Znajomy prawnik przypomniał mi ostatnio, że czas wielkich zagrożeń to również czas wielkich interesów i tworzenia się wielkich fortun. Niestety historia pokazuje, że taka jest smutna prawda.
Na maseczkach, środkach dezynfekujących czy sprzęcie medycznym można dobrze zarobić. Zwłaszcza gdy wszystkiego brakuje, liczy się każda godzina, a pieniądze pochodzą z publicznej kasy.
Oczywiste jest dla mnie, że zakupy niezbędne do walki z COVID-19 muszą być wyłączone spod przetargów i jestem ostatnią osobą, która by takie wyłączenie kwestionowała. Ba, nie wiem nawet, czy wprowadzone specustawą regulacje nie są zbyt wąskie. Czym innym jednak jest konieczność zapewnienia jak najszybszych dostaw niezbędnych produktów, a czym innym zawieranie tych umów w tajemnicy. Uważam, że nam, podatnikom, zwyczajnie należy się informacja, jaka spółka dostanie kontrakt na dostawę maseczek czy testów.
Reklama
Dlatego też z dużą satysfakcją przyjąłem zaproponowany w jednej z wersji projektu tarczy antykryzysowej przepis, który miał zapewniać przejrzystość wydatkowania pieniędzy przeznaczanych na walkę z epidemią. Prosta regulacja, która zobowiązywała administrację publiczną, by na swej stronie BIP zamieszczała informację o tym, komu udzieliła zamówienia na podstawie specustawy. Absolutne minimum – jednozdaniowa informacja. W żaden sposób nie utrudniałoby to ani nie spowalniało samej procedury zakupów, ale każdy mógłby dowiedzieć się, że w ogóle zawarto jakiś kontrakt, a jeśli tak, to z kim.
Niestety podczas prac w rządzie przepis ten usunięto z projektu. Pewnie nigdy nie dowiemy się, kto i dlaczego o tym zdecydował. Ktoś powie, że to nic wielkiego, bo przecież zawsze można wystąpić o dostęp do informacji publicznej. Niby tak, tyle że, aby taki wniosek złożyć, wpierw trzeba wiedzieć, że umowa w ogóle została zawarta.
Co ciekawe, ta sama tarcza antykryzysowa zwalnia z odpowiedzialności karnej i dyscyplinarnej urzędników, którzy kupując produkty niezbędne do walki z COVID-19, przekroczą swe uprawnienia lub nie dopełnią swych obowiązków. Jeśli bez tych naruszeń dostawy mogłyby zostać zagrożone, to nie popełnią oni czynu zabronionego. I znów, rozumiem, że chodzi o to, by urzędnicy nie bali się podejmować odważnych, może nawet kontrowersyjnych decyzji. Tyle że jako obywatel chciałbym wiedzieć o tym, że one w ogóle zostały podjęte.