O sprawie jako pierwszy napisał rmf24.pl. Z informacji przez niego podanych wynika, że pytania odnoszą się do treści wyroku Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2017 r., kiedy to stwierdzono m.in., że ustawa zasadnicza nie dopuszcza, aby kadencja członków KRS miała charakter indywidualny. Innymi słowy: wszystkie dotychczasowe KRS były wybierane w oparciu o przepisy niezgodne z konstytucją. Oczywiście w składzie, który wydał to orzeczenie, zasiadali tylko i wyłącznie sędziowie TK wybrani przez obecną większość w Sejmie. Wyrok został więc odebrany przez sporą część opinii publicznej jako „podkładka” pod przygotowane przez PiS przepisy zmieniające zasady wyboru sędziów do KRS (obecnie wskazuje ich Sejm, nie środowisko). Teraz po to kontrowersyjne orzeczenie TK sięgnął prof. Zaradkiewicz. Uprawiając (nie pierwszy raz) zdumiewającą ekwilibrystykę prawną pyta trybunał, czy w związku z tym orzeczeniem nie należałoby unieważnić wszystkich wyborów kandydatów na sędziów dokonanych przez wszystkie rady niewybrane przez polityków. A tym samym podważyć wszystkie wyroki wydane przez osoby, które nie przeszły procedury konkursowej przed obecną radą. Gdyby TK przychylił się do toku rozumowania pana Zaradkiewicza mielibyśmy do czynienia z prawniczym armagedonem. Pytanie jednak, na ile taki scenariusz jest możliwy.

Wszystko zapewne zależy od tego, z jakim odbiorem w obozie rządzącym spotka się obecna prawnicza szarża prof. Zaradkiewicza. Można bowiem przypuszczać, że w zależności od tego odbioru wniosek albo szybko wskoczy na wokandę TK, albo trafi do zamrażalki trybunalskiej.

Póki co jednak odnoszę wrażenie, że jest to po prostu odpowiedź prawej strony na opinię rzecznika Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który stwierdził, że obecny sposób powoływania sędziów do KRS pozostawia wiele do życzenia. A jednocześnie riposta na wypowiedzi niektórych przedstawicieli środowiska sędziowskiego, którzy mówili, że ewentualny wyrok TSUE może skutkować właśnie podważeniem powołań sędziowskich oraz wyroków wydawanych przez osoby wskazywane przez obecną KRS. „Wy macie TSUE, my mamy TK” – zdaje się mówić prof. Zaradkiewicz. I grozi palcem wszystkim, którzy kwestionują wybory dokonywane przez radę w większości wyłonioną przez polityków. A zakładnikami w tym sporze stają się strony postępowań sądowych. A więc, jak to często bywa, ci którzy nic nie zawinili.