Świetnie ilustruje to przykład suwalskiego sądu okręgowego. Tutaj w II wydziale karnym za pomocą podziału czynności prezes w sposób arbitralny zdecydował de facto o podziale sędziów na dwie grupy: tych, którzy rozstrzygają wyłącznie sprawy pierwszoinstancyjne, i tych, do których trafiają apelacje. Tak się akurat składa, że w gronie tych ostatnich, o których część orzekających w suwalskiej jednostce mówi jako o uprzywilejowanych, znaleźli się tylko sędziowie funkcyjni.

Resort sprawiedliwości nie widzi w tym nic niepokojącego, twierdząc, że to tylko efekt wprowadzenia specjalizacji w wydziale.

Budzący emocje podział

Zakres czynności sędziów orzekających w danym sądzie ustala co roku jego prezes po zasięgnięciu opinii kolegium sądu. Tak wynika z przepisów. W dokumencie tym znajdziemy informacje m.in. o tym, jaki danemu sędziemu przypisany jest wskaźnik procentowy udziału w przydziale spraw wpływających do wydziału. Wskaźnik ten może być odpowiednio zmniejszony, jeżeli ktoś pełni jakąś funkcję, np. przewodniczącego wydziału.

Jak się jednak okazuje, ustalenie podziału czynności może prowadzić również do wyodrębnienia w ramach jednego wydziału specjalnej grupy sędziów, którzy mają za zadanie orzekać tylko w jednej, ściśle wskazanej kategorii spraw. Tak właśnie się stało w Sądzie Okręgowym w Suwałkach. W tamtejszym wydziale karnym bowiem nie wszyscy sędziowie są dopuszczani do orzekania w sprawach apelacyjnych.

Potwierdza to Marcin Walczuk, rzecznik suwalskiego sądu. Jak tłumaczy, w sprawach apelacyjnych orzekają Jacek Sowul, prezes sądu, Ryszard Filipow, przewodniczący wydziału karnego, Tomasz Uściłko, jego zastępca, oraz sędzia Grażyna Zielińska. Co ciekawe, jednocześnie ci sami sędziowie nie orzekają w I instancji. Tego typu sprawy ‒ o wiele bardziej czasochłonne i skomplikowane niż apelacyjne – spadają na pozostała czwórkę orzekających w wydziale karnym.

Suwalscy sędziowie mówią więc o uprzywilejowanej grupie sędziów, w skład której wchodzą tylko sędziowie funkcyjni. Jak bowiem dodają, sędzia Zielińska jest kierownikiem szkolenia w suwalskim sądzie. Zwracają również uwagę na to, że sędzia Uściłko brał w zeszłym roku udział w podważanym przez środowiska prawnicze konkursie na sędziów Sądu Najwyższego.

Ta sytuacja dla części suwalskich sędziów to dowód na to, że losowy system przydziału spraw nie działa prawidłowo. Prezes, ustalając w odpowiedni sposób podział czynności, może bowiem w praktyce odsuwać danych sędziów od określonej kategorii spraw i powodować, że trafią one do ściśle określonego, wąskiego grona zaufanych sędziów.

Podobnie uważa Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

‒ W wydziale karnym SO w Suwałkach, na podstawie decyzji prezesa, podzielono jeden wydział karny na dwa: pierwszo- i drugoinstancyjny. Takie prezesowskie ruchy siłą rzeczy wpływają na to, w jakim składzie będą rozpatrywane sprawy – ocenia. I, jak zauważa, przykładów na to, że losowy system przydziału się nie sprawdza, jest więcej.

– Tak naprawdę wyjątków od reguły jest tyle, że w rzeczywistości mamy do czynienia z ręcznym sterowaniem procesem przydziału spraw – kwituje.

Sporna specjalizacja

Rzecznik prasowy SO w Suwałkach zapytany o to, czy takie wydzielanie za pomocą podziału czynności pewnych kategorii spraw i przydzielenie ich konkretnym sędziom nie stoi w sprzeczności z ustawową zasadą losowego przydziału spraw, stwierdza, że woli powstrzymać się od oceny.

Wprost na to pytanie odpowiedzi nie udziela również Ministerstwo Sprawiedliwości, które było autorem „sądolotka”. Zaznacza jedynie, że resort nie monitoruje tego, w jaki sposób prezesi wywiązują się z obowiązku ustalania podziału czynności sędziów, a żadne skargi z SO w Suwałkach do niego nie docierały. Co więcej, resort uważa, że podziały przewidujące, że tylko niektórzy sędziowie mają przydzielane sprawy apelacyjne, świadczy tylko o tym, że w wydziale karnym suwalskiego sądu występują po prostu specjalizacje. A sędzia w przypadku zmiany podziału czynności może się odwołać do Krajowej Rady Sądownictwa.

To tłumaczenie nie przekonuje Beaty Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”.

‒ Oczywiście, specjalizacja jest możliwa i jest procesem pożądanym, który usprawnia pracę wydziału. Jednakże aby jakiś sędzia mógł się w danej dziedzinie specjalizować i w związku z tym otrzymywać określoną kategorię spraw, zgodę na to muszą wyrazić pozostałe osoby orzekające w wydziale – tłumaczy sędzia. Tak wynika z par. 45 regulaminu urzędowania sądów powszechnych. Co więcej, zgoda ta musi być udzielona na piśmie.

Tymczasem z informacji, jakie otrzymaliśmy, wynika, że sędziowie z wydziału karnego suwalskiego sądu nie byli nawet pytani o takie zgody.

– Nie posiadam informacji odnośnie pozostałych sędziów, natomiast ja takowej zgody na piśmie nie udzieliłem – mówi rzecznik Walczuk, który również orzeka w II wydziale karnym SO w Suwałkach. Znów jednak nie chce oceniać, czy w związku z tym doszło do naruszenia prawa w suwalskim sądzie.

Wątpliwości co do tego nie ma za to sędzia Morawiec.

– To obejście regulaminu i ręczne sterowanie – stwierdza krótko.

Z kolei prezes Markiewicz zwraca uwagę, że sytuacja w suwalskim sądzie to efekt zmian, jakie są wprowadzane od ponad trzech lat przez obecną ekipę rządzącą i które pozwoliły na głębokie zmiany kadrowe w sądownictwie.

‒ To problem systemowy. Obecnie w wielu sądach stanowiska funkcyjne sprawują osoby ściśle powiązane z resortem sprawiedliwości. I one robią, co im się tylko podoba, w kierowanych przez siebie jednostkach. Dobrze bowiem wiedzą, że nawet jeżeli sędzia odwoła się od ich decyzji do KRS, to ta stanie po jego stronie, a nie po stronie szeregowego sędziego – tłumaczy Markiewicz.

Prezes SO w Suwałkach Jacek Sowul został powołany na tę funkcję w trybie kontrowersyjnych przepisów, które pozwalały ministrowi sprawiedliwości w 2017 r. przez okres sześciu miesięcy odwoływać i powoływać prezesów sądów, nie podając przy tym żadnego uzasadnienia swojej decyzji.