Wyrok niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (BVerfG) w sprawie kupowania obligacji przez Europejski Bank Centralny (EBC) podważający orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE zainteresował władze w Warszawie. W ocenie wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety orzeczenie to dotyczy także Polski i pokazuje, że w sporze o praworządność racja jest po stronie polskiego rządu.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska powiedziała PAP, że BVerfG przyznał, iż to krajowe sądy konstytucyjne są sądami ostatniego słowa. Polski TK także ma do rozstrzygnięcia kwestię zakresu kompetencji TSUE – tego, czy ma on prawo zawiesić Izbę Dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym. – To orzeczenie otwiera dyskusję nie tylko o polskim sądownictwie, ale również wpłynie na kształt rozmów o koronaobligacjach – mówi DGP wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.

Ireneusz Cezary Kamiński, były sędzia ad hoc Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, uważa, że mamy do czynienia z wyrokiem „niezwykle mocnym, ale nie niespodziewanym”. Według niego niemiecki trybunał w Karlsruhe skorzystał z własnego zastrzeżenia poczynionego w wyroku w sprawie traktatu z Lizbony w 2009 r. W orzeczeniu sprzed ponad dekady sędziowie stwierdzili, że RFN może związać się traktatem z Lizbony, bo nie jest on sprzeczny z niemiecką konstytucją. Jednocześnie jednak zastrzegł sobie prawo do kontrolowania tego, czy działania europejskich organów, w tym TSUE, mieszczą się w granicach traktatu.

Teraz niemieccy sędziowie z tego prawa skorzystali, uznając, że EBC wyszedł poza swoje kompetencje. Co więcej ocenili, że TSUE stwierdzając legalność programu EBC – w odpowiedzi na pytanie prejudycjalne BVerfG – wyszedł poza traktat. Profesor Kamiński nie będzie zaskoczony, jeśli polski TK pójdzie dokładnie tą samą drogą. – Stworzono bardzo istotny precedens. Rubikon został przekroczony i nie wiemy, co będzie się działo po drugiej stronie. To zupełnie nowa sytuacja i gdy wsłuchać się w reakcje UE, to oni też nie wiedzą, jak to ugryźć – podkreśla.

Z kolei Artur Nowak-Far, były wiceminister spraw zagranicznych, podkreśla, że wyroki należy rozpatrywać wyłącznie w ich kontekście. W tym przypadku chodzi o proces podejmowania decyzji przez EBC, nad którym zgodnie z orzeczeniem BVerfG nie ma w Niemczech właściwej kontroli demokratycznej. – Można się spodziewać, że w następstwie wyroku Niemcy będą więc musiały zmienić przepisy tak, by tę kontrolę zapewnić – mówi. Jak dodaje, przypisywanie BVerfG innych intencji byłoby nierozsądne, bo niemieccy sędziowie podkreślili w komunikacie, że ich orzeczenie nie podważa kompetencji TSUE ani żadnego innego organu UE.

BVerfG zastrzegł też, że jego orzeczenie nie może dotyczyć reakcji na koronawirusa, czym może sugerować, że jego ocena w odniesieniu do koronaobligacji byłaby inna. – Oczywiście w interesie polskiego rządu jest znaleźć odniesienie niemieckiego wyroku do sporu o praworządność, ale tego tak się zlepić nie da – podkreśla Nowak-Far. – Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia ze wspólnym rynkiem i prawdopodobieństwem, że przed polski sąd trafi obywatel innego państwa członkowskiego, wymiarem solidarności jest stosowanie europejskich zasad sądownictwa. Odnoszenie do tego wyroku BVerfG byłoby niczym stosowanie zasad koszykówki do gry w szachy – konkluduje.