Obniżenie jakości języka debaty publicznej i zaniżenie standardów sprawowania władzy nie są źródłem problemu, lecz efektem zaniedbań. Także legislacyjnych
Sposób prowadzenia dyskursu publicznego jest zwierciadłem dojrzałego systemu demokratycznego. W szczególności tego, który jest realizowany w ramach państwa prawnego z uwzględnieniem zasad sprawiedliwości społecznej (por. art. 2 Konstytucji RP). Granice tolerancji dla chwytów retorycznych i pozaretorycznych można przesuwać w zależności od realizowanej polityki. Jak zauważa Anna Dymna, „demokracja doprowadziła do tego, że za szybko wypowiadamy różne słowa, często złe”. Ogólnoświatową tendencją jest zaś dzisiaj nieumiejętność korzystania z narzędzi demokratycznych.
Jednym z takich narzędzi sprawowania rządów demokratycznych jest deliberacja. Niestety w momencie, gdy ma ona marginalne znaczenie dla procesu ustawodawczego (czy też szerzej – decyzyjnego), społeczeństwo obywatelskie (nawet mocno ugruntowane) nie chce korzystać z możliwości udziału w życiu publicznym. Polski ustawodawca konstytucyjny ma w tym względzie wiele na sumieniu. Bardzo ograniczona rola referendum ogólnokrajowego (wyłączenie możliwości inicjowania go przez obywateli), doprowadzenie do sytuacji, gdy ustawodawcza inicjatywa obywatelska może stracić swój pierwotny kształt wskutek działania parlamentu (i bez możliwości reakcji ze strony zgłaszających ją obywateli), a także brak rozwiniętych narzędzi partycypacji obywatelskiej umożliwiających udział w sprawowaniu władzy publicznej – to tylko niektóre z zaniedbań, które w efekcie wpływają na nieugruntowanie postaw demokratycznych.
Reklama
Przez lata walki o swoją tożsamość narodową, zmagania z konfliktami, w końcu odbudowywania swojego państwa zapomnieliśmy o odbudowaniu rzeczy dla systemu państwowego podstawowej: kultury prawnej czy też – szerzej – kultury uczestniczenia w procesach demokratycznych. Ta zaś jest decydująca dla zapewnienia jakości ustroju demokratycznego. Jest to niewątpliwie efekt zaniedbań na wielu polach, przez wiele lat. Udział polskiego obywatela w sprawowaniu władzy publicznej sprowadzany jest do mobilizacji wyborczej raz na cztery lata bądź rzadziej. Nie dziwi zatem niska frekwencja w wyborach. Po latach zadowolenia przyszedł marazm demokratyczny. Coraz bardziej zasadne jest pytanie nie o samo istnienie demokracji, lecz o jej jakość. Zarówno w wymiarze instytucjonalnym, jak i ogólnospołecznym.
Przez ten brak realnego wpływu na władzę i sprawy dotyczące każdego obywatela nie budujemy tożsamości prawnej. W wymiarze społecznym prawa nie rozumiemy i nie chcemy zrozumieć, gdyż przez lata było one stanowione przez naszego ciemiężcę. Zmienianie interpretacji ugruntowanych przepisów konstytucyjnych, wyznaczanie nowych – najczęściej niższych – standardów prawnych, stosowanie kreatywnej wykładni najwyższych aktów normatywnych… To wszystko jest możliwe. Wbrew obiegowej opinii nie jest to zjawisko dotykające wyłącznie naszego kraju. Przykłady demokracji wadliwych lub systemów hybrydowych, których jedną z cech jest nieposzanowanie norm konstytucyjnych, w tym nierealizowanie zasad podziału władz, jest wiele. Od kryzysu populistycznego i demokratycznego w rządzie włoskim czy greckim, przez hybrydowe rozwiązania ustrojowe na Węgrzech czy też w państwach Ameryki Południowej (Peru, Paragwaj, Kolumbia), aż po skrajne przypadki takie jak Rosja, Chiny czy Korea Północna. Chociaż te ostatnie oczywiście są już typowym przykładem reżimów totalitarnych, które z poszanowaniem zasad państwa demokratycznego nie mają nic wspólnego (zob. Democracy Index opracowywany przez Economist Intelligence Unit).

Reklama
Jakość demokracji jest jak papierek lakmusowy. Widać w niej jak w soczewce wszelkie zachodzące zmiany społeczne, emancypację pewnych środowisk czy też kształtowanie się elit. Dla polskiej demokracji symptomatyczna wydaje się coraz większa dewaluacja praw człowieka i obywatela. I nie chodzi tu o ich podstawowy wymiar (prawa wskazane w rozdziale II Konstytucji RP), lecz o prawa nowej generacji. Często o charakterze niesformułowanym jeszcze przez doktrynę. Wciąż wybiórczo myślimy np. o ochronie środowiska, także w zakresie zabezpieczenia dostępu do wody pitnej. Tylko pozornie realizujemy kwestie równego dostępu do edukacji czy może nawet szerzej – rzetelnej wiedzy i możliwości wymiany myśli. Nie uregulowaliśmy prawnie dostępu do internetu jako dobra niezbędnego w XXI w. Wbrew pozorom zaś to ostatnie zagadnienie może być niezbędne dla zakorzenienia mechanizmów demokratycznych. Bez niego bowiem ogranicza się jednostkom dostęp do rzetelnej informacji wyborczej. Ponadto nie można mówić o przygotowaniu do wprowadzania takich wyzwań przyszłości jak e-demokracja.
Brak ukształtowanej kultury prawnej wpływa bezpośrednio na niedostateczne funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego. Obniżenie jakości języka debaty publicznej i zaniżenie standardów sprawowania władzy nie są źródłem problemu, lecz efektem zaniedbań o charakterze legislacyjnym, ekonomicznym i edukacyjnym. Nie zapominajmy przy tym, że parlament jest odzwierciedleniem społeczeństwa. Społeczeństwa wyłącznie periodycznie angażowanego do podejmowania aktu wyborczego, gdyż wszystkie rządy bały się zapewnić Polakom narzędzia do udziału w sprawowaniu władzy publicznej. To zaś jest zarówno źródłem, jak i efektem nieukształtowania społeczeństwa obywatelskiego – takiego, które potrafi postawić czynny opór wszelkim działaniom dewaluującym zasady demokratyczne.
Hejt, z którym zmaga się cały świat, to wyraz nowoczesnego niezrozumienia podstawowych praw człowieka. To nowy horyzont nieprzestrzegania zasad konstytucyjnych. Brak walki z nim (bądź jeszcze gorzej – jego promowanie czy też używanie w walce politycznej) jest dowodem nierozumienia demokracji, niedoceniania dzielenia społeczeństwa. Granice interpretacji norm prawnych zawsze można wyznaczyć na nowo, konstytucję jako umowę społeczną można zmienić, jednak standardy demokracji – będące istotą istnienia nowożytnych rządów i pluralistycznego, demokratycznego państwa prawnego – pozostają niezmienne. Te imponderabilia muszą pozostać nienaruszone, są rudymentem państwa. Każde odstępstwo od takich norm (prawnych i pozaprawnych) zostawi swój ślad na demokracji.
Zabieganie o demokrację jakościową zacząć należy od walki z hejtem, od budowy społeczeństwa obywatelskiego oraz od krzewienia kultury prawnej. Natomiast z czasem, gdy standardy demokratyczne okrzepną i znajdą pełne zrozumienie w społeczeństwie (czego obecnie najwyraźniej brakuje), być może przyjdzie czas na formułowanie nowych praw człowieka: np. do dostępu do czystego środowiska i innych. Dopiero wtedy, gdy wszyscy zaczniemy traktować Polskę jako dobro wspólne (por. preambuła Konstytucji RP), a nie partykularne.