Co jest ważniejsze – brzmienie polskiej ustawy czy dyrektywa UE?

W świetle zasady pierwszeństwa prawa Unii, dyrektywy mają pierwszeństwo przed polskimi ustawami. Mamy tu do czynienia z jednym wyjątkiem. Zgodnie z orzecznictwem trybunału, dyrektywy – jako akty prawne skierowane do państw członkowskich – nie mogą bezpośrednio nakładać obowiązków na jednostki. Nie oznacza to jednak, że dyrektywy nie odgrywają istotnej roli w postępowaniach przed sądami krajowymi. Zawsze bowiem sądy krajowe powinny interpretować prawa krajowe zgodnie z dyrektywami. Jeżeli zatem występuje sprzeczność pomiędzy prawem krajowym a dyrektywą, sądy krajowe mają obowiązek dokonania takiej wykładni prawa krajowego, aby zapewnić ochronę praw, które nadaje dyrektywa (np. konsumentom).

Co powinien zrobić sędzia w przypadku konfliktu pomiędzy dyrektywą a polskim prawem? Na przykład w przypadku wydawania nakazów zapłaty z weksla, bez możliwości badania zapisów abuzywnych w umowach? Przecież wyrok TSUE o sygn. C-176/17 z 13 września 2018 r. powinien oznaczać koniec postępowań nakazowych w postępowaniach z udziałem konsumenta.

Szczegółowe konsekwencje wyroku trybunału, o którym pani wspomina, w odniesieniu do prawa polskiego powinny zostać wyciągnięte przez polskie sądy, ewentualnie przez polskiego ustawodawcę. Pamiętać musimy, że trybunał dokonuje wykładni wyłącznie prawa Unii, a nie prawa krajowego. Na chłopski rozum mogę pokusić się jedynie o stwierdzenie, że w świetle dyrektywy 93/13 ochrona konsumenta byłaby iluzoryczna, gdyby sąd – rozstrzygając spór konsumencki – nie miał w praktyce możliwości dokonania oceny abuzywności postanowień umowy łączącej profesjonalistę z konsumentem. Tak się niestety dzieje w postępowaniu nakazowym na podstawie weksla. Wedle mojej wiedzy Polska jest jednym z nielicznych państw, w których tak powszechnie używano i nadal używa się weksla – instrumentu charakterystycznego dla obrotu handlowego z pierwszej połowy XX w.

Sądy – nieliczne, niestety – wysyłając do TSUE pytania prejudycjalne, występują w interesie konsumentów. I wydaje się, że wyręczają polskie państwo, które obiecywało frankowiczom różne ustawy, pomoc, ale się nie wywiązało z przyrzeczeń.

Nie mam wątpliwości, że w kwestii dostosowania polskiego prawa ochrony konsumenta do wymagań wynikających z prawa Unii wszyscy polscy prawnicy, w przede wszystkim sądy, mają jeszcze wiele do zrobienia. Jesteśmy dopiero na początku drogi. Mówię to, mając także w pamięci moje doświadczenia związane z wykonywaniem zawodu adwokata. Nie ukrywam, że jednym z najskuteczniejszych instrumentów służących temu celowi są pytania prejudycjalne do TSUE. Najlepiej, jeżeli zadają je sędziowie niższych instancji, gdyż są oni najbliżej praktycznych problemów związanych ze stosowaniem prawa konsumenckiego. Wysoki poziom ochrony konsumenta nie służy wyłącznie konsumentom. Skorzystają z tego wszyscy – także przedsiębiorcy. Skuteczna realizacja praw konsumenta służy zwiększeniu zaufania uczestników obrotu gospodarczego i przejrzystości rynku. Konsument łatwiej podejmuje decyzje o zawarciu transakcji, jeżeli ma pewność, że zostanie przez kontrahenta potraktowany uczciwe.

Czym różni się sędzia sądu rejonowego Rafał Cebula od reszty sędziów w Polsce? Przypomnę, że to po jego pytaniu TSUE uznał, że odzyskiwanie długów za pomocą nakazu zapłaty opartego na wekslu jest niezgodne z unijnymi przepisami.

Sędzia Cebula bardzo mi zaimponował.

Dlaczego prawa konsumenta są przez polskie sądy traktowane po macoszemu? Może to wina liberalnego mitu zakorzenionego w głowach Polaków?

Moim zdaniem skuteczna ochrona praw konsumentów wymaga także zmiany mentalności polskich prawników. Zostaliśmy wykształceni – i chyba nadal w ten sposób kształcimy młodych prawników – w oparciu o tradycyjne pojęcia prawa cywilnego, nieuwzględniające ewolucji, która dokonała się w latach 80. i 90. ubiegłego wieku w państwach Europy Zachodniej. Zdecydowana większość umów nie jest dziś negocjowana, a postanowienia umowne są narzucane jednej stronie przez drugą stronę. Konsument – nawet gdyby chciał i sam był prawnikiem – nie jest w stanie zrozumieć wszystkich konsekwencji łączącej go z profesjonalistą umowy. Stąd też odwoływanie się do klasycznych koncepcji swobody umów czy zasad procesu cywilnego nie w pełni odpowiada już potrzebom obrotu gospodarczego. Niezbędna jest o wiele bardziej aktywna rola sądów, która uwzględniać będzie olbrzymią asymetrię w relacji pomiędzy konsumentem a profesjonalistą.

Ciekawe, dlaczego sądy chętniej uwzględniają orzecznictwo europejskie przy umowach mniejszej wartości niż kredyty hipoteczne. Spotkałam się z tłumaczeniami poważnych sędziów, którzy mówili np., że sąd musi dbać o to, żeby nie zaszkodzić bankowi, żeby nie rozchwiać systemu etc. Tymczasem – jak rozumiem to, co wynika z orzeczeń TSUE – przedsiębiorcy mają być karani za włożenie do umowy niedozwolonej klauzuli, a nie nagradzani.

Trudno mi się do tego odnieść w szczegółach. W każdym razie stosowanie przez przedsiębiorcę postanowienia uznanego za niedozwolone musi wiązać się z określonymi konsekwencjami. Nie może być tak, że przedsiębiorca posługujący się abuzywnymi postanowieniami niczym nie ryzykuje, bo nawet jeśli sąd to dostrzeże, to i tak przywróci się „równowagę kontraktową” i uwzględni interes przedsiębiorcy.

Zauważam pewien paradoks: sędziowie w sprawach konsumenckich niechętnie stosują się do orzecznictwa unijnego, sugerując, że narusza to ich niezawisłość. Ale kiedy PiS wziął się za reformę wymiaru sprawiedliwości, Bruksela od razu została zawiadomiona, co się dzieje.

Trudno jest mi odnieść się do spostrzeżenia zawartego w pani pytaniu. Decyzja o skierowaniu do TSUE pytania prejudycjalnego jest zawsze autonomiczną decyzją sądu krajowego. Jedyne, co mogę powiedzieć, to wyrazić zadowolenie, że polskie sądy coraz częściej dostrzegają konieczność stosowania prawa Unii. Wspominany sędzia Rafał Cebula jest tego znakomitym przykładem.