Po wejściu w życie reformy sądy wspólnie ze stronami miały planować przebieg procesu. Ale posiedzenia przygotowawcze temu służące można policzyć na palcach jednej ręki.
W teorii organizowane na podstawie art. 205[4] k.p.c. posiedzenie przygotowawcze i opracowany na nim plan rozprawy powinny sprawić, że nawet skomplikowane procesy będą się toczyć ustalonym torem, bez niespodzianek dla stron. Co prawda, nawet przed wejściem w życie nowelizacji kodeksu sąd miał możliwość (na podstawie uchylonego 207 k.p.c.) jeszcze przed pierwszą rozprawą zobowiązać przeciwników procesowych do złożenia dalszych pism przygotowawczych, oznaczając porządek i terminy składania dokumentów, a nawet wysłuchać strony na posiedzeniu niejawnym – ale w praktyce przepis ten, jak mówiono, się nie przyjął.
Dlatego od 7 listopada 2019 r. posiedzenie przygotowawcze jest obligatoryjne (art. 205[4] par. 1), ale zgodnie z par. 3 tego przepisu przewodniczący może pominąć ten etap, „jeżeli okoliczności sprawy wskazują, że przeprowadzenie posiedzenia przygotowawczego nie przyczyni się do sprawniejszego rozpoznania sprawy”. Jak jest w praktyce?