statystyki

Umowa słonia z mrówką. Implementacja dyrektywy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi

autor: Prof. Jan Błeszyński11.06.2019, 10:44; Aktualizacja: 11.06.2019, 10:46
Dyrektywa i w związku z tym nasza rodzima ustawa postrzega zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi w skali globalnej.

Dyrektywa i w związku z tym nasza rodzima ustawa postrzega zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi w skali globalnej.źródło: ShutterStock

Nie wiadomo, co ustawodawca chciał osiągnąć, przygotowując tekst ustawy implementującej dyrektywę. Wiadomo, że generalnie nie liczy się ona z ochroną rodzimej kultury.

W iele się dzieje w dziedzinie prawa autorskiego, a ja przez dłuższy czas w „Prawniku” nie pisałem. Wyjaśniam przyczyny mojego milczenia. Było ono spowodowane przekonaniem, że uporczywie pisząc o wadach bieżąco wprowadzanych w życie przepisów zmieniających prawo autorskie, proponując kierunki niezbędnych zmian, wykonuję pracę nikomu niepotrzebną. Smutnym przykładem była dokonana w ubiegłym roku implementacja dyrektywy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i pokrewnymi.

O twórcach bez twórców

Implementacja ta przegotowana została przez ministra kultury z dużym opóźnieniem i w sposób budzący zdumienie. Jej treść ma ogromne znaczenie dla profesjonalnego wykorzystywania twórczości w Polsce, szczególnie z punktu widzenia polskich twórców i artystów. Wydawało się zatem, że autorzy implementacji dyrektywy do polskiego prawa zainteresują się oczekiwaniami twórców i artystów i dostrzeganymi przez nich zagrożeniami, że podejmą w tych sprawach dialog także z dosyć licznym środowiskiem naukowców specjalizujących się w prawie autorskim. Sens takiego dialogu wynika z tego, że z jednej strony dyrektywa stwarza szansę unowocześnienia naszego prawa, a z drugiej Polska jest głównie importerem twórczości, a rodzima twórczość w nikłym stopniu korzysta z drogiej reklamy, która kształtuje zapotrzebowanie na rynku autorskim.

Istotnym czynnikiem jest także niepokojące, postępujące od dłuższego czasu wywłaszczanie twórców i artystów z ich praw: w zawieranych z nim umowach, w wyniku wykorzystywania przewagi przez producentów i dystrybutorów, z reguły pozbawia się twórców i artystów ich praw, także do przyszłego wynagrodzenia za rozpowszechnianie utworów. Nie towarzyszy temu z reguły zobowiązanie do określonego promowania i rozpowszechnienia utworów lub wykonań. Często nabywca nie tylko nie zamierza podejmować rozpowszechniania w zakresie pakietu nabywanych praw, lecz także nie ma w tym zakresie realnych możliwości. Tendencja ta jest dyktowana chęcią blokowania konkurencji dostępu do utworu lub artystycznego wykonania. Praktyki takie są także często udziałem jednostek państwowych, w tym tzw. wielkich użytkowników statutowo powołanych do promowania i rozpowszechniania twórczości, zwłaszcza rodzimej.

Wskazuje to na pilną potrzebę odpowiedzi na pytanie, w jakim zakresie uporządkowanie obrotu prawami autorskimi i pokrewnymi może i powinno nastąpić w drodze ustawowej? Problem jest trudny, jako że w naszym prawie obowiązuje – z wyraźnie i wąsko zakreślonymi wyjątkami – zasada swobody umów będąca gwarantem wolności i równości stron. W rynkowych realiach jest to jednak wolność i równość w umowach mrówki ze słoniem. Kwestia wymaga szczegółowego rozpoznania i dopiero w jego wyniku podjęcia decyzji. Jej rozwiązanie nie jest możliwe bez uprzedniego dialogu administracji państwowej z reprezentatywnymi przedstawicielami obu grup interesów: autorów i artystów oraz producentów i dystrybutorów. Ustawa z 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych w wielu kwestiach zadania te podjęła i to w sposób pionierski. Wystarczy przywołać np. prawo do wynagrodzenia w określonych w ustawie przypadkach ujętego jako niezbywalne i niepodlegające zrzeczeniu się. Głównym obszarem, do którego odnoszą się te kwestie, jest sfera zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi, a więc domena, w której implementowana dyrektywa będzie mieć podstawowe znaczenie na przyszłość. Naturalne byłoby zatem dokonanie bilansu tego, co jest na gruncie obowiązującym dorobkiem wymagającym kontynuacji, co zaś jawi się jako społeczna potrzeba zmian i jaki powinien być ich kierunek oraz harmonogram realizacji. Innymi słowy, jest to pytanie o politykę kulturalną państwa, która obejmuje przecież również sferę legislacji.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane