Rzecznik generalny TSUE wydał opinię w sprawie Oriola Junquerasa, katalońskiego polityka wybranego do Parlamentu Europejskiego, co potwierdziła hiszpańska centralna komisja wyborcza.
By zgodnie z tamtejszymi przepisami uzyskać mandat europosła, trzeba złożyć przysięgę na wierność hiszpańskiej konstytucji. Jednak Junqueras od 2017 r. przebywał w areszcie tymczasowym za zorganizowanie referendum niepodległościowego, a tamtejszy Sąd Najwyższy nie wyraził zgody na opuszczenie go w celu złożenia ślubowania. Co więcej, 14 października br. polityk został skazany na 13 lat więzienia i na ten czas pozbawiony praw publicznych. Powstała wątpliwość, czy w tych okolicznościach Junquerasa, chroni – tak jak wszystkich pozostałych europosłów – immunitet, a jeśli tak, to od kiedy.
Zdaniem Macieja Szpunara, rzecznika TSUE mandat parlamentarny posłów europejskich wynika jedynie z głosu wyborców i nie może być uzależniony od późniejszego dopełnienia jakiejkolwiek formalności.
Reklama
– Odmienne rozwiązanie naruszałoby niezależność parlamentu, a także autonomię porządku prawnego Unii – twierdzi rzecznik, który uważa także, że immunitet chroni członków PE od otwarcia pierwszej sesji nowo wybranego parlamentu, niezależnie od tego, czy dany poseł weźmie w niej udział czy nie. Wątpliwości wokół mandatu Oriola Junquerasa rozwieje orzeczenie TSUE.
O wiele wcześniej za to zostanie przecięty spór wokół ważności mandatu Dominika Tarczyńskiego, tzw. 52 europosła. Do czasu opuszczenia struktur unijnych przez Wielką Brytanię Polsce przypada 51 miejsc w PE. Choć kwestia brexitu, przed ostatnimi eurowyborami była przesądzona, to nie było wiadomo, kiedy on nastąpi. Dlatego też przyjęto specjalną ustawę regulującą status posła oczekującego na możliwość objęcia 52. mandatu do PE. I tak w ustawie o zasadach ustalenia kolejności obsadzania mandatów posłów do PE wybieranych w RP na kadencję 2019–2024 (Dz.U. z 2019 r. poz. 708) określono, że poseł do PE nie obejmie mandatu na początku kadencji. Co więcej, w stosunku do oczekującego europosła wyłączono przepisy dotyczące zakazu łączenia tej funkcji z piastowaniem stanowiska w polskim parlamencie.

Reklama
Ale jak się okazało – nie wszystkie. Zgodnie z art. 6 ust. 2 ustawy specjalnej do czasu objęcia mandatu posła do PE nie stosuje się przepisów kodeksu wyborczego (dalej: k.w.), które stanowią, że wybór do PE w toku kadencji powoduje wygaśnięcie mandatu posła i senatora.
Jednak, na co zwracali uwagę przedstawiciele Państwowej Komisji Wyborczej, w specustawie nie wyłączono w stosunku do takiej osoby art. 364 par. 1 pkt 3 k.w., który określa, kiedy następuje wygaśnięcie mandatu europosła. Zgodnie z tym przepisem wygaśnięcie mandatu europosła następuje w przypadku wyboru na posła lub senatora. A to by oznaczało, że Dominik Tarczyński w momencie wyboru na posła Sejmu IX kadencji utracił mandat europosła. Zgodnie z przepisami wygaśnięcie mandatu stwierdza marszałek Sejmu. Tymczasem zdania w tej sprawie są podzielone. Biuro Analiz Sejmowych wydało opinię, z której wynika, że Tarczyński mandatu nie traci. Na podobnym stanowisku stoi dr hab. Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego.
– Skoro formalnie poseł Tarczyński nie objął mandatu europosła, to nie ma wobec niego zastosowania art. 364 par. 1 pkt 3. Nie można bowiem utracić czegoś, czego się nie posiada – podkreśla prof. Piotrowski.
Odmiennego zdania jest konstytucjonalista dr hab. Jacek Zaleśny, który podkreśla, że w myśl specustawy osoba, która nie obejmie mandatu na początku kadencji, i tak jest „posłem do Parlamentu Europejskiego”.
– To samo pojęcie „poseł do Parlamentu Europejskiego” ustawodawca stosuje w przepisach k.w. względem pozostałych osób wybranych do PE. Zgodnie z zasadami techniki prawotwórczej zastosowanie przez ustawodawcę tego samego znaku pozwala uznać, że ich desygnat jest taki sam. Oznacza to, że z wyłączeniem zagadnień uregulowanych odrębnie status prawny 52. posła jest podobny do statusu prawnego pozostałych posłów wybranych do PE. Nie można domniemywać, że prawodawca jest irracjonalny, że tak samo nazywa różne stany prawne – zwraca uwagę prof. Zaleśny, który przypomina również, że w trakcie prac parlamentarnych odrzucono propozycję, aby w odróżnieniu od posłów do PE względem takiej osoby zastosować inne określenie, np. „osoba wybrana”.
Wybrano inne rozwiązanie. Taką osobę uznano za „posła do Parlamentu Europejskiego” z pewnymi modyfikacjami dotyczącymi jej statusu prawnego w stosunku do innych „posłów do Parlamentu Europejskiego”.