statystyki

Czy szybki prawodawca może być racjonalny?

autor: dr Artur Kotowski12.01.2019, 14:30; Aktualizacja: 12.01.2019, 15:13
Podstawowe wymogi procedury legislacyjnej traktuje się jako bezwzględny warunek wstępny. Zgodność uchwalanego prawa z konstytucją, standardami międzynarodowymi itp. w demokratycznym państwie prawnym również powinna być oczywista.

Podstawowe wymogi procedury legislacyjnej traktuje się jako bezwzględny warunek wstępny. Zgodność uchwalanego prawa z konstytucją, standardami międzynarodowymi itp. w demokratycznym państwie prawnym również powinna być oczywista.źródło: ShutterStock

Tempo prac w parlamencie nie jest najważniejsze z punktu widzenia prawidłowości uchwalanego aktu. Nie oznacza to jednak, że nie może być przyczyną wadliwości procesu legislacyjnego.

P r zy okazji uchwalania przez Sejm RP ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz zmianie niektórych innych ustaw (ustawa obniżająca akcyzę na prąd) znów rozgorzała dyskusja nad stanem polskiej praktyki prawodawczej. Na przykład prof. J. Zajadło w tekście „Niedemokratyczne państwo bezprawia” (monitorkonstytucyjny.eu) tempo prac ustawodawczych w parlamencie nazywa wprost „kompletną farsą parlamentarnych procedur ustawodawczych”. Owe opinie sprowadzają się, podobnie jak w przypadku innych projektów ustaw, które były procedowane w parlamencie czasem nawet poniżej doby, do kwestionowania rzetelności tak stanowionego prawa. Podkreśla się (to zazwyczaj pierwszy argument), że w tak szybko uchwalanym akcie normatywnym przede wszystkim rośnie prawdopodobieństwo technicznych wad – uchybień w jego budowie semantycznej. Innymi słowy, znaczenia, które koduje prawodawca, mogą nie być dość precyzyjne, co rodzi trudności w stosowaniu aktu normatywnego przez sądy, urzędy państwowe itp. Po prostu uchwalane szybko prawo jest bardziej wrażliwe na błędy natury technicznej; podobnie jak każdy inny tekst pisany na kolanie. Krytycy takiej praktyki nie nadają jednak tej przyczynie szczególnie wysokiej rangi. Na czoło wysuwa się drugi argument, a mianowicie obniżenie autorytetu prawa i możliwe zdegradowanie jego aspektu legitymizacyjnego. To już wprawdzie kryteria wypracowane przez doktrynę prawniczą, nie do końca określone przez prawo pozytywne, a więc mogą być przez środowisko prawników uznane za ocenne i quasi-polityczne, jednak z uwagi na zakorzenienie w kulturze prawnej całego świata zachodniego nie mogą być całkowicie pomijane.

W pierwszej kolejności zajmijmy się kontrargumentami. Jest to o tyle trudne, że szerszej polemiki merytorycznej z krytykami ze środowiska prawniczego w zasadzie nikt z obozu rządowego nie podejmuje. Można oczywiście zbierać pewne argumenty z wypowiedzi publicznych samych polityków, względnie wybranych członków np. nowej Krajowej Rady Sądownictwa, jednak naraża to dyskurs naukowy na łączenie z dyskursem politycznym, co samo w sobie jest niewłaściwe i grozi mieszaniem tez opisowych z ocennymi. Gwoli ścisłości można jedynie wskazać, że uchybienie to zdaje się dotyczyć obu stron sporu i długofalowo – także – odpowiada za kryzys dyskursu publicznego w Polsce.

Minimalne standardy

Pewne kontrargumenty można wszakże odnaleźć samemu. Argument pierwszy co do poprawności legislacyjnej tworzonych projektów angażuje w zasadzie dwie różne kwestie. W pierwszej kolejności wypada bowiem zauważyć, że współczesna rzeczywistość tworzenia prawa (nie tylko w Polsce) polega na tym, że za techniczną warstwę projektu odpowiadają wyspecjalizowane służby legislacyjne. Innymi słowy, na etapie procedury ustawodawczej projekt jest doprecyzowywany (wprowadzane zmiany nie mogą wszak zmieniać jego pierwotnego sensu). Za techniczną jakość uchwalanego prawa nie odpowiada więc (a przynajmniej nie bezpośrednio) tempo prac w samym parlamencie, lecz jakość zgłoszonego projektu, przygotowanego przez fachowe służby legislacyjne.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • prawnik(2019-01-12 15:47) Zgłoś naruszenie 70

    Wszelkie próby rozgrzeszania rządzących z "ustaw" typu "dziś projekt - jutro publikacja" nie mają sensu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Ustawy tego typu za każdym razem zawodziły. Pierwsza była PIERWSZA ustawa uchwalona przez PiS. Dwuartykułówka dotycząca odpraw prezesów spółek. Przyklepnięta na szybko, z powodu oczywistego błędu musiała być naprawiana "nowelizacją przechwytującą". Potem było 7 nocnych głosowań nad SN. Większość zajmowała się poprawianiem błędów w pierwotnych nocnych głosowaniach, a ostatnie zajęło się... wycofywaniem z całokształtu ustawoklectwa. Teraz mamy nocne głosowanie w sprawie prądu. Gospodarkę centralnie planowaną, nakazującą rozwiązywanie zawartych umów. I co? ANO NIC! Już zgłaszane są potrzeby pilnej nowelizacji. A prawo nie działa, bo Ministerstwa nie potrafią wydać do chłamu ustawowego przepisów wykonawczych.

    Odpowiedz
  • Kpiarz (2019-01-12 15:59) Zgłoś naruszenie 50

    Po co to krygowanie się i subtelności. Trzeba pisać wprost - Sejm produkuje buble w zawrotnym tempie........ 😁

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane