Kumulacja bolączek starych, nierozwiązywanych przez kolejne ekipy, i tych zupełnie nowych, wygenerowanych przez obecny rząd sprawiła, że ubiegły rok był wyjątkowo zły dla wymiaru sprawiedliwości.

– A przecież wciąż słyszymy o tym, że resort reformuje sądownictwo, a wszystkie przeprowadzane zmiany mają na celu wyłącznie poprawę sytuacji w sądach – zauważa Bartłomiej Starosta, sędzia, przewodniczący Stałego Prezydium Forum Współpracy Sędziów.

Tymczasem dane są złe. Jak podaje wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, w zeszłym roku sądy uwzględniły w całości lub w części 2024 skargi na przewlekłość, z czego w 1969 przypadkach przyznały stronie rekompensatę pieniężną. Ogólna kwota odszkodowań wyniosła 5 837 861 zł i była najwyższa od co najmniej ośmiu lat.

Nie dziwi to Małgorzaty Stanek, sędzi Sądu Apelacyjnego w Łodzi.

– Tak naprawdę nie robi się nic, aby zmienić sytuację na lepsze. Mało tego. Niektóre z decyzji rządzących spowodowały, że problemy sądownictwa tylko się pogłębiły. Do takich z pewnością należała ta podjęta przez ministra sprawiedliwości o wstrzymaniu na dwa lata konkursów na stanowiska sędziowskie – podkreśla sędzia.

W efekcie większość sądów znalazła się w bardzo trudnej sytuacji kadrowej. A to przekłada się na gorszą załatwialność spraw. Z danych resortu sprawiedliwości wynika, że o ile w 2017 r. zakończono ogółem 15,8 mln postępowań, o tyle w zeszłym roku było ich 14,9 mln, a więc niemal o milion mniej.

Emocje studzi Leszek Mazur, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa.

– Reformy są w toku. Ten proces jeszcze się nie zakończył – podkreśla. I choć przyznaje, że ubytek kadrowy w sądach jest spory, to od razu dodaje, że nowej KRS udało się w ciągu ostatnich 11 miesięcy zaopiniować już około pół tysiąca kandydatów na sędziów.

– Poza tym w niektórych sądach wyniki są odmienne od niekorzystnego trendu. Przykładowo, właśnie analizowałem wyniki sprawności Sądu Okręgowego w Częstochowie i tam w 8 na 10 wskaźników sprawności wykazano poprawę. To znaczy, że można – kwituje przewodniczący rady.

O tym, że w sądownictwie jest coraz gorzej, mówi się od dawna. Teraz potwierdzają to dane zawarte w sprawozdaniach składanych właśnie przez prezesów sądów.

Problem biegłych sądowych, fluktuacja kadry pomocniczej spowodowana zbyt niskimi zarobkami czy wreszcie złe rozwiązania z zakresu procedury cywilnej i karnej. To gros bolączek, z jakimi od wielu już lat musi się borykać polskie sądownictwo.

– A obecna ekipa rządząca nie dość, że nie robi praktycznie nic, aby te problemy rozwiązać, to jeszcze podejmuje działania, które powodują, że sytuacja z roku na rok się pogarsza – zauważa Bartłomiej Starosta, sędzia, przewodniczący Forum Współpracy Sędziów.

Emocje tonuje Maciej Mitera, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.

– Musimy się uzbroić w cierpliwość, bo to nie jest tak, że pstrykniemy włącznik i zaświeci światło. Wiem, że jest wielu krytyków reformy, ale coś robić trzeba – mówi. I, jak podkreśla, choć ma świadomość, że nasz wymiar sprawiedliwości nadal, z jego bolączkami strukturalnymi i kognicyjnymi, nie przystaje do standardu europejskiego, to jednak pierwsze kroki, aby to zmienić, zostały już poczynione.

Kadrowe pandemonium

Sądem, w którym jak w soczewce skupiają się bolączki polskiego wymiaru sprawiedliwości, jest Sąd Okręgowy w Warszawie, który jest największą tego typu jednostką w Polsce. Sprawozdanie z jego działalności złożyła prezes Joanna Bitner podczas niedawnego zebrania sędziów SO w Warszawie. Zostało ono zaopiniowane negatywnie przez sędziów, co stało się powodem złożenia przez Bitner rezygnacji z zajmowanego stanowiska. W dokumencie pada wiele stwierdzeń pokazujących, w jak fatalnym położeniu znalazł się największy sąd w Polsce. Mowa jest m.in. o tym, że jednostka „zbliża się do momentu, gdy nie będzie w stanie zapewnić ciągłości pracy”. Bitner pisze, że przy obecnej tendencji odejść z pracy kierownictwo sądu szacuje, że – o ile nie nastąpi wzmocnienie finansowe pracowników – już około kwietnia–maja 2019 r. „będzie zmuszone ograniczyć dni urzędowania sądu – na początek do pracy od poniedziałku do czwartku”.

– To nie jest specyfika tylko naszego sądu. Z całej Polski dochodzą sygnały, że z podobnymi problemami muszą borykać się prezesi innych sądów. I oni także zwracają na to uwagę w swoich sprawozdaniach – zauważa Marek Celej, sędzia SO w Warszawie.

Wśród często wskazywanych problemów jest niewystarczająca kadra orzekająca.

– W moim wydziale brakuje jednej trzeciej składu. Taka sytuacja nie miała miejsca od ponad 20 lat. To powoduje, że wydział nie jest w stanie normalnie funkcjonować – informuje Małgorzata Stanek, sędzia Sądu Apelacyjnego w Łodzi.

Braki kadrowe to oczywiście efekt celowego wstrzymywania przez ministra sprawiedliwości przez okres dwóch lat konkursów na stanowiska sędziowskie.

– Łatwo można było przewidzieć, że prędzej czy później znajdzie to odzwierciedlenie w statystykach – zauważa łódzka sędzia.

I rzeczywiście znalazło. Jak bowiem podaje w odpowiedzi na interpelację jednej z posłanek wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, sądy w zeszłym roku załatwiły niemal milion spraw mniej niż w 2017 r. Resort sprawiedliwości pytany o to, jak zamierza rozwiązać problem niedoetatyzowania sądów, stwierdza jedynie, że wolne stanowiska sędziowskie zostały obwieszczone w Monitorach Polskich i trwają procedury ich obsadzania.

Z kolei Maciej Mitera, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa, a więc organu, który wybiera kandydatów na sędziów, podkreśla, że choć oczywiście uzupełnienie etatów jest ważne, to jednak wątpi, czy powołanie 100–200 dodatkowych sędziów spowodowałoby automatyczne poprawienie statystyk.

– Patrząc na inne kraje, to i tak mamy dużo sędziów i samo zwiększenie ich liczby nie rozwiąże problemu, jeżeli nie będzie to powiązane ze zmianami w procedurach, zapewnieniem profesjonalnej obsługi sędziów, odciążeniem sądów, promowaniem alternatywnych metod rozwiązywania sporów – zaznacza rzecznik rady.

Potrzeba zmian

Sędziowie skarżą się, że oni od lat głośno mówią o potrzebach wprowadzenia tego typu zmian, jednak nikt nie chce ich słuchać. Tymczasem Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS, nie ma wątpliwości, że z czasem sytuacja ulegnie znacznej poprawie.

– Reforma wymiaru sprawiedliwości jest reformą złożoną. Składa się z kilku etapów, części ustrojowej – instytucjonalnej, ale także zmiany procedur. Bez wątpienia to, że dyskusje na temat części ustrojowej obywały się w atmosferze mało racjonalnego sporu politycznego, miało wpływ na to, że reforma nie jest realizowana tak szybko, jak mogłaby. Niemniej w Sejmie są już projekty zmian w procedurze karnej i cywilnej, są także założenia do kolejnych projektów, m.in. wprowadzenia instytucji sędziego pokoju – tłumaczy poseł. I dodaje, że dopiero po wprowadzeniu całości tych zmian będzie można wyciągać wnioski. Jak zapewnia, jest przekonany, że jeżeli uda się przeprowadzić reformę do końca, efekt będzie odczuwalny.

Na razie jednak sytuacja jest taka, że do zmian w procedurach, które przynajmniej w założeniu mają usprawnić pracę w sądach, jeszcze daleko. Tymczasem wprowadza się rozwiązania, które jeszcze utrudniają im pracę. Tak było ostatnio np. w sądach odwoławczych, które najpierw zostały objęte losowym przydziałem spraw, a od niedawna – systemem losowania składów orzekających.

– Ktoś, kto pracował nad stworzeniem tego systemu, miał widać nikłą wiedzę na temat specyfiki pracy w II instancji, orzekania w składach zawodowych. Od początku ostrzegaliśmy, że losowanie wszystkich członków składu orzekającego spowoduje, że będą ogromne problemy np. z wyznaczaniem wokand. Wydziały odwoławcze nie zostały bowiem w żaden sposób przystosowane do wprowadzenia tego systemu. Teraz te obawy znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości – tłumaczy sędzia Stanek.

ZATORSKI: CYFRYZACJA WIĄŻE SIĘ ZE ZMIANĄ NAWYKÓW PROWADZENIA

Kumulacja tego wszystkiego spowodowała, że sędziowie, czego nie ukrywają, stracili zapał do pracy.

– To nie jest celowe działanie. Tak się po prostu dzieje. Sędziowie od trzech lat nie mają warunków, żeby dobrze pracować. Rządzący niemal bez przerwy zaskakują nas zmianami, które mają na celu zdemolowanie wymiaru sprawiedliwości, a przy tym permanentnie nas obrażają. Jakby tego było mało, działalność rzecznika dyscyplinarnego powoduje, że sędziowie czują się, jakby na nich polowano. To nie są warunki sprzyjające pracy – kwituje Bartłomiej Starosta.