Propozycja, aby do kodeksu karnego wprowadzić nowy rodzaj przestępstwa polegający na niewykonywaniu orzeczenia sądu albo ugody w przedmiocie kontaktów z dzieckiem oraz sprawowania opieki naprzemiennej, znalazła się w projekcie noweli kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Jego autorem jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Jednak już po rozpoczęciu sejmowych prac nad dokumentem strona rządowa zgłosiła autopoprawkę zmierzającą do rezygnacji z wprowadzenia takiej zmiany.

źródło: DGP

Trudne kontakty

Za utrudnianie ustalonych sądowo kontaktów z dzieckiem grozić miała grzywna lub ograniczenie wolności. Propozycję tę akceptowali m.in. rzecznik praw dziecka (RPD) oraz część sędziów.

Marek Michalak, ówczesny RPD, podkreślał, że co do zasady propozycja penalizacji tego typu zachowań jest realizacją zgłaszanych przez niego postulatów. Zaznaczał jednak, że „zachodzi potrzeba uzupełnienia przepisów w celu uniknięcia sytuacji, w których prawo karne zostanie potraktowane instrumentalnie, jako narzędzie, za pomocą którego jeden rodzic będzie próbował dotkliwie dokuczyć drugiemu, co może godzić również w dobro dziecka”.

Niektóre sądy uważały nawet, że proponowane rozwiązania są zbyt łagodne i nie będą wystarczające dla zdyscyplinowania rodziców uniemożliwiających utrzymywanie byłemu partnerowi kontaktów z dzieckiem. Na takim stanowisku stanął Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zaproponował, aby za tego typu czyny groziła nawet kara pozbawienia wolności. „Wieloletnie doświadczenie sędziów orzekających w sprawach rodzinnych wskazuje, że podejmowanie przez sądy wielu czynności w długotrwałych i absorbujących sprawach, niestety nie przybliża, w szczególności ojców, do możliwości realnej realizacji kontaktów z dzieckiem” – podkreślała Ewa Klimowicz-Przygódzka, wiceprezes SA w Warszawie.

Niebezpieczne konsekwencje

Pojawiły się jednak także głosy krytykujące pomysł penalizacji utrudniania kontaktów z dzieckiem – i to już po tym, gdy projekt trafił do Sejmu. Taką ocenę zawarło w swojej opinii Biuro Analiz Sejmowych. Autorki dokumentu – dr Izabela Bień, specjalista ds. oceny skutków regulacji, oraz Justyna Osiecka, specjalista ds. społecznych – twierdzą, że „propozycja ingerowania za pomocą środków karnych w relacje rodzinne może nieść ryzyko działania na szkodę dziecka poprzez dalszą eskalację napięć, antagonizmów i konfliktów”. Ich zdaniem ewentualne orzekanie kary ograniczenia wolności w sprawach dotyczących sprawowania opieki to rozwiązanie zbyt daleko idące, mogące przynieść więcej szkód niż pożytków.

Legislatorki przypominają też, że nawet sam projektodawca wskazywał, iż jedną z przyczyn nieskuteczności w wykonywaniu tego typu orzeczeń sądowych może być postawa samego dziecka, które po prostu nie chce kontaktu z danym rodzicem. Mogą również wystąpić sytuacje, gdy doprowadzenie do tego kontaktu stwarzałoby zagrożenie dla dziecka, np. z uwagi na stan psychofizyczny matki lub ojca. „W takiej sytuacji przymusowe wykonanie postanowienia o kontaktach napotyka przeszkody trudne do pokonania” – czytamy w opinii.

Daleko idące następstwa

Wątpliwości dotyczące wprowadzenia tego typu regulacji do k.k. nie kryje również Monika Sajkowska, prezeska zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Przypomina, że już obecnie istnieje wiele środków prawnych pozwalających dyscyplinować rodziców, którzy nie respektują orzeczeń sądowych lub ugód regulujących kwestię opieki nad dzieckiem (patrz: grafika).

Monika Sajkowska wskazuje również na następstwa, jakie wynikałyby z przeniesienia egzekwowania kontaktów na grunt kodeksu karnego.

– Sąd karny miałby rozstrzygać, czy kontakty lub ugoda są realizowane, i wydawać wyrok. Bez znaczenia będą okoliczności sprawy, np. brak kontaktów w sytuacji, gdy trwa sprawa o podejrzenie przestępstwa na szkodę dziecka przez osobę uprawnioną do kontaktów – wskazuje prezeska fundacji.

Jej zdaniem proponowane pierwotnie przez resort sprawiedliwości rozwiązanie wcale nie spowoduje skuteczniejszej egzekucji kontaktów z dzieckiem, a jedynie otworzy nową ścieżkę w walce, jaką toczą między sobą rodzice.

Co więcej, orzekanie przez sąd karny w tego typu sprawach miałoby poważne konsekwencje.

– Rodzic, który zostanie skazany za ten występek, będzie figurował w Krajowym Rejestrze Karnym jako skazany za przestępstwo na szkodę dziecka, co wpłynie na jego pozycję na rynku pracy – ostrzega Sajkowska.

Najwyraźniej część z tych argumentów trafiła do projektodawców. Jak bowiem wskazano w uzasadnieniu do autopoprawki, rezygnacja z omawianego rozwiązania była konieczna, „gdyż jego analiza prowadzi do wniosku, że jest na tyle kontrowersyjne, iż wymaga dodatkowych badań”.

Sądy rodzinne

Etap legislacyjny

Projekt po I czytaniu w Sejmie