konstytucję? Samorząd podejmuje decyzje kolegialnie i nie ma w nim żadnych „prominentnych działaczy”. Przynajmniej ja się za takiego nie uważam. Jestem zwykłym adwokatem, który z wyboru koleżanek i kolegów piastuje określoną funkcję we władzach samorządu. Dlatego gorliwie wykonuję swoje obowiązki. I będę bronił przede wszystkim idei samorządu, który rządzi się sam. A jeśli minister sprawiedliwości uzna, że uchwalone przez adwokaturę zasady deontologiczne naruszają normy prawa, to z szacunkiem przyjmę skargę. Od tego wszak jest niezależny sąd i niezawiśli sędziowie, żeby kontrolować, czy nasze regulacje nie naruszają prawa.
Uważam, że proponowane postanowienia, liberalizujące normy deontologiczne co do stosowania się do uchwał władz adwokatury, nie naruszają przepisów prawa. Nie wiem zresztą, jak można by kontestować uchwały adwokatury, które władza nazywa politycznymi, a ja „proobywatelskimi”, bo stoją na straży praw obywatelskich. Jako adwokatura jesteśmy zobowiązani współdziałać w ochronie praw i wolności obywatelskich. Jeżeli widzimy niewłaściwe postępowanie w tej materii, mamy nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek wskazać tę nieprawidłowość. I to dotyczy każdej władzy, bez względu na opcję polityczną, jaką reprezentuje. Poprzedniej władzy wytykaliśmy nieprawidłowości, choćby te związane z wyborem sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I tak samo mamy prawo wskazywać obszary naruszeń prawa, jeśli je dostrzegamy obecnie. Taka jest przecież rola adwokatury jako jednego z gwarantów przestrzegania praw i wolności obywatelskich.
Problem w tym, że dziś ocena prawna pewnych sytuacji zależy od tego, po której stronie politycznego sporu się opowiadamy, bo obie strony powołują się na prawo.
To nie jest tak. Nasze krytyczne uwagi w zakresie stanowienia prawa nie są podyktowane sporem politycznym. Bo przestrzeganie prawa, w tym konstytucji, nie jest kwestią tej czy innej opcji politycznej. Dlatego nasze uchwały, w których wyrażamy krytyczne opinie, trzeba traktować konstruktywnie. Zresztą są pewne obszary, w których widzimy dobrą współpracę. Ale są sprawy, które budzą nasze zastrzeżenia, a które politycy chcieliby nazywać politycznymi, choć takimi nie są. Ja nie należę do żadnej partii. Jestem obywatelem, wykonuję zawód adwokata i ślubowałem przyczyniać się do umacniania porządku prawnego w Polsce. Realizuję swoje obowiązki, które przyjąłem wiele lat temu, nie wiedząc, kto będzie u władzy w danej kadencji. Jako osoba współdziałająca w wymiarze sprawiedliwości, ale też jako obywatel, mam prawo do oceny działań legislacyjnych. Robię to nie tylko w procesie wyborczym, lecz także w ramach podejmowanych uchwał czy też na łamach prasy i mediów społecznościowych. Nazywanie tego działaniem politycznym jest tylko zasłoną dymną. I szczerze liczę na to, że merytoryczne argumenty przekonają rządzących, o ile samorząd adwokacki zdecyduje się przyjąć normy etyczne liberalizujące minimum lojalności wobec decyzji samorządu. Dlatego nie obawiam się, że minister zaskarży nowy kodeks, ale jeśli tak się stanie, to będę bronił podjętych przez adwokaturę decyzji. Bo jako samorząd mamy prawo ustalać swoje własne zasady i sami je potem egzekwować.
Wyobraźmy jednak sobie, że samorząd podejmuje uchwałę, w której np. kwestionuje legalność procedury wyboru do Sądu Najwyższego. Trudno jej „przestrzegać”, bo nie rodzi obowiązków, ale już wystartowanie w takim konkursie byłoby z nią sprzeczne. Więc w takim przypadku nowy przepis może być surowszy od obecnego.
Nie można tego tak rozumieć. Uchwała o charakterze kierunkowym, kwestionująca poprawność procesu wyboru sędziów Sądu Najwyższego, nie mogłaby stanowić postawy stosowania projektowanego par. 52 ust. 2, o ile zostanie on uchwalony. Gdyby tak było, już dziś można byłoby wszczynać postępowania dyscyplinarne, bo, jak mówiłem, dziś norma nakazuje stosować się do uchwał. A postępowań takich nie ma. Poza tym, jeżeli ktoś startuje w konkursie na sędziego Sądu Najwyższego czy innego sądu, to znaczy, że nie chce być adwokatem. Bo przecież sędzia adwokatem być nie może. A jak się wypisze z adwokatury, to nie podlega naszej odpowiedzialności dyscyplinarnej. Żadna uchwała organów adwokatury nie zabraniała nikomu udziału w jakimkolwiek konkursie. A jeśli taka uchwała zostałaby podjęta, to minister mógłby ją zaskarżyć jako sprzeczną z zasadą wolności wyboru zawodu. I tu miałby pewnie rację. Jednak wyrażanie publicznie opinii o stanowieniu prawa i mankamentach w tej kwestii nie daje możliwości zastosowania poddanego konsultacji przepisu, choćbyśmy nie wiem jak naginali jego interpretację.