Są projekty ważniejsze, bardziej kontrowersyjne czy mocniej ingerujące w życie jednostek. Jednak żaden tak nie zmobilizował obywateli do wyrażenia opinii jak prawo dotyczące UTO.
Do uregulowania statusu wszelkiego rodzaju deskorolek, hulajnóg, segwayów itp. resort infrastruktury przymierzał się od dawna. Mimo że koncepcja wprowadzenia do prawa o ruchu drogowym nowej kategorii pojazdów: urządzeń transportu osobistego, pojawiła się w jednym z projektów przy okazji zmian dotyczących stacji kontroli pojazdów, to ostatecznie z pomysłu zrezygnowano. W międzyczasie lawinowo wzrosła liczba hulajnóg elektrycznych, a wraz z nimi nabrzmiał problem bezpiecznego poruszania się nimi.
Tak więc kiedy Ministerstwo Infrastruktury wydusiło wreszcie z siebie projekt ustawy (w wersji, w której UTO stanowią tylko pojazdy zasilane silnikiem elektrycznym) i skierowało go do konsultacji społecznych, odzew był ogromny. Swoje stanowiska nadesłało nie tylko wiele stowarzyszeń i organizacji społecznych, ale aż 60 zwykłych obywateli. Wśród nich są zarówno użytkownicy elektrycznych hulajnóg czy monocykli, jak i piesi zaniepokojeni propozycją zalegalizowania poruszania się (w określonych przypadkach) tymi pojazdami po chodnikach.