Trwa dyskusja o wpływie ubiegłotygodniowego orzeczenia Sądu Najwyższego dotyczącego Izby Dyscyplinarnej na orzeczenia sądów, w składach których zasiadali sędziowie wskazani przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Ale rodzą się też pytania, jaki wpływ orzeczenie SN będzie miało na zbliżające się wielkimi krokami wybory I prezesa SN.

Kadencja Małgorzaty Gersdorf na tym stanowisku kończy się w kwietniu przyszłego roku. Kandydatów, zgodnie z przepisami, wyłoni Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Tutaj rodzą się wątpliwości: czy osoby, które przeszły procedurę przed podważoną w wyroku SN Krajową Radą Sądownictwa, można traktować jako pełnoprawnych sędziów SN i dopuścić do udziału w zgromadzeniu.

– Obecnie nie ma co spekulować na ten temat. Jest za wcześnie, do wyborów zostało jeszcze kilka miesięcy – mówi Michał Laskowski, rzecznik prasowy SN. Dodaje, że jutro w SN omawiane będą skutki wyroku.

Nieoficjalnie mówi się, że orzeczenie może nie wystarczyć, aby odsunąć „nowych sędziów” od wyłaniania kandydata na szefa SN.

Uzasadniając wyrok, sędzia sprawozdawca Bohdan Bieniek zaznaczył, że sąd nie może badać prezydenckich aktów powołania sędziów. – To by oznaczało, że osoby te nadal są sędziami i nie ma podstaw do odsuwania ich od procedury wyłaniania kandydatów na I prezesa SN – słyszymy od jednego z sędziów.

Ale dr hab. Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego, uważa, że osoby wskazane przez obecną KRS nie powinny brać udziału w procesie wyłaniania kandydatów na I prezesa SN. A tym bardziej startować w tym konkursie.

– W przeciwnym wypadku będzie to doskonały pretekst do podważania w przyszłości legalności wyboru I prezesa SN – tłumaczy ekspert. Jego zdaniem skończyłoby się podobną sytuacją jak w Trybunale Konstytucyjnym, który obecnie stracił zupełnie autorytet. – W SN proces ten może nie przebiegać tak gwałtownie, bo ciągle orzekać w nim będzie wielu sędziów, co do których nie można mieć żadnych wątpliwości, tym niemniej autorytet SN może bardzo ucierpieć, jeżeli na jego czele stanie osoba wybrana w procedurze prawnie wątpliwej – kwituje wrocławski konstytucjonalista.

Jeżeli „nowi sędziowie” zostaną dopuszczeni do udziału w zgromadzeniu ogólnym sędziów SN, to jest duża szansa, że przynajmniej jeden z nich zostanie wybrany na kandydata na I prezesa SN.

Wybory mają się odbyć za ponad cztery miesiące. Można przypuszczać, że do tego czasu prezydent dokona kolejnych powołań sędziów SN. Obecnie na mianowanie czeka kilka osób, które niedawno przeszły procedurę konkursową przed obecną KRS. Na rozpoczynającym się w tym tygodniu posiedzeniu Rada, jak informuje jej przewodniczący Leszek Mazur, ma zająć się kolejnymi konkursami, tym razem do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN.

– Pracujemy normalnie. Orzeczenie SN nie wpływa w krótszej perspektywie na działalność rady. Zawiera co prawda pewną wykładnię, jednak są to tylko niewiążące wskazówki – mówi Mazur.

Z pozbawieniem możliwości udziału w zgromadzeniu ogólnym „nowych sędziów” wiąże się ryzyko. Jak wynika z ustawy, do wyłonienia pięciu kandydatów na I prezesa SN potrzeba obecności dwóch trzecich składu każdej Izby. Odsunięcie „nowych sędziów” oznaczałoby brak przedstawicieli Izby Dyscyplinarnej. Skutek? Prezydent Andrzej Duda, który ze wskazanej piątki powinien wybrać I prezesa, będzie miał pretekst, by uznać, że skład zgromadzenia był niezgodny z ustawą. W kwietniu na finiszu wyboru I prezesa, ale także kampanii przed wyborami prezydenckimi, możemy mieć kolejny spektakularny kryzys wokół Sądu Najwyższego. Jak wynika z naszych informacji, w Pałacu Prezydenckim trwają analizy, jaki może być wpływ orzeczenia na wybór I prezesa SN.

Choć orzeczenie SN bezpośrednio uderza w Izbę Dyscyplinarną, to powstaje pytanie, co drugą z nowo powołanych izb – Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – i prowadzonymi przez nią sprawami. Jej skład także w całości został wskazany przez nową KRS. Ta izba jest właśnie w trakcie rozpatrywania protestów wyborczych. 20 listopada uznała jeden z protestów za zasadny, ale jednocześnie stwierdziła, że nie miał wpływu na ważność wyborów. Chodziło o okręg nr 2 w Legnicy i błędnie umieszczone przy kandydacie niezależnym logo komitetu Lewicy. Nie można wykluczyć, że osoby składające protest zaczną podważać decyzję składu orzekającego, choć nie ma oczywistej drogi odwoławczej.

Ale poważnym problemem może być kwestia orzeczeń wydawanych przez sądy, w składach których orzekali sędziowie wskazani przez nową Krajową Radę Sądownictwa.

– Jeśli mamy do czynienia z KRS, która nie daje gwarancji, że jest niezależna od wpływu polityków i ma potężną wadę prawną na gruncie traktatów unijnych i polskiej konstytucji, to każdy sędzia przez nią wybrany jest także wybrany z wadą prawną – zauważa posłanka KO Kamila Gasiuk-Pihowicz. – To bardzo skomplikowane zagadnienie i jeden z tematów poruszanych podczas rozmów z ekspertami. Prowadzimy rozmowy, jak daleko sięgają konsekwencje – dodaje.

– Będziemy mieli potężny bałagan przez najbliższe lata. Nawet najlepsze analizy prawne nie oddają skomplikowania sytuacji i realnych problemów, które polegają na tym, że dwie duże grupy społeczne – „starych sędziów” i reformatorów z naszego obozu – nie mogą się porozumieć – mówi nam polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Z drugiej strony może się też zacząć kwestionowanie sędziów powołanych jeszcze w PRL przez Radę Państwa, która była ciałem wyłącznie politycznym. Można więc snuć analogie do wskazań TSUE i próbować podważać ich orzeczenia. W piątek portal wPolityce opublikował listę Kamila Zaradkiewicza z Izby Cywilnej SN – sędziów, którzy obecnie orzekają, a karierę zaczęli w PRL i swoje nominacje otrzymali od Rady Państwa.

Może się zacząć kwestionowanie sędziów powołanych w PRL