Spór dotyczy dwóch tekstów, które ukazały się w gazecie „Fakt” 25 maja 2018 roku.

Już w tytule zarzucają one szefowi policji kłamstwo. Miało ono dotyczyć wiedzy na temat sprawy Igora Stachowiaka.

Po emisji nagrania z paralizatora w programie „Superwizjer” w TVN, komendant w programie „Fakty po Faktach” mówił, że nagranie to zobaczył po raz pierwszy właśnie w tym reportażu. „Fakt” stwierdzał jednak, że szef policji wiedział już wcześniej o sprawie Stachowiaka, gdyż podpisał protokół sprawozdania zespołu kontrolnego Komendy Głównej Policji. Zarzucano też Komendantowi Głównemu, że prowadził postępowanie dyscyplinarne w taki sposób, jakby nie był zainteresowany ukaraniem sprawców.

Oskarżyciel prywatny zarzucił dziennikarzowi zniesławienie organu administracji, jakim jest Komendant Główny Policji, przez zarzucenie mu kłamstwa co do wiedzy ws. przebiegu wydarzeń z udziałem Igora Stachowiaka 15 maja 2016 r. Jego zdaniem sprawca działał w celu poniżenia komendanta w oczach opinii publicznej oraz podważenia zaufania niezbędnego do wykonywania funkcji publicznej.

Na rozprawie przesłuchano w charakterze świadka rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji. Opowiadał on o korespondencji mailowej z oskarżonym w dniu poprzedzającym publikację, a także o wcześniejszych rozmowach telefonicznych z nim. Stwierdził, że choć oskarżony zawsze był kulturalny i uprzejmy podczas rozmów, to wymagał szybkiej odpowiedzi, zapowiadając, że w razie jej braku, tekst i tak się ukaże, jednak bez stanowiska Policji. Opowiadał również o udziale Komendanta Głównego w programie „Fakty po Faktach” oraz o wysyłanych do redakcji sprostowaniach, na które nie doczekał się odpowiedzi. Obrona w swoich pytaniach starała się wykazać, że udzielona dziennikarzowi odpowiedź – wbrew twierdzeniom rzecznika – była niepełna i nie obejmowała wszystkich kwestii o które pytano. Następna rozprawa odbędzie się 23 sierpnia br.

Dlaczego Polacy dają się nabierać na piramidy finansowe?