Wskutek niefrasobliwości ustawodawcy wiele osób bez swej winy straciło członkostwo w spółdzielniach mieszkaniowych. Zdaniem rzecznika praw obywatelskich taka praktyka jest nie do zaakceptowania w praworządnym państwie. Dlatego Adam Bodnar skierował wniosek o zbadanie zgodności ustawy z konstytucją.
Interwencja rzecznika to pokłosie tekstów DGP (”Błąd w ustawie może pozbawić dachu nad głową„, DGP z 20 marca 2018 r.). Okazało się, że jako pierwsi wnikliwie przeanalizowaliśmy ustawę – nie uczynili tego ani Sejm, ani Senat, ani prezydent. Chodzi o art. 4 nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1596), która weszła w życie 9 września 2017 r. Założeniem ustawodawcy było osłabienie pozycji prezesów, a wzmocnienie zwykłych lokatorów. O losach spółdzielni mieli decydować wyłącznie jej członkowie.
A żeby być członkiem, trzeba być związanym ze spółdzielnią tytułem prawnym do lokalu, a nie np. znajomym prezesa. Sęk w tym, że ustawodawca, tworząc wykaz osób, którym przysługuje prawo do lokalu, zapomniał o tych, którzy mają ekspektatywę, czyli roszczenie o ustanowienie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu. Takich osób w Polsce jest pół miliona. A to dlatego, że Sąd Najwyższy w 2013 r. stwierdził w uchwale (sygn. III CZP 104/12), że wszyscy, którzy mają spółdzielcze własnościowe prawo ustanowione w budynku, do którego spółdzielni nie przysługuje własność albo użytkowanie wieczyste, mają tak naprawdę zaledwie roszczenie (ekspektatywę).
Reklama
Mówiąc wprost: przez niedopatrzenie ustawodawcy wszystkie te osoby przestały być członkami spółdzielni z mocy prawa. Z niektórych zostali oni formalnie wykreśleni, część prezesów uznawała jednak, że skoro przepisy są złe, nikogo nie będą wykreślać.
Skutki ustawy Adam Bodnar określa mianem przypadkowych, nieobjętych zamiarem ustawodawcy i przez niego nieprzewidzianych, a także nieprzeanalizowanych. – Ten brak racjonalności w działaniu ustawodawcy, a nawet poczucia odpowiedzialności za jakość przepisów, podważa zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa – konkluduje rzecznik.