Takie jest sedno wczorajszej uchwały Sądu Najwyższego w składzie siedmiu sędziów.
W procedurze cywilnej obowiązują dwa sposoby doręczania pism procesowych pomiędzy profesjonalnymi pełnomocnikami. Zgodnie z art. 132 par. 1 k.c. adwokat, radca prawny, rzecznik patentowy czy radca Prokuratorii Generalnej RP w toku sprawy doręczają sobie pisma wraz z załącznikami. Składając to pismo do sądu, należy załączyć oświadczenie o dostarczeniu pisma drugiej stronie albo dowód nadania listem poleconym.
Jednak zgodnie z art. 132 par. 11 w odniesieniu do pozwu wzajemnego, apelacji, skargi kasacyjnej, zażalenia, sprzeciwu od wyroku zaocznego, sprzeciwu od nakazu zapłaty, zarzutów do nakazu zapłaty, wniosku o zabezpieczenie powództwa, skargi o wznowienie postępowania, skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia i skargi na orzeczenie referendarza sądowego, zasada jest odmienna. Powyższych pism nie doręcza się stronie, tylko składa się je do sądu wraz z odpisami, które następnie sąd doręcza.
Kłopot polegał na tym, że nie było wiadomo, jak traktować pisma będące zmianą pozwu w postaci rozszerzenia żądania bądź wystąpienia z nowym żądaniem obok pierwotnie dochodzonego. Praktyka jest rozmaita. Część sądów stoi na stanowisku, że takie pismo dostarczyć trzeba bezpośrednio drugiej stronie, inne z kolei uważają, że należy złożyć je do sądu wraz z odpisami dla stron. Artykuł 132 par. 11 zawiera enumeratywnie wyliczenie dokumentów, jakie dostarcza się przeciwnikowi za pośrednictwem sądu, i nie ma wśród nich pisma rozszerzającego powództwo. Poza tym taki dokument wnoszony jest na etapie, w którym w sprawie występują już obie strony.
Jak podkreśla się w orzecznictwie Sądu Najwyższego (np. w uchwale o sygn. akt III CZP 95/15 z 2016 r.), charakter rozszerzenia powództwa jest bardziej zbliżony do środków zaskarżenia czy odwoławczych, wnoszonych w zastrzeżonym terminie i podlegających weryfikacji sądu pod względem ewentualnych braków formalnych i fiskalnych. Dzięki temu, że takie pismo jest sprawdzone pod względem formalnym przez sąd, strona otrzymująca rozszerzenie powództwa ma pewność, że powinna się do niego odnieść. Gdy dostaje pismo bezpośrednio od pełnomocnika, może niepotrzebnie ponieść koszty związane z przygotowaniem obrony. Bo np. może się okazać, że pismo nie zostało opłacone, a zatem nie wywołuje żadnych skutków prawnych.
Z drugiej strony, w wyroku z 11 lutego 2015 r. (sygn. akt PK 123/14) SN opowiedział się za literalnym rozumieniem tych przepisów. Stwierdził, że zasada oficjalności doręczeń obejmuje obligatoryjne doręczanie w tej formie wszelkich pism w toku sprawy między profesjonalnymi pełnomocnikami stron i wyłączone zostały tylko pisma wymienione w art. 132 par. 11 k.p.c.
Z uwagi na powyższe rozbieżności I prezes Sądu Najwyższego wystąpiła z wnioskiem o wydanie uchwały w składzie siedmiu sędziów. Wczoraj SN stwierdził, że odpis pisma procesowego wniesionego w toku procesu przez profesjonalnego pełnomocnika strony powodowej, które obejmuje rozszerzenie powództwa, nie podlega doręczeniu pełnomocnikowi strony przeciwnej w sposób przewidziany w art. 132 par. 1 k.p.c.
– I to jest bardzo dobre rozwiązanie. Zasadą powinno być, że wszelkie pisma procesowe dostarcza się za pośrednictwem sądu. Proszę pamiętać, że doręczanie bezpośrednie jest możliwe tylko wtedy, gdy druga strona ma profesjonalnego pełnomocnika. A przecież w sprawie może być np. 40 osób, z których 30 ma pełnomocników, a 10 nie. I części z nich to samo pismo trzeba dostarczać bezpośrednio, a pozostałym za pośrednictwem sądu – komentuje adwokat Dariusz Goliński.

orzecznictwo

Uchwała Sądu Najwyższego z 11 grudnia 2018 r., sygn. akt III CZP 31/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia